Korwin-Mikke: Zawisza Czarny z muszkietem. Czy monarchiści podzielają poglądy Machiavellego

W „Obłoku Magellana” Stanisława Lema (rzecz dzieje się ok. roku 3000) bohaterowie oglądają film o „starożytności”. Poza zawodowym historykiem nikt nie dostrzega lapsusu reżysera: motorniczy tramwaju ubrany jest w strój XVII-wiecznego szlachcica francuskiego. Na zwróconą uwagę widownia reaguje: „No to co? Scena z końca drugiego tysiąclecia, więc strój w porządku”…

Czasem odnoszę wrażenie, że ludzie używający słów „starożytność” lub „średniowiecze” postępują podobnie. Weźmy Rzym: po zbudowaniu zdrowego moralnie państwa przez kolejnych królów (o czym historycy milczą…) następuje okres wykorzystywania tej tężyzny za Republiki. Potem nieunikniona degeneracja – i starające się jakoś to wszystko utrzymać Cesarstwo.

Są to zupełnie różne epoki – i mówiący o Rzymianach powinien zawsze zaznaczać, o których Rzymian mu chodzi: czy o poddanych Królowi, Wierze i Prawu, czy republikanach, gdzie wyzwolone i myślące śmiało elity kierowały karnymi masami ludu, czy o okresie degeneracji, gdy wszyscy byli już tak oświeceni i wyzwoleni, że nie chciało się im pracować i walczyć; wystarczało oglądanie igrzysk i żarcie subwencjonowanego chleba. Fatalny błąd popełniłby ten, kto by angielskie Roman mores (oznaczające rozpustę za Cesarstwa) przełożył na polszczyznę przez „Rzymskie obyczaje” – bo u nas oznacza to cnoty, a nie demoralizację! Podobnie średniowiecze. Najpierw jest to system wspaniałych praw, jasnego systemu lenn, doskonałej organizacji i ogromnych swobód – a potem okres upadku, gdy system lenn skomplikował się nieprawdopodobnie, a chłopu nie wolno było opuścić pana. I oczywiście zarówno liberał, jak i etatysta mogą zgodnie potępiać „średniowieczne zasady” – bo mają na myśli coś dokładnie odwrotnego!

Zabawnym anachronizmem – o którym mam tu zamiar pisać – jest przypisywanie monarchistom poglądów Mikołaja Machiavellego. Trzeba bowiem pamiętać, że wprawdzie główne dzieło Makiawela „Książę” ma tytuł mile brzmiący w uszach rojalisty, wszelako nie było (wbrew pozorom) pisane na użytek jakiegokolwiek „księcia” – a tym bardziej króla!

Epoka, w której żył Machiavelli to lata rozbicia Włoch. Podobnie działo się i w innych krajach Europy – z tą wszelako zasadniczą różnicą, że o ile w Polsce, Francji lub w Niemczech państwami i państewkami rządziły rody opierające się na zasadzie legitymizmu (i Niemcy do dziś są kopalnią autentycznych książąt i księżniczek o długim, potwierdzonym panowaniu) – o tyle w Italii było zupełne bezhołowie, przypominające raczej ostatnie lata Imperium Romanum.

Poszczególne miasta już to ogłaszały się „republikami”, już to były władane przez najmowanych lub samodzielnych kondotierów. Trafiali się i autentyczni władcy rodowi – jednak ich pozycja była równie niepewna jak pozycja jakiegoś Gonzagi, Montefeltre czy Franciszka Sforzy (ten ostatni nawet utrwalił panowanie dla swej rodziny). Kto miał pieniądze na wynajęcie kondotierów, ten trwał… – chyba że kondotier uznał, iż zamiast inkasować opłatę za usługi, lepiej zamordować klienta i zawładnąć skarbem.

Dla takiego to „księcia”, walczącego o władzę, pisane są porady Machiavellego. Nic więc dziwnego, że dwory królewskie książkę tę traktowały ze wstrętem, jako naruszenie najświętszych kanonów sztuki królewskiej. Fryderyk II Wielki napisał nawet traktat „Anty-Machiavelli” (o ile wiem, po polsku nie wydany) – co nie znaczy, by w jego polityce nie widać było wpływów tej obmierzłej lektury. Obmierzłej – bo danie tej książki do ręki polityka to to samo co danie pornografii do ręki kochanka. Nie oznacza to oczywiście, że w zdeprawowanym świecie mężczyzna traktujący miłość instrumentalnie, podobnie jak władzę, nie może odnieść sukcesów – ale tylko w takim!

CZYTAJ DALEJ

3 KOMENTARZE

  1. Teksty Pana Janusza są jak dobre wino im starsze tym lepsze kiedy zamiast pojęć serwuje się „pojęcia” i coraz bardziej ekskluzywne kiedy zamiast historii podaje się „historię”. Proszę o więcej 🙂

  2. A Korwin cnotliwie nie potrafi wpływać na prawa i władze w Polsce, od czego Polacy mają się, oczywiście, coraz lepiej!

    Mniej teorii, więcej praktyki!

  3. „po zbudowaniu zdrowego moralnie państwa przez kolejnych królów (o czym historycy milczą…) następuje okres wykorzystywania tej tężyzny za Republiki. Potem nieunikniona degeneracja – i starające się jakoś to wszystko utrzymać Cesarstwo.”, ogólnie dwa zdania a trzy kłamstwa:
    1) za królów Rzym był zadupiem świata,
    2) za czasów republiki okrzepł, rozrósł się, stał się największą potęgą Europy
    3) apogeum potęgi na przełomie republiki i cesarstwa
    4) upadek za czasów cesarstwa, Neronów, Kommodusów i innych durniów
    Ogólnie wniosek jest taki że monarchia żeby odnosić sukcesy musi mieć do tego podstawy, wypracować rodzimą dynastię z którą „lud” się zwiąże, władca musi mieć wsparcie dominującej religii, bez tego jest bajzel jak w Cesarstwie Rzymskim gdzie co roku inny głupek mający pod sobą kohortę lub dwie ogłaszał się cesarzem, destabilizując i rujnując państwo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here