Powrót na wyspy

Brytyjczycy wrócili na Falklandy w 1833, a formalnie założyli kolonię w 1840 roku Amerykanie nie mieli nic przeciwko temu, bo ich doktryna Monroe nie sięgała aż tak daleko na południe, i na zagubione tam bezludne skały. Nie mieli tu żadnych żywotnych interesów. Wyspy stały się stacją węglową dla parowców morskich, Świat usłyszał o nich dopiero podczas I Wojny Światowej. W 1914 u ich brzegów Brytyjczycy rozbili resztki niemieckiej Floty Pacyfiku siłujące przebić się do swych europejskich baz.

Żyło się tu błogo, w spokoju i zapomnieniu. Populacja stale rosła aż po rekordowe 2392 mieszkańców w 1931 roku, by następnie powoli spadać do jakiegoś półtora tysiąca, którzy byli tam w kwietniu 1982 roku, gdy wylądowały argentyńskie wojska. Londyn zareagował błyskawicznie i odbił wyspy. W wojnie poległo 649 Argentyńczyków i 255 żołnierzy brytyjskich.

Argentyna argumentuje, że Brytyjczycy wycofali się z Falklandów jeszcze w 1770. latach, a na dodatek na Wschodnim Falklandzie – miejscu współczesnej stolicy Port Stanley – nigdy wcześniej faktycznie nie osiedlali się. I powołuje się na sukcesję praw do tych ziem po Hiszpanii. Anglicy to wyśmiewają i twierdzą, że nigdy nie akceptowali żadnych papieskich terytorialnych podziałów świata. Ani za czasów Tudorów ani tym bardziej teraz. Geografia i antykolonialne sentymenty ONZ zdają się stać po stronie Argentyny. Ale i Wielka Brytania powołuje się na Kartę ONZ dającą ludziom prawo do samostanowienia i prawo do samoobrony przed niepopularnym i brutalnym reżimem. A Falklandczycy wolą jeść ryby z frytkami niż soczyste befsztyki. Chcą być Brytyjczykami i nie godzą się na wpadnięcie pod „kolonialne” rządy Argentyny.

Na Aregentyńczyków niczym płachta na byka podziałało pojawienie się na Falklandach wnuka brytyjskiej królowej. Porucznik lotnictwa William, książę Cambridge przez sześć tygodni będzie w Port Stanley pełnił służbę jako pilot śmigłowca w tamtejszej bazie RAF. – Stawi się na argentyńskim terytorium w mundurze konkwistadora – oceniło dyslokację tego brytyjskiego młodszego oficera argentyńskie ministerstwo spraw zagranicznych. Uderzono także na alarm z powodu „militaryzacji” rejonu Falklandów. Militaryzacja ta ma polegać na zastąpieniu przez Brytyjczyków pływającego przestarzałego szmelcu nowoczesnym niszczycielem rakietowym HMS Dauntless. Argentyńczycy argumentują też, że baza lotnicza na Falklandach została tak bardzo rozbudowana, że stacjonujące tam samoloty mogą atakować całą Amerykę Łacińską,

Z tego powodu prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner podniosła larum w ONZ i zaczęła nalegać na „ekonomiczną blokadę” archipelagu Falklandów. Owa blokada miałaby polegać na przecięciu jedynej nitki komunikacyjnej łączącej Falklandy ze światem. Chodzi o uniemożliwienie samolotom chilijskich linii lotniczych LAN odbywanych raz w tygodniu lotów między Punta Arenas (nad Cieśniną Magellana) a głównym miastem wysp – Port Stanley. Gdyby do tego doszło, na Falklandy można się będzie dostać wyłącznie wojskowym samolotem lecącym dwa razy w tygodniu z Londynu.

