Premier Władysław Grabski, autor reformy walutowej Polski fot. domena publiczna

Przed stu laty Europę niszczyły działania frontów pierwszej wojny światowej. Akurat w połowie 1916 roku wojna ta wchodziła w szczytową fazę wojny totalnej, wojny na wyniszczenie, co skonfliktowanym mocarstwom udało się dobrze zrealizować. Wywrócili nie tylko przeciwników, nie tylko siebie samych, ale także cały przedwojenny porządek ustrojowy.

Parafrazując znane filmowe powiedzenie, po tej wojnie nic już nie było takie jak dawniej. Wojna wywróciła nie tylko stary porządek polityczny, ale także porządek społeczny i gospodarczy. Nie bez powodu bardzo częstym argumentem mającym pokazać ekonomiczne skutki wojny są statystyki pokazujące, że jeszcze kilkanaście lat od jej wybuchu poziom życia gospodarczego z trudnością dochodził do stanów przedwojennych – i to pomimo ciągle udoskonalanych technologii produkcji.

Przedwojenny ład

Adam Bień, działacz ludowy, znany m.in. z tzw. procesu szesnastu, we wspomnieniowej książce zatytułowanej „Bóg dał, Bóg wziął” tak m.in. z perspektywy chłopskiego syna pisał o ekonomicznych stosunkach na polskiej wsi pod rosyjskim zaborcą w przededniu wielkiej wojny:

„Mimo carskiej niewoli warunki społeczno-ekonomiczne mieli pomyślne; nie podlegali (któż dziś uwierzy?) żadnej dyskryminacji… Celowa dyskryminacja ekonomiczna kogokolwiek nie istniała. Ważne były tylko jednakie dla każdego ceny wszystkiego. Tylko cena decydowała o tym, co opłaci się kupować albo sprzedawać, co opłaci się robić i produkować, a co się nie opłaci. Ceny wytworów przemysłu, rzemiosła, rolnictwa, ceny usług – nie były z góry regulowane. Były po prostu wolne. Podlegały tylko prawu podaży i popytu. Były też zadziwiająco stałe. W latach 1900-1915 korzec żyta kosztował nieodmiennie 3 ruble, pszenicy – 5 rubli, funt cukru – 15 kopiejek, bułka pszenna – 1 kopiejkę, serdelek – 3 kopiejki, zegarek stalowy – 1 rubel, trzewiki damskie – 3 ruble, buty chłopskie – 5 rubli, morga ziemi – 100 rubli, dolar amerykański – 2 ruble, 1 funt angielski – 10 rubli. Pozwalało to bezbłędnie i bezpiecznie planować cała gospodarkę na przyszłość”.

Podobnie było i w innych zaborach. Najlepiej świadczy o tym opinia Stefana Zweiga, austriackiego pisarza żydowskiego pochodzenia, którego wspomnienia dotyczące tej materii i zapisane w „Świecie wczorajszym” są łudząco podobne do cytowanych wcześniej wspomnień polskiego chłopa Bienia żyjącego w tzw. Kongresówce.

Zweig pisał m.in.: „Nasza waluta, korona austriacka, kursowała w postaci błyszczących złotych monet, co stanowiło najlepszą gwarancję jej wartości. Każdy wiedział, ile mu się należy, co jest dozwolone, a co zakazane. Wszystko miało swoją normę, swoją określoną miarę i wagę. Kto posiadał majątek, ten mógł dokładnie wyliczyć, ile przyniesie mu odsetek rocznie, a urzędnik czy oficer wiedział, że w kalendarzu dokładnie oznaczony jest rok, w którym otrzyma awans lub pójdzie na emeryturę. Rodzina miała z góry ustalony budżet, wiedziała, ile może wydać na mieszkanie i jedzenie, na wakacje i na rozrywki. Ponadto miała z pewnością odłożoną małą sumkę na nieprzewidziane wydatki, na chorobę i lekarza. Kto był właścicielem domu, był spokojny, iż dzieci i wnuki będą miały dach nad głową. Majątek ziemski lub firmę dziedziczyło się z pokolenia na pokolenie”. W innym miejscu czytamy, że „w czasach pokojowych nie bywało ani przewrotów państwowych, ani gwałtownych bess finansowych. Jeśli zdarzyło się komuś stracić na giełdzie cztery czy pięć punktów, nazywał to »krachem« i z zasępionym czołem mówił o »katastrofie«. Narzekano raczej z przyzwyczajenia niż z przekonania na »wysokie« podatki, które w porównaniu z podatkami powojennymi stanowiły jak gdyby drobny napiwek dla państwa”.

