W latach 60. XIX wieku po miastach nie jeździły jeszcze żadne samochody, co nie oznacza, że nie zdarzały się korki i niebezpieczne wypadki.

Od lat 30-tych XIX wieku wykorzystywano w Anglii semafory, składające się z dwóch ramion, które mogły się poruszać w horyzontalnej pozycji, żeby informować pociąg, że musi się zatrzymać. Stawiano je w miejscach niebezpiecznych – np. na skrzyżowaniach torów. Gdy ramię przyjmowało kąt 90 stopni, oznaczało to „stop”. Ramię semafora było pomalowane na czerwono-biało co zapewniało odpowiedni kontrast na każdym tle.

Niestety semafor był niewidoczny nocą, dlatego inżynierowie kolejnictwa użyli prostych świateł do oznaczenia konieczności zatrzymania się oraz zwrócenia uwagi. Kolor czerwony został wykorzystany do sygnału „stop”, natomiast do zwrócenia uwagi został użyty kolor… zielony. W sygnalizacji kolejowej zostały wykorzystane także białe światła, które informowały maszynistę o tym, że może jechać. A zatem pierwsza sygnalizacja zastosowana w Anglii miała kolejność: czerwony, zielony, biały.

Dlaczego czerwony?

Kolor czerwony wybrano do sygnalizowania „stop”, gdyż na całym świecie był postrzegany identycznie – kojarzył się z niebezpieczeństwem, ogniem, krwią. Jest także bardzo dobrze widoczny w nocy. Kolor zielony jest również widoczny w nocy i nie myli się z otaczającymi świecącymi obiektami – żadne z nich nie świecą na zielono i nie wprowadzają w błąd kierujących i pieszych.

                     Nowy Jork, Piąta Aleje, rok 1930

A kolor biały? Niestety wykorzystanie białego światła doprowadziło do wielu katastrof kolejowych, ponieważ maszyniści mylili światła uliczne oraz światła gwiazd ze światłem sygnalizującym wolne tory. Dlatego później zamieniono biały na żółty (nocą najbardziej odróżniał się od czerwonego i zielonego) oraz zmieniono kolejność.

Kiedy na drogach?

W 1865 r. w Londynie ruch konny doszedł do granicy bezpieczeństwa dla przechodniów. W 1866 roku na ulicach Londynu zginęły 1102 osoby, a 1334 odniosły obrażenia. Problemowi postanowił zaradzić inżynier John Peake Knight. Knight na co dzień zajmował się m.in. sygnalizacją na kolei i postanowił wprowadzić podobne usprawnienie na ulicach.

10 grudnia 1868 roku sygnalizator na wysokim słupie stanął przed Pałacem Westminsterskim na ruchliwym skrzyżowaniu Bridge Street, Great George Street i Parliament Street w Londynie. Był podobny do stosowanych na kolei semaforów: położenie ramion nakazywało zatrzymanie się lub pozwalało na ostrożną jazdę. Nocą rolę ramion przejmowało czerwone i zielone światło lamp gazowych. Dokonywaną ręcznie zmianę zapowiadał sygnał dźwiękowy. Londyńczycy eksperyment ocenili raczej pozytywnie, ale jego żywot był krótki. Po niecałym miesiącu działania wybuch gazu ciężko zranił obsługującego urządzenie policjanta i pomysł przepadł.

      Warszawa, rok 1939, skrzyżowanie Alej Jerozolimskich i Nowego Światu. 
              Dziś w tym miejscu jest ronda de Gauelle`a

Na początku XX wieku na całym świecie było już ok. 25 tys. samochodów, a ich liczba szybko rosła. Potrzeba skutecznego kierowania ruchem stała się paląca, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Tam powstały nowe wersje sygnalizatorów świetlnych. W 1912 roku Lester Wire, policyjny detektyw z Salt Lake City, zaprojektował sygnalizator elektryczny. Jedno po drugim pojawiały się kolejne usprawnienia – dodatkowe światło żółte oraz sterowana zegarem automatyczna zmiana sygnału.

A w Polsce?

W latach 20. XX w. światła zaczęto instalować także na ulicach miast europejskich. W Polsce pierwsza sygnalizacja świetlna działała na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej w Warszawie od 1926 roku.

Obecnie, gdy sygnalizacja świetlna jest na niemal każdym skrzyżowaniu, światła wydają się nam po prostu naturalne. Jednak nie zawsze tak było. W sumie musiała zginąć tysiące ludzi, by ten system zaczął się upowszechniać…

czytaj też: Dlaczego Gierek musiał odejść? Kulisy puczu „siłowników”

1 KOMENTARZ

  1. A najśmieszniejsze jest to, że teraz dla poprawienia bezpieczeństwa usuwa się na ruchliwych skrzyżowaniach sterowanie światłami i kierowcy muszą po prostu zachować „szczególną ostrożność” … A przy okazji usprawnia się ruch, bo jest bardziej płynny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here