             Nad wyspami archipelagu nadal powiewa brytyjska flaga

Brytyjczycy nie zamierzają ustępować ani cala. Premier David Cameron przeszedł do kontrataku i oskarżył Argentynę o zapędy kolonialne wobec mieszkańców spornego archipelagu. I nie pozostawił najmniejszych złudzeń. – Ludzie z Falklandów chcą utrzymać ich związek ze Zjednoczonym Królestwem. Dopóki chcą zachować ten status, zapewniamy, że tak będzie i będziemy bronić Falklandów – podkreślił brytyjski premier. I zapewnił, że jeśli sprawa zostanie poruszona na forum ONZ, to „Argentyna zobaczy, że wspieranie samostanowienia jest kluczową częścią Karty Narodów Zjednoczonych”. Zachęcona tą pewnością siebie premiera Camerona prasa zaczęła używać sobie na Argentyńczykach. Najdalej posunęła się jedyna wydawana w Port Stanley gazeta. „The Penguin News”zamieściła szkaradne zdjęcie argentyńskiej pani prezydent i w podpisie zamieściła obraźliwe słowo „bitch”.

O co ten krzyk?

Dlaczego popularna prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner, która nie potrzebuje nacjonalistycznych chwytów reklamowych bije w surmy bojowe i rozdrapuje stare rany? Przecież w październiku ubiegłego roku ze swym 70 procentowym poparciem zmiażdżyła rywali i w cuglach wygrała wybory prezydenckie i pozostanie na stanowisku przez kolejne 4 lata. Za jej rządów spadło bezrobocie, ludzie mają więcej pieniędzy w kieszeniach, poprawiono opiekę społeczną. Po co wdaje się w dyplomatyczną przepychankę o odległy, wietrzny archipelag zamieszkały przez 3000 dusz, które zadowalając się jedzeniem rybnych paluszków i puddingu w spokoju robią swoje małe interesy?

Jednym z powodów jest zapewne to, że pani prezydent pochodzi z Patagonii, w której tradycyjnie większą uwagę zwracano na problem Falklandów niż w kosmopolitycznym Buenos Aires. Cristina przeprowadziła się do tej prowincji wkrótce po zawarciu małżeństwa w 1975 roku z Nestorem, swoim kolega ze studiów prawniczych. Oboje aktywnie działali w młodzieżowym ruchu peronistycznym i z entuzjazmem manifestowali na głównym palcu Rio Gallegos swą radość z powodu inwazji argentyńskich wojsk na sporny archipelag. Kiedy później jej mąż został burmistrzem Rio Gallegos, a następnie gubernatorem prowincji Santa Cruz Cristina została wybrana do parlamentu gdzie zyskała sławę zagorzałej i nieprzejednanej przeciwniczki korupcji. Stała się bardziej znana i wojownicza od swego męża. Ale kiedy runęła argentyńska gospodarka w 2003 roku, to właśnie Nestor został prezydentem kraju. Udało mu się wyprowadzić kraj z kryzysu dzięki ścisłemu przestrzeganiu „gospodarczych i finansowych recept” wystawionych przez Bank Światowy i zagranicznych kredytodawców. Ale chyba najbardziej uzdrowieńczy efekt miał gigantyczny eksport soji do Chin. Ten sukces gwarantował mu reelekcję w 2009 roku. Nieoczekiwanie wycofał się jednak wskazując na swą żonę jako godną następczynię. Wkrótce zmarł ale Cristina Fernandez wciąż mieszka w pałacu prezydenckim.

czytaj też: Towarzysz Tomasz nie przejmował się formalnościami. Dziwne małżeństwa Bolesława Bieruta

Ale w eskalacji sporu o Falklandy nie decydują wyłącznie patagońskie resentymenty. Duża rolę grają złudzenia o podwodnych bogactwach wokół wysp. W rejonie Falklandów Brytyjczycy prowadzą wiercenia dna w poszukiwaniu złóż ropy naftowej. Wyniki są ponoć obiecujące. Te lakoniczne wieści wystarczyły aby Cristina Fernandez określiła brytyjskie odwierty jako „grabież” i zarządziła restrykcje wobec statków przepływających w pobliżu wysp. Dążąc do rzucenia na kolana gospodarkę Falklandów wypowiedziała tamtejszym rybakom „wojnę o kałamarnice”. Otóż odłów owych głowonogów corocznie przynosi im 45 milionów funtów zysku. Ale owe żyjątka mają jeden podstawowy mankament. Nim pojawią się w wodach wokół Falklandów, rodzą się i żerują w wodach u ujścia River Plate, największej rzeki na granicy Argentyny i Urugwaju. Pani prezydent nawołuje zatem argentyńskich rybaków patriotów do grabieżczego odłowu tych stworzeń, tak by tylko nieliczne dopłynęły w pobliże archipelagu.

