16 października 1791 roku Rosja podpisała traktat pokojowy kończący wojnę z Królestwem Szwecji. Następnie 7 stycznia 1792 roku Cesarstwo Rosyjskie zawarło w Jassach pokój z Turcją. Zakończone w ten sposób kolejne wojny: rosyjsko-szwedzka oraz rosyjsko-turecka dały Katarzynie II swobodę działania względem sytuacji panującej w Rzeczypospolitej.

 

A ta nie przedstawiała się po myśli imperatorowej, bowiem wedle jej słów

 „Polacy zakasowali wszystkie szaleństwa paryskiego Zgromadzenia Narodowego”.

Jak wyraziła się w swym piśmie z 9 maja 1792 roku nie mogąc „wyleczyć” Francji z „choroby rewolucyjnej” postanowiła ona „zwalczyć i pokonać ją w Polsce”. Objawami tej choroby były dla niej oczywiście postanowienia konstytucji 3 maja 1791 roku. Już w reskrypcie datowanym na 29 lipca 1791 roku zwracała uwagę swego faworyta Grzegorza Potiomkina na to, że

„Przemiana rządu w Polsce, jeżeli tylko nabierze stałej siły i działalności, nie może być korzystna dla jej sąsiadów. Dlatego takowa zmiana zmusza nas obmyśleć wcześnie sposoby ku odwróceniu niebezpieczeństw któremi nam zagraża państwo to, tak bogate w środki liczne i potężne”.

 

Ponure plany rozbioru

W tajnej części tego reskryptu zauważyła ponadto – „gdyby król pruski okazał nieprzełamaną chciwość, zmuszeni będziemy, dla uniknięcia dalszych zajść i niepokojów, zezwolić na nowy podział Polski między trzema połączonymi mocarstwy. Polskę wtedy zawrzemy w takich granicach, ażeby nie była szkodliwą dla sąsiadów, a służyła tylko między nami za przegrodę”.

 

5 marca 1792 roku Katarzyna II na wieść o tym, że sejmiki ziemskie zatwierdziły postanowienia „Ustawy rządowej” (konstytucji) stwierdziła gniewnie –

„Co za konstytucja! Będąc otoczonymi od trzech mocnych sąsiadów, deklarować wolnymi chłopów, którzy przejdą na grunt polski! Co za myśl! To by przeprowadziło do Polski większą część chłopów z Białej Rusi, a resztę by u mnie bałamucili”.

 

Zresztą nie tylko postanowienia dotyczące sytuacji chłopów mogły niepokoić wszystkie trzy sąsiednie dwory monarsze oraz współpracujące z nimi „partie” magnackie w Rzeczypospolitej. Także prawo o miastach oraz prawo o sejmikach ziemskich uchwalone na wiosnę 1791 roku i następnie włączone w skład Konstytucji były potencjalnie niebezpieczne, szczególnie dla Prus, które ustami swego króla wyraziły niepokój co do kierunków zmian politycznych i ustrojowych przeprowadzanych w Rzeczypospolitej, mimo zawartego 29 marca 1790 roku formalnego przymierza polsko-pruskiego (za którego podpisanie zresztą Prusy domagały się oddania Gdańska, Torunia oraz części Wielkopolski).

                           Alegoria rozbiorów Polski

Znamienne przy tym wszystkim były słowa pruskiego przedstawiciela dyplomatycznego w Polsce markiza Lucchesiniego wygłoszone wobec króla Stanisława Augusta Poniatowskiego  – „Przyznam, że my Prusacy, krzywdzimy was, ale mówię, że jeśli Polska z nami aliansu nie zrobi, to my jeszcze bardziej was krzywdzić będziemy, a Polska do kogóż będzie miała rekurs, sama jedna bez żadnego alianta? […] Gdy się wojna zacznie, Polska będzie jej teatrem, a na ostatek, przy zgodzie wojujących, i podziałem ich”.