Wojna rodząca etatyzm

Z ostatniego zdania widać także, jak po wielkiej wojnie urosło ekonomiczne znaczenie państwa, opierającego przecież swój etatystyczny rozmach na wielkości podatków wyciąganych z kieszeni obywateli. Polacy postrzegający historię głównie z politycznego punktu widzenia często nie dostrzegają, że pod względem ekonomicznym stosunki pod zaborami w okresie poprzedzającym wybuch I wojny światowej były często lepsze niż w latach międzywojennej niepodległości.

Nawet zaangażowanie polityczne często nie stanowiło istotnej przeszkody w rozwijaniu talentów ekonomicznych. Ojciec prezydenta Mościckiego, który był aktywnym uczestnikiem powstania styczniowego, pomimo uwięzienia i nadzoru policyjnego już kilka lat po powstaniu – jak wspominał sam późniejszy prezydent – mógł powrócić do prowadzenia różnych interesów i całkiem zasobnego życia materialnego.

Mościcki opisuje m.in. ślub swojej siostry, snując przy okazji dość manieryczne wyznania na temat swojego zgorszenia wystawnym życiem własnej rodziny:

„W lutym 1885 roku przyjechałem do domu na ślub siostry mojej Zofii. Wesele odbyło się hucznie. Ponad 100 osób zjechało do Skierbieszowa; dwór był obszerny, więc ścisku nie było. Tańczono ochoczo i bawiono się do samego rana. Staropolskim zwyczajem wypróżniono kilkaset butelek węgrzyna, który ojciec stale beczkami z Węgier sprowadzał. (…) Uświadomiłem sobie wówczas, że smak mój w formowaniu życia prywatnego odbiega zupełnie od tego, na co patrzyłem w Skierbieszowie: odpowiadało mi bowiem życie proste i skromne…”.

Wojna zniszczyła nie tylko materialny wymiar gospodarki, zniszczyła również pewne ideowe podstawy jej funkcjonowania. Podporządkowanie ekonomii doraźnym celom militarnym i politycznym, upowszechnienie się rozkazodawstwa, spekulacja, inflacja i korupcja były tylko niektórymi z najważniejszych skutków wojennej zawieruchy.

Jak oceniał te procesy spostrzegawczy komentator: „świat powojenny wszędzie na świecie, a w krajach ubogich najbardziej gniótł człowieka i jego sumienie na społeczną miazgę”. Często poważne problemy ujawniały nieprzygotowanie elit do stawienia czoła nowym wyzwaniom – zarówno aprowizacyjnym, jak i ideologicznym. Stefan Badeni w „Świecie przedwojennym” wspomina o „ślicznych białych lipizzamerach” – koniach ze stajni arcyksięcia, które w zaprzęgach o złoconych kołach rozwoziły po Wiedniu czarny węgiel, gdy zaczynało brakować nie tylko opału, ale i siły pociągowej do jego dowożenia.

Władca Austro-Węgier miał niewątpliwie szczere i dobre intencje ulżenia mieszkańcom stolicy, aczkolwiek zamiast podtrzymania obywateli cesarstwa na duchu, wywołał jedynie farsę, dobitnie podkreślającą fasadowość wieloetnicznej monarchii.

Pokój w Brześciu Litewskim i traktat niemiecko-ukraiński był nazywany pokojem chlebowym, gdyż Niemcom i Austro-Węgrom zaczynało brakować zboża, którego zasoby widziano jeszcze na Ukrainie. Za owo ukraińskie zboże łatwo zapłacono Ukraińcom Chełmszczyzną, co spowodowało definitywne odwrócenie się od państw centralnych niektórych polskich polityków dotychczas wiernie stawiających na tę kartę.

Rządy dyletantów

Na tych także ekonomicznych gruzach starego świata narodziły się nowe państwa, w tym Polska, w których rządzący musieli podołać trudnym wyzwaniom powojennej rzeczywistości. Jak we wspomnieniach pt. „Długie życie” zanotował Stefan Krzywoszewski: „Marka polska spadała tak, że niedawnym milionerom groził niedostatek. Ci, co spekulowali na zniżkę, zarabiali miliony. Ceny produktów pierwszej potrzeby podnosiły się z godziny na godzinę. Jeśli stosowano represje, towar znikał. Paskarz był nieubłagany; honor go nie krępował, więzienia się nie lękał. W obawie przed dewaluacją oszczędność stawała się marnotrawstwem, rozrzutność – przezornością”.