1 KOMENTARZ

  1. O ile w słynnym meczu z 1986 roku byłem po stronie Argentyny (słynny gol tysiąclecia Diego Maradony i jeszcze słynniejszy komentarz urugwajskiego komentatora), to w sprawie Falklandów nie ma najmniejszej nawet wątpliwości, że są one brytyjskie. Brytyjczycy byli tam wcześniej, byli tam też Francuzi, a krótki (i bandycki) pobyt Argentyńczyków nie mógł zmienić sytuacji, bo nigdy nie został uznany.

    Jest to chyba najmniej kontrowersyjny spór terytorialny na świecie, a rozbieżność zdań wynika WYŁĄCZNIE z przyczyn politycznych (kraje tzw. III świata celowo popierają nielegalne roszczenia Argentyny w ramach czegoś, co można by nazwać „kompleksem postkolonialnym”. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kraje Ameryki Łacińskiej wyzwalające się spod władzy Hiszpanii jako argumentu swoich ruchów wyzwoleńczych używały prawa do samostanowienia narodów. I nagle odbierają to prawo mieszkańcom Falklandów.

    Ale jest jeszcze drugi ciekawy element tego sporu: przebieg wojny o Falklandy: przygotowania do desantu i zajęcie Falklandów oraz innych wysp archipelagów Sandwich Południowy i Południowa Georgia. To na wyspie Georgi Południowa doszło do walki brytyjskiego helikoptera z argentyńskim okrętem podwodnym Santa Fe, który w wyniku uszkodzeń musiał się zatopić. Te archipelagi zostały dość szybko odzyskane i bez strat własnych, ale zwykle ludzie nie mają świadomości, że w 1982 roku Argentyna nie zaatakowała wyłącznie Falklandów, ale także wyspy, które leżą POZA obszarem, do którego Argentyńczycy roszczą sobie pretensje.

    Już sam ten fakt pokazuje, że natura ich ataku była bandycka i tym samym jakiekolwiek moralne uzasadnienie ich akcji jest już na zawsze przekreślone.

    Wojna o Falklandy to jedyny w historii niezwykły lot bombowców Vulcan przez 15 tys km z niezwykłym logistycznym wyzwaniem wielokrotnego tankowania w powietrzu i ostatecznie z bombardowaniem lotniska w Port Stanley.

    No i oczywiście niezwykle ciekawa, pełna zwrotów akcji walka morska, powietrzna i lądowa o Falklandy.

    Z mniej znanych wydarzeń mamy próbę ataku terrorystycznego na bazę Royal Navy na Gibraltarze (sprawa złapanych agentów została zatuszowana na prośbę Brytyjczyków) oraz próba dywersji komandosów brytyjskich na Ziemi Ognistej. Był też aspekt blokady sprzedaży rakiet Exocet, które narobiły wiele strat Roayl Navy.

    Ale największymi bohaterami tej wojny byli bez wątpienia: myśliwce Sea Harrier oraz brytyjscy żołnierze, którzy wykonali morderczy marsz w bardzo trudnych warunkach terenowych przez ponad 100 kilometrów.

    Nie można dopuścić, aby skandaliczne kłamstwo oraz bandycki napad miały zostać nagrodzone przez społeczność międzynarodową przyznaniem tego terytorium Argentynie kiedykolwiek w przyszłości.

    Falklandy NA ZAWSZE zostaną brytyjskie !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here