 

Nie oddamy nawet guzika!

Wprawdzie część przywódców polskiego „obozu patriotycznego” gotowa była do rezygnacji z wyżej wymienionych miast, ale sejm stanął na gruncie niepodzielności ziem Rzeczypospolitej. Postanowienia zjazdu pokojowego w Reichenbach (Dzierżoniów) z lata 1790 roku sprawiły, że dwór pruski uznał przymierze z Polska za bezwartościowe i powrócił do myśli uzyskania dalszych nabytków kosztem Rzeczypospolitej w porozumieniu z Rosją. Oparcie się na Prusach nie przyniosło spodziewanych przez „patriotów” rezultatów, a nad Polską zawisło niebezpieczeństwo nowego rozbioru.

czytaj też: Bitwa pod Beresteczkiem. Wielka mobilizacja Rzeczpospolitej

Ciekawym jest, że i w samej Rosji dostrzegano apetyty pruskie. Historyk Jerzy Łojek stwierdził nawet, że „W sferach rządowych, w Kolegium Spraw Zagranicznych i Radzie Państwa uznano dzieło 3 maja za fakt niczym nie zagrażający interesom międzynarodowym Rosji, przeciwnie nawet, spodziewano się że spowoduje on szybkie zerwanie związków Rzeczypospolitej z Prusami i powrót do przymierza z Rosją, byle tylko nie zepsuć tej korzystnej ewolucji jakąś interwencją zbrojną, która w ostateczności wyszłaby na korzyść Berlina”. Poglądy takie reprezentowali ponoć kanclerz Aleksander Bezborodko oraz Iwan Ostermann. Niestety dla Rzeczypospolitej innego zdania była Katarzyna II, i co równie ważne, jej nowy faworyt Płaton Zubow.

 

Reakcja konserwatystów

Ze zdecydowanym sprzeciwem wobec przeprowadzonych przez stronnictwo „patriotyczne” przemian w Rzeczypospolitej wystąpili „konserwatyści” magnaccy pod przewodnictwem Szczęsnego Potockiego, Seweryna Rzewuskiego oraz Franciszka Ksawerego Branickiego, szermujący hasłami powrotu do dawnej struktury ustrojowo-społecznej państwa albo podziału jej na autonomiczne niemal prowincje. Pierwsze spotkanie wymienionej wyżej trójki z księciem Potiomkinem odnośnie podjęcia prób powrotu do stanu z przed 3 maja 1791 roku miało mieć miejsce na jesieni 1791 roku w Jassach, gdzie kwaterował on jako głównodowodzący wojskami rosyjskimi w wojnie z Turcją, jednakże w wyniku śmierci tego ostatniego narady przeniesiono do Petersburga na zaproszenie Katarzyny II i Płatona Zubowa.

 

                      Terytorium Polski po II rozbiorze

Ostatecznie 27 kwietnia 1792 roku w Petersburgu podpisano akt konfederacji, która przeszłą do historii jako konfederacja targowicka (manifest ogłoszono pod skłamaną datą 14 maja w pogranicznej miejscowości Targowica na Ukrainie) –

„A że Rzeczpospolita podbita i w rękach swych ciemiężycielów moc całą mająca, własnymi się z niewoli dźwignąć nie może siłami, nic jej innego nie zostaje tylko uciec się z ufnością do wielkiej Katarzyny, która Narodowi Sąsiedniemu przyjaznemu i sprzymierzonemu z taką sławą i sprawiedliwością panuje, zabezpieczając się tak na wspaniałości tak wielkiej tej monarchini jako i na traktatach, która ją z Rzecząpospolitą wiążą, a nade wszystko wielkość jej duszy pewną nam daje nadzieję nieinteresownej, wspaniałej, jednym słowem godnej dla nas pomocy”.