Dawnych ministrów od spraw skarbowych, przyzwyczajonych do działania w czasach stabilności pieniężnej i fiskalnej, zastąpili nowi, którzy często nie znali nie tylko praktycznych skutków pewnych zarządzeń gospodarczych, ale nawet nie orientowali się w teoretycznych podstawach problemów makroekonomicznych. W wyniku pospiesznych wyborów z 1919 i 1922 roku do polskiego parlamentu weszła znaczna grupa posłów, którym często brakowało elementarnej wiedzy ekonomicznej.

Stąd z jednej strony nie budzi wielkiego zdziwienia, ale z drugiej pokazuje skalę dyletanctwa fakt, że przez pierwsze kilka lat Polska funkcjonowała praktycznie bez budżetu państwa, chociaż ściągano podatki i wydatkowano spore sumy na różnego rodzaju zobowiązania publiczne.

W następujących słowach pisze o tym budżetowym horrendum ówczesny marszałek Sejmu Maciej Rataj: „Trzeba było prawie 6 lat istnienia państwa i sejmu, żeby pierwszy budżet został uchwalony (w 1924 r.). Ileż by się było oszczędziło szkód państwu!” – dodając zarazem, że jedynie brak woli i determinacji co bardziej światłych decydentów uniemożliwiał uporządkowanie gospodarki finansowej. „Jakże łatwo np. można było »zarazić« sejm przekonaniem, iż nie powinno się, nie można żyć bez budżetu!”.

Ten sam Rataj daje równocześnie świadectwo, jak łatwo rodziła się pokusa wykorzystania wojennych doświadczeń i niespokojnych czasów do stosowania praktyk okupacyjnych, które to praktyki za chwilę odbijały się sporą czkawką na gospodarce całego kraju: „Piłsudski z całym przekonaniem udowadniał, że wojna jest dobrym interesem: wobec zastoju w przemyśle musielibyśmy więcej wydać na bezrobotnych…”.

A w innym miejscu: „Ileż to razy gen. Sosnkowski jako minister w gabinecie Witosa udowadniał na Radzie Ministrów, że na wojnie skarb państwa zrobił doskonały interes, bo za drukowane papierki-marki uzyskał zdobytych na nieprzyjacielu rękami wroga tyle i tyle wagonów, parowozów, tyle szyn, tyle armat itp.”. Sam Piłsudski w różnych późniejszych wypowiedziach zaświadczał, że problemów finansów publicznych nowoczesnego państwa nigdy nie zrozumiał, cały czas wyrzekając na ustawowe ograniczenia w wydawaniu publicznego grosza.

Sztandarowym przykładem ówczesnej budżetowej prywaty wykorzystanej na cele polityczne była tzw. afera Czechowicza, a dokumenty źródłowe z prac Trybunału Stanu, rozpatrującego ową sprawę, dostarczają wielu cennych informacji zarówno o kulisach życia polityczno-gospodarczego kraju, jak i o sposobie postrzegania tych procesów przez ówczesnych decydentów państwowych. Nawet wypowiedź posła Jana Pierackiego (oskarżyciela z ramienia endecji) jest przyznaniem niewiedzy w zakresie podstawowych zagadnień dotyczących finansów państwa.

Mówił: „Cała sprawa wyrosła na tle budżetu. Tak mało mam, Wysoki Trybunale, wspólnego z budżetem, tak mało mam z nim do czynienia, że z ciekawości sięgnąłem do pierwszego lepszego podręcznika, by dowiedzieć się, co to jest budżet (…). Dowiedziałem się też, że istnieje jakieś prawo budżetowe i że to prawo budżetowe w subiektywnym znaczeniu, w nowożytnym państwie, oznacza ogół uprawnień przysługujących parlamentowi w odniesieniu do budżetu”. Trzeba dodać, że poseł Pieracki, w odróżnieniu od innych, pod wpływem wydarzeń odrobił te zaległości. Zamach majowy i przejęcie władzy przez grupę pułkowników jedynie wzmocniły patologie związane z zarządzaniem i rozwiązywaniem problemów ekonomicznych kraju…

Autor: Krzysztof M. Mazur

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here