Pół wieku temu Mao Zedong rozpętał krwawy spektakl, który nazwano eufemistycznie Rewolucją Kulturalną. Ludzie uznani przez władzę za zdrajców byli bici, torturowani, w końcu okrutnie mordowani. Szacuje się, że zamordowano wówczas około 5 milionów ludzi. A szacunki te są mocno przybliżone. Niestety często dochodziło do aktów kanibalizmu…

Policja i straż graniczna brytyjskiego Hongkongu była bezradna. Każdego dnia wody zatoki opodal portu wyrzucały na brzeg ludzkie szczątki. Śledczy nie mieli wątpliwości, że ludzie ci padli ofiarą mordu w Chinach kontynentalnych, a szczątki przynosiła z głębi lądu wezbrana w porze monsunu rzeka Qian. Jej wody przepływają przez prowincję Guangxi i Guangdong, by w końcu połączyć się z rzeką Perłową, która ma ujście w Morzu Południowochińskim w pobliżu Hongkongu.

Było lato 1968 roku i rewolucja kulturalna sięgała apogeum. Chiny terroryzowała Czerwona Gwardia, a informacje o zbrodniach przenikały do Hongkongu. Policjanci z brytyjskiej kolonii już wtedy przypisywali zabójstwa siepaczom Mao Zedonga. Ale nawet w koszmarach nikomu się wtedy nie śniło, że ludzie ci padli ofiarą kanibalizmu.

Jak na chińskie standardy, 300-tysięczny Wuxuan jest miastem niewielkim. Ma wyraźnie rolniczy charakter, tak samo jak cały Autonomiczny Region Guangxi. Tę położoną na południowym wschodzie Chin prowincję zamieszkują mniejszości etniczne, różniące się kulturowo od dominującego w Państwie Środka ludu Han. Licząca około 47 milionów mieszkańców Guangxi jest jedną z najbiedniejszych i najbardziej zacofanych prowincji w kraju.

Sąsiad sąsiadowi kanibalem

W 1968 r. Wuxuan był jeszcze dużą wsią. Ludzie znali się od pokoleń, każdy o każdym wiedział prawie wszystko. Trudno było ukryć przed sąsiadami pochodzenie, majątek, poglądy. Gdy podczas rewolucji kulturalnej trwało polowanie na kontrrewolucjonistów, w Wuxuan nie było problemu z ich odnalezieniem.

W maju i czerwcu 1968 r. główny targ stał się areną krwawych igrzysk. Na placu odbywały się propagandowe wiece, podczas których tłum zmuszał „wrogów klasowych” do wyznania win i pokuty. Ofiarami sprawiedliwości ludu padali właściciele ziemscy, bogaci chłopi, rodziny mające krewnych za granicą. Pojmanych upokarzano i bito, zwykle na śmierć. Podobne publiczne egzekucje miały miejsce w całych Chinach. Nigdzie jednak poza Guangxi sąsiad nie jadł napiętnowanego politycznie sąsiada. W Wuxuan udokumentowano najwięcej takich praktyk.

 

 Miliony ofiar były publicznie bite, torturowane, w końcu brutalnie mordowane

 

Zhou Shiana, fryzjera z sąsiedztwa, wyciągnął z domu Liao Huoshou. Skrępował mu ręce drutem i z rzeźnickim nożem w ręku gnał go ulicą na plac targowy. Po drodze przyłączali się następni oprawcy, którzy bili, opluwali i obrażali Zhou Shiana. Gdy dotarli do skrzyżowania, wokół zebrał się tłum. Pojawili się młodzi czerwonogwardziści, którzy zainscenizowali rozprawę „trybunału ludowego”. Ludzie zmusili Shiana do wyznania win na klęczkach i złożenia samokrytyki. Potem pod gradem ciosów i obelg wleczono go po schodach w dół nad rzekę.

Zhou jeszcze żył, gdy niejaki Wang Chunrong prawie 13-centymetrowym nożem rozciął jego ciało i wydobył z niego serce i wątrobę. Przyłączyli się inni i niebawem obdarto go ze skóry. Następnie przy pomocy drewnianej łodzi utopili szczątki w rzece. Zwłoki porwał nurt, płynący w stronę Hongkongu. Mieszkańcy Wuxuan wrócili na plac, ugotowali wnętrzności i podczas uczty zjedli wroga ludu. Ofiarami kanibalizmu padło tego dnia w Wuxuan jeszcze 5 osób.

czytaj też: Ależ on miał pomysły! Józef Stalin – dyktator ekscentryk…

czytaj dalej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here