 

Interwencja zbrojna Rosji w Rzeczypospolitej stała się w tym momencie faktem. Jak do wojny w obronie Konstytucji przygotowana była Rzeczpospolita? Franciszek Zabłocki szydził tymi słowami – „Stanęło sto tysięcy wojska; są żołnierze, Bogu chwała! Gdzież oni? Gdzież by, na papierze!”. Euforia, która ogarnęła Polskę po 3 maja 1791 roku powodowała, że wszystkim wydawało się iż nic nie może zagrozić dziełu konstytucji. Ten nastrój udzielił się także najwyższym sferom państwa. Panowała beztroska, połączona z niczym nie uzasadnionym poczuciem własnej siły i znaczenia. Wszyscy woleli spychać w niebyt myśl o wojnie z Rosją. Kiedy dowiedziano się o knowaniach Potockiego, Rzewuskiego i Branickiego, początkowo wyśmiewano się z nich, bagatelizując zagrożenie. Zabrakło woli, możliwości i pomysłu jak ukarać zdrajców. Seweryn Rzewuski pisał butnie, że

„na absolutyzm w Polsce nie pozwoli, a Rosja, Prusy i Austria prędzej zgodzą się na nowy rozbiór, aniżeli pozwolą, aby tron polski był tronem dziedzicznym”.

Wtórował mu Szczęsny Potocki – „Na rząd, co by nie był republikański w Polsce, żadna moc na świecie do przysięgi przymusić mnie nie zdoła”. Sejm Wielki niemrawo zbierał się do organizowania obrony kraju, istniały pomysły powołania pod broń ludu, zaniechano ich jednak by nie drażnić sąsiednich państw.

 

Reakcja Prus

Poseł pruski oficjalnie wystąpił przeciwko temu projektowi, zapewniając jednocześnie, że Prusy dotrzymają zobowiązań sojuszniczych z 27 marca 1790 roku. Nic nie wskórał również Ignacy Potocki, który w początkach wojny udał się do Berlina. Polską armię i jej pomysł na kampanię obronną w tej wojnie najtrafniej (i najkrócej zarazem) można opisać słowami Karola Zbyszewskiego, bowiem była to „armia zamieniona w raka”. Ciągły odwrót i dążenie do negocjacji. Liczył na nie (oraz na dobrą wolę carycy ze względu na dawne afekty) król Stanisław August Poniatowski, liczyli i inni politycy stronnictwa „patriotycznego”. W kraju głośno było o potrzebie porozumienia z Rosją na znośnych warunkach. Przedstawiciel rządowy Joachim Litawor Chreptowicz, nie dość że rozmawiał „w przyjaznej atmosferze” z ambasadorem rosyjskim Jakubem Bułhakowem, który nie wyjechał z Warszawy na czas wojny, to jeszcze w dniu 19 czerwca (a więc niecały miesiąc od rozpoczęcia działań wojennych) złożył przed nim akt kapitulacji, w którym proponował m.in. dziedziczną koronę polską dla księcia Konstantego, nadanie krajowi nowej i trwałej ustawy rządowej. Gdyby te propozycje nie zadowoliły Katarzyny II

„niech sama wybierze dla Rzeczypospolitej króla, niech w ustroju doda i poprawi, co się jej podobać będzie, niech zawrze przymierze oparte na warunkach, jakie uzna za właściwe (…) dozwolić wojskom rosyjskim wkraczania i przechodzenia przez nasz kraj, jak to było dawniej (…) nadto, ażeby zawarła z nami korzystną dla obu stron umowę handlową. Jeżeli i to zdawać się jej nie będzie, natenczas poddajemy się bezwarunkowo woli jej cesarskiej mości i oczekiwać będziemy od uznania jej mądrości i wspaniałomyślności naszego zbawienia, dobrobytu i ubezpieczonego istnienia Polski i życzymy, ażeby ojczyzna nasza wspólnie z Rosją tworzyła w przyszłości jakby jeden naród”. 22 czerwca 1792 roku Stanisław August wystosował do Katarzyny II osobisty list

