Anthony Kim fot. The Heritage Foundation

Z Anthonym B. Kimem – starszym analitykiem The Heritage Foundation, prawicowego think tanku propagującego wolność gospodarczą, odpowiadającym za przygotowanie corocznego Indeksu Wolności Gospodarczej – rozmawia Leszek Szymowski.

Leszek Szymowski: – W lipcu ub. obywatele Wielkiej Brytanii wypowiedzieli się w sprawie tzw. Brexitu, czyli wyjścia ich kraju z Unii Europejskiej.

Anthony Kim: To jednak, czego jestem pewien, to to, że zamieszanie z „Brexitem” może się przyczynić do pozytywnych zmian w Unii Europejskiej. Politycy nie będą chcieli, aby takie inicjatywy powtarzały się w innych krajach. Dlatego zauważą, że wyborcy nie są zadowoleni z obecnej sytuacji, zwłaszcza gospodarczej, i to wymusi na nich zmiany.

– Jak wyobraża sobie Pan przyszłość Unii po wyjściu Wielkiej Brytanii z jej struktur?

– Myślę, „Brexit” nie będzie oznaczał końca Unii. Przede wszystkim dlatego, że Unię Europejską tworzą jeszcze inne kraje i myślę, że one nadal ją będą tworzyć nawet bez Wielkiej Brytanii. Jednak „Brexit” to nie jedyne wyzwanie stojące teraz przed Unią Europejską. Wspólnota musi sobie poradzić również z kryzysem imigracyjnym i ze spowolnieniem gospodarczym. Moim zdaniem, spór o „Brexit” to dla państw Unii Europejskiej okazja, aby zdać sobie sprawę ze swoich problemów, przeanalizować je, wyciągnąć wnioski i wprowadzić niezbędne zmiany. W pierwszej kolejności myślę o zmianach gospodarczych.

– Jakie tendencje gospodarcze widzi Pan w obecnej polityce Unii Europejskiej? Pytam oczywiście o sprawy wolności gospodarczej.

– Obecna polityka gospodarcza Unii Europejskiej idzie w złym kierunku przede wszystkim z powodu dwóch zgubnych tendencji. Pierwsza to zwiększanie obciążeń podatkowych dla wszystkich obywateli i wszystkich firm. Druga tendencja to nadmierne regulacje tworzone przez coraz większą biurokrację. Konsekwencją tego jest zabijanie wolnej konkurencji, która powinna być czynnikiem samoistnie regulującym wolny rynek. To wszystko powoduje, że gospodarka Unii się zwija, a nie rozwija, wskaźniki dowodzą, że mamy do czynienia z zahamowaniem gospodarczym, a nie z rozwojem. Przekłada się to również na kraje, które od niedawna są członkami Unii, jak i na te, które zamierzają dołączyć do struktury. Zarówno jedne kraje, jak i drugie przed włączeniem się do UE nie miały takich obciążeń podatkowych i tak rozrośniętej biurokracji. Chcąc zintegrować się z Unią, przyjmują jej warunki, których konsekwencją jest m.in. zwiększenie liczby regulacji, zwiększenie biurokracji i obciążeń podatkowych.

– Skąd ma Pan tak dokładne dane?

– Każdego roku publikujemy Indeks Wolności Gospodarczej, w którym badamy prawodawstwo każdego kraju i stopień jego sprzyjania przedsiębiorczości. Widać, że w każdym z krajów aspirujących do członkostwa w Unii wolność gospodarcza jest ograniczana przez biurokrację, podatki i coraz większą ilość przepisów.

– Jak w Waszym Indeksie wypada Polska?

– Myślę, że Polskę stać na to, aby wypadać w Indeksie dużo lepiej, niż wypada. Polska zrobiła duże postępy, ale jest przed nią jeszcze wiele do zrobienia. Z jednej strony Polska ma ogromny potencjał gospodarczy i warunki sprzyjające rozwojowi: wasz kraj jest położony w miejscu bezpiecznym geograficznie, nie zmagacie się z trzęsieniami ziemi czy wybuchami wulkanów. Polacy to naród bardzo dobrze wykształcony na tle innych europejskich narodów, jesteście znani z zaradności i przedsiębiorczości. Z drugiej jednak strony macie problem z wykorzystaniem tego potencjału. Polskę trapią te same problemy, które występują w innych europejskich państwach, a które hamują rozwój gospodarczy. Mam na myśli zbyt wysokie obciążenia fiskalne, zbyt dużą ingerencję państwa w gospodarkę, regulacje, które ograniczają przedsiębiorczość, kosztowną biurokrację. Bez rozwiązania tych problemów nie widzę szans na to, aby potencjał Polski był wykorzystany.

– Co więc radziłby Pan polskiemu rządowi, który deklaruje „dobrą zmianę”?

