Wszyscy znają oficjalną twarz Józefa Stalina. Oczywiście był krwawym, bezlitosnym dyktatorem. Jednak jego życie prywatne było pełne niespodzianek. Jego tryb życia bardzo różnił się od normy. Mówiąc krótko towarzysz Stalin był wyjątkowym ekscentrykiem!

Zanim Amerykanie stworzyli swojego komiksowego „Człowieka ze stali”, Rosją rządziła już jego prawdziwa wersja. Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili – co by nie mówić, dość mało medialne nazwisko dla groźnego dyktatora. Dlatego też radziecki polityk, zmagający się z kompleksem niskiego wzrostu (liczył sobie ledwo ponad 160 cm), jeszcze przed rewolucją bolszewicką, bo w 1912 roku, postanowił nadać sobie pseudonim, który to budzić miał lęk i szacunek. Stalin – wyraz nawiązujący do ciężkiego i twardego metalu. Józef chciał być kojarzony z siłą i trwałością stali. Jak wszyscy wiemy – nie samą jednak ksywką zapracował sobie na miano człowieka pozbawionego ludzkich zachowań. Za czasów jego rządów życie straciło przecież 40 milionów osób!

Warto tu też dodać, że w podjęciu decyzji o przyjęciu takiego pseudonimu pomogło też oryginalne nazwisko dyktatora – otóż „dżuga” w języku gruzińskim oznacza właśnie stal.

Dziobata twarz

Wspomniany wzrost nie był jedynym kompleksem Stalina. W młodości zmagał się on z ospą, która to pozostawiła po sobie pamiątkę w postaci paskudnych blizn na całej jego twarzy. Dlatego też polityk nakazał, aby każda z fotografii przed upublicznieniem była zawsze poddawana retuszowi. I tak też – oprócz byłych „towarzyszy”, którzy to mieli pecha trafić do łagru, ze zdjęć usuwano też nierówną cerę dyktatora Związku Radzieckiego.

Podobno Stalin był tak bardzo przewrażliwiony na punkcie swojego wyglądu, że osobiście kazał rozstrzelać kilku fotografów, którzy to uwiecznili jego osobę w sposób „niewłaściwy”.

Za młodu, należący do organizacji marksistowskiej Stalin pracował jako księgowy w obserwatorium astronomicznym położonym w gruzińskiej stolicy – Tbilisi. Aby zdobyć fundusze na swoją rewolucyjną działalność, gołowąs Stalin wraz z innymi bolszewikami (z Leninem na czele) organizował napady na banki.

                      Młody Stalin - zdjęcie z roku 1902

Przyszły dyktator pozował wówczas na Kobę – wywodzącą się z gruzińskich legend postać pokroju naszego Janosika. Młody polityk-rozbójnik brał udział w pięciu takich akcjach, z czego najgłośniejszą był napad na pocztowy powóz. Zginęło wówczas 40 osób, a przeszło drugie tyle odniosło rany. Zrabowano 341 tysięcy rubli, czyli dzisiejszą równowartość 3,4 miliona dolarów. Cóż z tego, skoro kasy tej bolszewicy nie mogli używać, bo policja znała numery seryjne banknotów i szybko trafiłaby na ślad rabusiów…

Stalin zresztą regularnie wpadał w ręce sprawiedliwości. Za swoją działalność aż siedem razy zsyłany był na Syberię, skąd za każdym razem udawało mu się dać dyla.

czytaj też: A dlaczego właściwie czerwone? Historia sygnalizacji świetlnej

Towarzysz kinoman

Mimo że oficjalnie pogardzał zachodnią kulturą, Stalin miał swoje małe hobby, które usiłował utrzymać w tajemnicy. Otóż radziecki dyktator uwielbiał amerykańskie westerny! To z ich powodu kazał zbudować prywatne kino, do którego zapraszał swych najbliższych przyjaciół oraz… tłumacza, który w tym przypadku robić miał za lektora.

Taka mała ciekawostka – Stalin nie lubił mocnych alkoholi, dlatego też odmawiał picia wódki. Z chęcią sięgał za to po gruzińskie wino.

Jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka”

To zdanie często przytaczane jest jako słowa Józefa Stalina, które w dość klarowny sposób pokazuje jaką logiką kierował się radziecki dyktator. W rzeczywistości cytat ten nie należy do niego, ale do Ericha Marii Remarque’a – niemieckiego pisarza i autora powieści „Na Zachodzie bez zmian”.

Prawdziwa natomiast jest ta wypowiedź Stalina: „Nieważne jest kto i jak głosuje, ale kto liczy głosy”. Polityk wypowiedział tę złotą maksymę w roku 1934, kiedy to był już dyktatorem absolutnym, karmiącym kulkami w potylicę każdego, kto mógłby mieć do jego władzy krytyczny stosunek.

Nie ma jeńców wojennych! Są tylko zdrajcy ojczyzny.

Takie słowa miał powiedzieć Stalin i trzeba przyznać, że nie zmienił on zdania nawet w chwili, gdy do niewoli dostał się jego własny syn. Porucznik Jakow Dżugaszwili, bo o nim mowa, zgłosił się do wojska w chwili, gdy Niemcy zaatakowali ZSRR. Podczas jednej z akcji na Białorusi Jakow i jego oddział dostali się do niemieckiej niewoli.

 

                  Jakow Dżugaszwili. Syn Stalina, dyktator nie chciał 
                        go wymienić na feldmarszałka Paulusa

Kiedy wrogowie zorientowali się kim jest ich jeniec, czym prędzej wystosowali do Stalina propozycję zamiany jego syna na pojmanego przez Armię Czerwoną feldmarszałka Paulusa. Dyktator wyśmiał ten pomysł, uznając, że wymiana porucznika na marszałka to raczej średnio opłacalny interes.

Jakow, który w niewoli popadł w głęboką depresję, najwyraźniej chciał ze sobą szybko skończyć. Pewnego dnia rzucił się w stronę okalających obóz drutów kolczastych pod napięciem. Kiedy już zdołał tam dobiec, niemieccy żołnierze pomogli mu pożegnać się ze światem i wpakowali w niego kilka kulek.

Chciał „wyprodukować” armię zmutowanych szympansów

Brzmi to jak zdanie wyrwane z jakiegoś podrzędnego tabloidu, prawda? No, cóż – wiele „konspiracyjnych” źródeł sugeruje, że Józef Stalin – owładnięty chęcią dominacji nad światem szaleniec – rozkazał radzieckim naukowcom stworzenie wielomilionowej armii małpoludów, która to dowodzona przez znakomitych strategów ruszyłaby siać terror gdzie tylko się da.

czytaj dalej

1 KOMENTARZ

  1. A tak nawiasem, to w języku gruzińskim Dżugaszwilli znaczy syn żyda (dżuga = żyd, szwilli = syn, Stalin – to ksywka – czyli zawsze piszemy „Stalin”).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here