„Zależy Ci, aby mieć wpływ na Polskę i móc bez kłopotów przeprowadzać przez nią wojska, ilekroć zechcesz zając się Turkami czy Europą. Nam zależy na uniknięciu ciągłych rewolucji (…) Oto więc chwila i środek, aby to wszystko połączyć (…) Nie muszę mówić, iż wszystkie okoliczności tak jak nigdy sprzyjają wykonaniu tego planu (…) wszystko, co tu proponuje, spotka się z entuzjazmem, być może większym, niż jakiekolwiek dzieło tego sejmu”.

Najważniejszy fragment odpowiedzi carycy brzmiał tak – „Najzdrowsza część tego narodu zawiązała konfederację, aby dopomnieć się o niesłusznie wydarte mu prawa. Obiecałam im wsparcie i udzielę go z całą skutecznością, na jaką moje środki pozwolą. Pochwalam sobie, że nie będziesz czekał ostatecznej ostateczności, aby skłonić się do moich życzeń tak stanowczo wypowiedzianych, i przystąpisz niezwłocznie do konfederacji zawiązanej pod moją opieką”. Rozkaz padł i król postanowił go posłusznie wykonać.

 

Król przystępuje do Targowicy

23 lipca 1792 roku, na posiedzeniu rozszerzonej Straży Praw pod przewodnictwem Stanisława Augusta, większością (demokratycznie) dwóch trzecich głosów postanowiono przystąpienie króla (pospieszył on natychmiast zawiadomić listownie imperatorową, że przystępuje do konfederacji „wraz z całym wojskiem”) do Targowicy. W tym momencie „walka” w obronie Konstytucji 3 maja była skończona. Nadzieje króla rychło okazały się złudzeniem. Przywódcy Targowicy nie liczyli się wcale z królem i jego stronnikami, zaciekle zwalczając wszystkie „nowinki” odbiegające od dawnej formy państwa. M.in. zawieszono wydawanie czasopism, wprowadzono cenzurę poczty.

               Król Stanisław August nie znalazł w sobie dość siły, 
                   by przeciwstawić się swojej byłej kochance

Generalność konfederacka zarządzała ziemiami i województwami, najpierw z Brześcia (od 11 września 1792 roku), a potem z Grodna, a szlachta masowo składała swój akces do konfederacji.

„Do każdego miejsca jest piętnastu lub dwudziestu kandydatów; wszyscy mają tę zasługę, że się sami chwalą, że sławią swoje przywiązanie do Rosji”,

jak pisał późniejszy ambasador rosyjski w Warszawie Jakub von Sievers.  Jej przywódcy twierdzili, że to Sejm Wielki był przyczyną wszelkich nieszczęść, które spadły na kraj, a w poselstwie do Katarzyny II dziękowali za ocalenie Rzeczypospolitej od „wiecznych kajdan”. Przynajmniej tak im się wydawało.               

 

Postanowienia rozbiorowe i sejm grodzieński

Za ocalenie przed tyranią przyszło jednak słono zapłacić. Mocarstwa poniosły określone wydatki i koszty uspokojenia „kolejnego gniazda anarchii” w Europie dlatego też należała im się jakaś rekompensata. W lipcu 1792 roku Rosja, Austria i Prusy zawarły pomiędzy sobą traktat. Postanowiły one przywrócić w Rzeczypospolitej dawną anarchię, ale już 19 grudnia 1792 roku w reskrypcie do generała Michała Kreczetnikowa, caryca Katarzyna II pisała, że

