Jednym z najbardziej doniosłych i równocześnie najtrudniejszych do rozwiązania problemów, jakie stanęły przed polskim Rządem Narodowym od samego początku powstania listopadowego, było zaopatrzenie walczących oddziałów w broń i amunicję.

Łączna ilość karabinów będących w dyspozycji wojsk polskich w przededniu powstania wynosiła niewiele ponad 50 000, i to zarówno w służbie liniowej, jak i w arsenale warszawskim, podczas gdy stan liczbowy wojska na początku lutego 1831 r., a więc w chwili rozpoczęcia właściwych działań polsko-rosyjskich dochodził do 52 000 ludzi. Ponieważ jednak ze znajdujących się w arsenale zapasów broni około 7000 karabinów zostało rozgrabionych w noc listopadową przez szturmujące arsenał tłumy i w znacznej mierze straconych do użytku liniowego, więc łatwo można zrozumieć kłopot rządu i dowództwa wojsk polskich nie dysponujących nawet po jednym karabinie na zmobilizowanego żołnierza!

Skąd wziąć broń!

Sytuację pogarszał brak wytwórni broni i amunicji na terenie Królestwa Kongresowego. Władze rosyjskie bowiem, nieufnie odnosząc się do nas, Polaków, celowo nie uruchomiły na terenie Królestwa żadnej tego rodzaju fabryki i całe wyposażenie w broń i amunicję dostarczały wojskom polskim z arsenałów i wytwórni położonych w głębi Rosji.

Polskie wojsko biło się świetnie. Jednak dokuczał mu stale brak broni...

Istniejący stan rzeczy dodatkowo jeszcze pogarszało samo geopolityczne położenie Królestwa Kongresowego, sąsiadującego z państwami, które dokonały rozbiorów naszych ziem. Z Rosją znajdowała się obecnie Polska w stanie wojny i aczkolwiek Prusy i Austria ogłosiły neutralność, to równocześnie zabroniły tranzytu wszelkiego transportu broni i amunicji przez ich terytoria.

czytaj też: Skąd się wzięła dynastia Romanowów? Zawrotna kariera pewnej rodziny…

W tej trudnej sytuacji pozostawały jedynie dwie drogi sprowadzania zza granicy potrzebnego sprzętu i amunicji. Jedną z nich był przemyt, drugą transport morzem. Początkowo pewne ilości broni i amunicji zdołano istotnie przesączyć przez granicę austriacką, jednak z chwilą zaostrzenia kontroli granicznej pozostawała tylko druga droga i ostatnia możliwość sprowadzenia broni, a mianowicie morzem.

 

Anglik popłynie na pomoc polskim powstańcom

W kwietniu 1831 roku, a więc w okresie szczytowego powodzenia sprawy powstańczej, Rząd Narodowy wysłał do Anglii niejakiego Andrew Evansa, Anglika osiadłego w Warszawie, celem zakupienia większej ilości karabinów. Ten transport składający się z blisko 16 000 karabinów zaokrętowano na wynajętym do przewozu szkuner-brygu, inaczej zwanym brygantyną, który nazywał się „Symmetry”. Kapitanem owego dwumasztowca był Anglik, George Lind, a na kierownika transportu wyznaczono byłego oficera napoleońskiego, Jana Pawła Jerzmanowskiego, który na stałe przebywał we Francji.

Ponieważ terytorium Królestwa Kongresowego nie graniczyło z morzem, Rząd Narodowy opracował plan zajęcia pewnego odcinka wybrzeża bałtyckiego między Połagą a Libawą. Wykonanie tego zadania powierzono operującemu na Litwie korpusowi generała Antoniego Giełguda.

Ludowy szturm Arsenału spowodował rozgrabienie - i tak skąpych - zapasów broni

Dnia 14 lipca „Symmetry” odpłynął z Londynu wraz z Jerzmanowskim, który przybrał fałszywe nazwisko Rabiere i z transportem 15 800 karabinów. Płynący pod angielską banderą statek miał po dotarciu do brzegów Żmudzi podnieść w celach rozpoznawczych polską, biało-czerwoną banderę, oczywiście po wcześniejszym dostrzeżeniu takiej samej w oznaczonym miejscu już na lądzie. Rejs statku przebiegał pomyślnie i „Symmetry” przepłynął bez żadnych przeszkód Morze Północne, cieśniny Skagerrak i Kategat oraz Sund i Bałtyk. Niestety gdy 25 lipca 1831 roku oczom załogi ukazała się Połąga, nie dostrzeżono na brzegu umówionego znaku rozpoznawczego, w miejscu, w którym na transport miały oczekiwać polskie oddziały. Niestety, o czym Jermanowski nie mógł wiedzieć, korpus Giełguda był już od dwóch dni internowany w Prusach… Nie doczekawszy się umówionego sygnału z lądu, statek musiał zawrócić i w początkach sierpnia zawinął z powrotem do stolicy Imperium Brytyjskiego.

czytaj dalej

2 KOMENTARZE

  1. To tylko dowodzi prawdziwości tezy, że za upadkiem II Rzeczypospolitej, za wybuchami bezsensownych (z punktu widzenia interesu Polski) powstań w Królestwie Kongresowym i wreszcie za upadkiem Imperium Rosyjskiego stało Imperium Brytyjskie. Źle tylko, że w artykule da się wyczytać nietajony zachwyt autora nad tymi zdarzeniami.

  2. Czyli brudne brytyjskie łapy zawsze faktycznie nam szkodziły. A autor nie potrafi wyciągać żadnych wniosków. Myślenie przyczynowo-skutkowe też leży.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here