Niewątpliwie jedną z najciekawszych, obok pamiętnika Radziwiłła-Sierotki, relację z podróży śródziemnomorskich pozostawił nieznany autor, który w 1595 r. podróżował po Włoszech, Morzu Śródziemnym, Hiszpanii i Portugalii. Relacja ta nie zawiera, niestety, żadnych szczegółów autobiograficznych, które by umożliwiły zidentyfikowanie osoby Anonima. Być może był to późniejszy sekretarz króla Zygmunta III.

 

Wiadomo tylko, że był rodem prawdopodobnie z województwa krakowskiego i pochodził z zamożnej rodziny. Jak wynika również z relacji, Anonim posiadał niewątpliwie znaczne wykształcenie i dobrą znajomość literatury, zarówno klasycznej, jak i współczesnej; wreszcie miał wszechstronnie rozwinięty umysł, a ponadto prawdziwą „żyłkę” podróżniczą i – co więcej – nie zmniejszoną przeróżnymi opresjami chęć przedsiębrania coraz to nowych podróży morskich.

 

Rejs na feludze

Sama relacja z włoskiej, hiszpańskiej i portugalskiej podróży rozpoczyna się 3 marca 1595 r. rejsem z Neapolu na południe, odbytym na „feludze” (feluce), wiosłowo-żaglowym statku typowym dla ówczesnej żeglugi śródziemnomorskiej. Zatrzymując się w ważniejszych miejscowościach nadmorskich bądź to dla uniknięcia złych warunków atmosferycznych, bądź też dla zwiedzenia godniejszych uwagi obiektów i dzieł sztuki, płynął Anonim wzdłuż wybrzeży do samego czubka „włoskiego buta”. Kiedy przepływał Cieśninę Messyńską między wysuniętymi cyplami Kalabrii i Sycylii, zanotował, że ten ostatni „teraz zowią La torre del Faro od wieży wysokiej, która tam stoi, na której ognie w nocy palą dla żeglarzów, jako w Gdańsku Laternia”.

                            Wenecja u schyłku XVI wieku

Z Messyny płynął Anonim do Katanii i Syrakuz, stąd zaś na odległą o 120 kilometrów od Sycylii Maltę. Podróż ta, jak to wynika z jej opisu, była nadzwyczaj niebezpieczna. Pomimo ciężkich uszkodzeń podróżni szczęśliwie dopłynęli na Maltę. Po kilkudniowym pobycie, wykorzystanym na zwiedzanie wyspy, wspomniana już żyłka podróżnicza kazała autorowi opisu wsiąść na statek płynący do Trapani, na zachodnim wybrzeżu Sycylii. Po drodze przeżył ponownie silną burzę „z wiatry wielkimi, tak żebym miał wszystkie strachy opisować, i długo by było, i nikt by nie wierzył, chyba ten, co też doświadczył”.

Po powrocie na Maltę miał Anonim niemiłą przygodę z żołnierzem dziesiętnikiem z galer, którego w obronie własnej poranił, za co został ujęty i skazany na czterotygodniowy pobyt w kajdanach na galerze jako pokładowy wioślarz. Patriotyzm Anonima nie pozwolił mu przyznać się do swej narodowości i zataił ją podając zmyślone nazwisko o włoskim brzmieniu, pod którym odbył nałożoną mu karę.

W tym czasie dwukrotnie wyjeżdżał „na kurs […] czatami pod afryckie lądy” jak to w następujących słowach przedstawia:

„Pierwszy raz 15 Maii wyjachaliśmy ze 3 galerami, a 16-go w nocy godzin dwie daliśmy ląd pod Tripolim, gdzie tylko 25 Murzynów dostali, a cości jedwabiów robionych z jedną fregatą.
Drugi raz 20-go wieczorem wyjechawszy, nazajutrz zoczyliśmy nawę turecką, której nie mógłszy nic uczynić, bo była bardzo potężna w strzelbę, wróciliśmy się nazad darmo. A w tym też za zdrowiem adwersarza mego pofolgowano mi, obrawszy mię z pieniędzy do kęsa, tylko mi było zostało 5 karlinów, jako 20 groszy naszych.”

Zakosztowawszy w ten sposób niechcący wojaczki u boku maltańskich kawalerów oraz życia galernika, Anonimowi spieszno było opuścić Maltę. Nie mogąc zaś doczekać się odpływającej na Sycylię galery, wprosił się na fregatę, która miała przepatrolować wody u wybrzeży sycylijskich, gdzie pokazały się okręty tureckie. Tam przeżył nową przygodę, gdyż fregata zetknęła się z przeważającymi siłami nieprzyjacielskimi i wymknąwszy się im dobiła do wybrzeża, gdzie załoga rozpierzchła się, aby nie wpaść w ręce wrogów. Anonim przeszedł pieszo przez całą Sycylię i odpłynął z niej do Neapolu na „feludze” wraz z pewnym kupcem weneckim. W Neapolu w ks. Reszki, opata jędrzejowskiego, który przebywał we Włoszech w sprawach Anny Jagiellonki, widział się Anonim z różnymi rodakami, m. in. ze znanym później kawalerem maltańskim Piotrem Kochanowskim. 6 lipca wybrał się znów na „feludze” do Genui. Po drodze przesiadł na francuską tartanę idącą do Marsylii. 29 lipca znalazł się w Villefranche i tam przeniósł się na statek kupca z Raguzy zdążający do Barcelony. Z Villefranche Anonim wyruszył 11 sierpnia. Po dwu dniach silne wiatry poczęły gnać statek na południe w stronę Korsyki i dalej nawet ku lądowi afrykańskiemu. 15 sierpnia burza tak przybrała na sile, że autor począł się żegnać z życiem:

 

 

„W wieczór sam o 24 we wtorek powstały wiatry maestri spomiędzy zachodu i północy tak potężne i wielkie, że stryrnicy i bosmani pożegnawszy i przeprosiwszy się, wszystkie nadzieje zdrowia zbywszy, jął kożdy imować się, czego mógł: ten beczek, ów drzewa, trzeci deszczek. Co gdyśmy obaczyli, niech ten sądzi, co wie, co strach umie, jakie w nas serce było, a do tego okręt w przodku na 2 łokcia w głąb jął, przepadszy, wodę w się puszczać. Z wierzchu zaprawić nijak było, bo w wodzi zewnątrz; trzeba było maszt przedni położyć, z końca wziąć, a zatem wszystkiego okrętu ruina. Jam z mej strony o to tylko P[ana] Boga prosił żeby wżdy rodzice miłe, których mi w starości ich największy żal był, Pan Bóg tym samym pocieszył, żeby się im wżdy aby śnieło, gdzie i jakom zginął. A iż wypłynienia nadziei żadnej nie było, bo i gdzie płynąć, nie wiedzieć, gdyż już żaden nie wiedział z styrników, kiedy z nami okręt i zimno by prędzej człeka umorzyło, niżby dopłynął, i na czym też nie było – a iż ciężka i trudna barzo śmierć i długa zdała mi się onym już dwa dni konaniem, siadłem na dziele i obłapiwszy rękoma i nogami czekałem wyroku Bożego, ażeby co prędzej być na dnie.”

 

1 KOMENTARZ

  1. Jak bardzo z tyły jesteśmy ze znajomością własną, że dopiero teraz poznajemy znacznych ludzi, naszych najzłotszych epok?

    Nie dziwnym to było, że byliśmy mocarstwem, czołówką świata, a żaden Polak po dalekich lądach nie stąpał, w słowie będąc uwiecznionym?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here