„Król pruski sprzymierzony z nami i z dworem wiedeńskim, podjął wspólnie z tym ostatnim operacje wojenne przeciwko buntownikom francuskim (…) Wojny obchodzącej wszystkich monarchów i wszystkie rządy prawowite, bez odszkodowania nie może on kontynuować z tą energią, jaka jest niezbędna do ukrócenia zuchwalstwa Francuzów i dla zabezpieczenia Europy przez zarazą anarchii. Dla osiągnięcia celu powyższego cesarz i król pruski zaproponowali nam rozbiór Polski (…) Król pruski nabywa Gdańsk, Toruń i cała Wielkopolskę, z wyjątkiem województwa mazowieckiego, dwór wiedeński wynagrodzony zostanie Bawarią (…) należy tak postępować, żeby przedwcześnie nie przerażać bez potrzeby ludności obszarów zajmowanych przez nas i nie wywoływać skarg, że samowolnie dokonywamy zaboru, do którego przymuszeni jesteśmy usilnymi naleganiami króla pruskiego”.

25 października 1792 roku król pruski zakomunikował sojusznikom (Austrii i Rosji) „notą z Marles”, że wystąpi z koalicji, jeśli nie otrzyma odszkodowania w Polsce.

czytaj też: Stefan Chmielecki – nieustraszony szeryf polskiego „Dzikiego Zachodu”

17 stycznia 1793 roku poseł pruski w Warszawie doręczył Stanisławowi Augustowi notę zawiadamiającą, że armia pruska wkracza, aby zabezpieczyć granice i stłumić ruch rewolucyjny. W Paryżu odetchnięto zapewne w tym momencie z dużą ulgą. 23 stycznia 1793 doszło do podpisania w Petersburgu traktatu podziałowego między Katarzyną II, a Fryderykiem Wilhelmem II, do Polski zaś przybył w lutym tego roku nowy ambasador rosyjski Jakub von Sievers, który miał doprowadzić do skutku oraz zabezpieczyć całą akcje związaną z planowanym rozbiorem. Ciekawie rozpisywał się on o okolicznościach w jakich przyszło mu „pracować” w Polsce w swych listach do córek – „Nuncjusz pierwszy oddał mi wizytę, choć innym posłom tego nie czynił. Czego człowiek nie robi w potrzebie?”, i dalej o królu „Odezwał się nareszcie, że chce jechać (do Grodna na wyznaczony tam sejm, który miał zatwierdzić traktaty rozbiorowe), lecz boi się, że chociaż zasiłek z dwudziestu tysięcy dukatów jest bardzo duży, może jednak nie mieć z czego żyć w Grodnie. W tej mierze zapewniłem go, że na środkach w ten lub ów sposób mu nie zabraknie”. Zaraz też znalazł się warszawski bankier Piotr Fergusson Tepper z wykazem długów królewskich (ponad trzydzieści milionów ówczesnych złotych). Na groźby abdykacji składane przez Stanisława Augusta ambasador rosyjski miał podobno odpowiedzieć – „To Wasza Królewska Mość, złożywszy koronę, zostaniesz obywatelem równym wszystkim i długi płacić będziesz musiał, pod prawo podciągniętym takim wypadkom odpowiadające…”. Groźba poskutkowała. 4 kwietnia 1793 roku król Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę i ruszył przez Białystok do Grodna. Z kolei 25 marca 1793 roku król pruski wydał patent inkorporacyjny, w którym wezwał pod groźbą kary wszystkich mieszkańców zajętych przez wojska pruskie ziem do złożenia mu hołdu (homagium).

 