– Radziłbym przede wszystkim otworzyć się na polskich przedsiębiorców. Podstawą wolnorynkowej gospodarki są przedsiębiorstwa, które wytwarzają produkty lub usługi, dają zatrudnienie i płacą podatki. W interesie państwa jest więc to, aby przedsiębiorstwa rozwijały się. Aby tak się działo, należy uwolnić polskich przedsiębiorców od różnych niepotrzebnych biurokratycznych ograniczeń. Mam na myśli choćby skomplikowane prawo. Prawo powinno zostać zmienione, musi być proste i zrozumiałe dla każdego. Musicie skończyć z taką sytuacją, że polski przedsiębiorca traci dużo czasu na analizę prawa, które jest niejasne i często się zmienia. Ten czas przedsiębiorca powinien poświęcić na pracę. Takie rozwiązanie zmniejszy też konieczność zatrudniania dużej liczby pracowników w administracji państwowej. Pozwoli na ich zwolnienie, zredukowanie administracji. Dzisiejsi pracownicy sektora publicznego, którzy żyją z pieniędzy podatników, będą musieli pójść do pracy w sektorze prywatnym i dzięki temu z beneficjantów podatków staną się ich płatnikami. Takie rozwiązanie jest korzystne i dla państwa, które ma mniej wydatków, a więcej wpływów, i dla przedsiębiorców, którzy mniej czasu muszą angażować w przestrzeganie przepisów. Za konieczne uważam również obniżenie podatków. Im więcej pieniędzy mają do swojej dyspozycji zwykli ludzie, tym lepiej rozwija się gospodarka.

– Czy Polska jest krajem atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych?

– Atrakcyjność dla inwestorów zagranicznych mierzona jest tymi samymi wskaźnikami co atrakcyjność dla rodzimych przedsiębiorców. Wysokie podatki, zbyt duży poziom regulacji państwowych przeszkadzają w takim samym stopniu inwestorom zagranicznym, jak i krajowym.

– A czy inwestycje zagraniczne są korzystne dla gospodarki w takim kraju jak Polska? Padają głosy, że nadmiar inwestycji spowoduje, iż staniemy się „białymi Murzynami” we własnym kraju.
– Inwestycje zagraniczne przynoszą nowe miejsca pracy, nowe technologie, nowe możliwości rozwoju. Dają też zlecenia drobnym przedsiębiorcom z kraju, w którym się inwestuje. To wszystko napędza koniunkturę gospodarczą. Mają więc pozytywny wpływ na gospodarkę. Rozumiem jednak argumenty zwolenników tzw. gospodarki narodowej, którzy uważają, że przemysł powinien być w rękach obywateli. Myślę jednak – wracając do Pańskiego pytania – że problem leży w prawie, które w nierówny sposób traktuje inwestorów. Prawo musi być takie samo dla każdego i musi być tak samo egzekwowane.

– Na koniec zapytam Pana jeszcze o opinię na temat afery tzw. kwitów panamskich. Nasz publicysta, Jakub Woziński, libertarianin, napisał artykuł o „piekłach podatkowych”, którymi stają się kraje nakładające na swoich obywateli zbyt wysokie podatki.

– Ten pogląd jest bardzo słuszny i podzielam go. Jeśli chodzi o sprawę Panama Papers, to słowo „afera”, moim zdaniem, nie jest właściwe. Afera kojarzy się z łamaniem prawa, a w sprawie Panama Papers wszystko było legalne. Każdy ma prawo trzymać swoje pieniądze tam, gdzie chce – i jeśli z tego prawa korzysta, to trudno mieć do niego o to pretensje. Pieniądze w Panamie są bezpieczne, wiec trudno dziwić się ludziom bogatym, że pieniądze, na które wiele lat ciężko pracowali, trzymają w tym kraju, gdzie są one bezpieczne. Tym bardziej że ani trzymanie pieniędzy w Panamie nie jest zakazane, ani wykonywanie przelewów do tego kraju. Ci, którzy tam wysyłali swoje pieniądze, robili to zgodnie z prawem, więc żadnej afery nie ma. Zgadzam się z ekonomistą, którego nazwisko Pan wymienił, że „raje podatkowe” to odpowiedź na „piekła podatkowe”, którymi stają się kraje o wysokich obciążeniach fiskalnych, zwłaszcza kraje Unii Europejskiej. To normalne, że przedsiębiorcy przenoszą się do tych krajów, w których rządy chcą im zabrać mniej pieniędzy. Moim zdaniem, afera Panama Papers powinna spowodować nie nasilenie walki z tymi, którzy uciekają do tzw. rajów podatkowych, tylko zmiany w prawie i obniżenie podatków, aby nikt nie miał motywacji, aby ukrywać swoje dochody.

– Czyli nie było żadnej „afery”?

– Moim zdaniem, jedyna forma afery polegała na tym, że bohaterami Panama Papers byli politycy, którzy wprowadzają w swoich krajach bardzo duże obciążenia fiskalne. Mam na myśli choćby premiera Islandii. Nieuczciwość polega na tym, że oni uciekają od systemu, który sami tworzą, i walczą ze zjawiskiem, w którym sami uczestniczą. Tu upatrywałbym aferę, a nie w tym, że do Panamy przenosili swoje pieniądze ci, którzy uczciwie na nie zapracowali i nie chcieli oddawać ich państwu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here