Brutalna grabież

W myśl postanowień konwencji rozbiorowej ze stycznia 1793 roku Prusy otrzymały 58 tys. km²  wraz z ponad milionem nowych poddanych (Gdański, Toruń orazwojewództwa:gnieźnieńskie, poznańskie, sieradzkie, kaliskie, płockie, brzeskokujawskie, inowrocławskie, ziemię dobrzyńską oraz części krakowskiego, rawskiego i mazowieckiego, natomiast Rosja tereny na wschód od linii Druja – Pińsk – Zbrucz, obejmujące 280 tys. km² i trzy miliony mieszkańców (województwa koronne i litewskie: mińskie, kijowskie, bracławskie, podolskie oraz części województw wileńskiego, nowogródzkiego, brzeskolitewskiego, a także wołyńskiego). To co pozostało z rozległej kiedyś Rzeczypospolitej obejmowało 227 tys. km² i cztery miliony czterysta tysięcy obywateli, pozostając pod pełną i całkowitą kontrolą Rosji. Cesje oraz odpowiednie traktaty rozbiorowe zatwierdzić miał, jak się później okazało, ostatni już sejm walny Rzeczypospolitej zwołany do Grodna na 17 czerwca 1793 roku (choć formalnie był to sejm nadzwyczajny, „extraordynaryjny”, czyli taki, który powinien zakończyć swe obrady w ciągu dwóch tygodni).

Targowica i władze rosyjskie należycie dopilnowały sejmiki ziemskie, na których wybierano posłów na sejm. Jak pisano w tym czasie – „Coraz to smutniejsze dochodzą wiadomości o wybranych posłach, prócz nieszczęścia i chciwości nic sobie na nich liczyć nie można”, i dalej – „zdrajców tylko i podłych spędzona tłuszcza, która w jednym mgnienia oka na wszystkie zezwoli skinienia”. Wybrany posłem Dionizy Mikorski stwierdził zaś bez ogródek i zbędnych ozdobników podczas pierwszej sesji – „jestem wprawdzie posłem za pieniądze moskiewskie wybranym, ale i koledzy wszyscy są mi podobni”. 22 lipca deputacja sejmu grodzieńskiego, obradującego pod lufami armat wojsk rosyjskich podpisała traktat z Rosją. W nocy z 23 na 24 września 1793 roku sejm obradujący w obecności generała rosyjskiego Johanna von Rautenfelda na zamku grodzieńskim, otoczonym przez oddziały wojsk rosyjskich w milczeniu przeprowadził cesję terytorium Rzeczypospolitej na rzecz Królestwa Prus. Jak wyraził się znany nam już Jakub von Sievers w liście do Katarzyny II – „Traktat pruski przeszedł gwałtem, którego użyć za konieczne uznałem”. Tymczasem Generalność konfederacka rządziła w Polsce. Przeprowadzona przez nią na sejmie grodzieńskim reorganizacja resztek państwowości polskiej nawiązywała do postanowień podjętych po pierwszym rozbiorze. Utrzymano jednak głosowanie większością w sejmie, zapewniono mieszczanom nietykalność osobistą oraz prawo nabywania ziemi. Przywrócono prawa kardynalne, natomiast liczbę wojska zmniejszono do 15 tys. Władza w państwie pozostawała w ręku odnowionej Rady Nieustającej, która zgodnie z postanowieniami przyjętego przez sejm traktatu polsko-rosyjskiego miała być kierowana przez ambasadora rosyjskiego. Jednoizbowy sejm zbierać się miał raz na cztery lata i nie dłużej niż na osiem tygodni. Jak stwierdził Paweł Jasienica – „Stworzony w Grodnie porządek nie miał podpory ani na Zachodzie, ani na Wschodzie, a już najmniej na miejscu w kraju. Skończył się rok 1793”. Powoli też zaczęto przemyśliwać o insurekcji. Nieubłaganie nadchodził czas powstań.

Jacek Drozd       

  

 

              

1 KOMENTARZ

  1. wspaniała konstytucja 3 maja opierała istnienie RP na:
    – wiecznym sojuszu z Prusami (!!!!!!!!!!!)
    – wiecznym panowaniu Wettinów na tronie polskim (!!!!!!!!!!!!!)
    jednocześnie w szkole kadetów ateizowano ludzi i przerabiano na potakiwaczy w szwabskim stylu.
    czemu nie pisze się, że między I a II rozbiorem Polacy założyli kompanię czarnomorską, której statki z odessy docierały na atlantyk?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here