Myśl zorganizowania wyprawy naukowo-badawczej do Afryki powstała w umyśle Stefana Rogozińskiego podczas rejsu dookoła świata w roku 1880 na rosyjskim okręcie szkolnym „Generał Admirał”. Młody, dwudziestoletni mężczyzna był zafascynowany ową podróżą.

Bawiąc później w Neapolu, w tamtejszym klubie afrykańskim, stanowiącym wówczas największy w Europie ośrodek badań Czarnego Lądu, Rogoziński podzielił się swoim planem z podróżnikami i uczonymi włoskimi. Wyrazili oni chęć wzięcia udziału w projektowanej wyprawie, a nawet znalazły się także we Włoszech osoby, które chciały ją finansować.

Pomimo tych nęcących propozycji Rogoziński zorientował się szybko, że przy takim układzie stosunków wyprawa utraciłaby polski charakter, który on w szczególny sposób podkreślał używając polskiego nazwiska rodowego swojej matki, zamiast nazwiska ojca (Scholtz). Dlatego dumnie, bez namysłu i żalu gorący polski patriota zrezygnował z udziału Włochów w owej wyprawie. W listopadzie 1881 r. przybył do kraju, aby tu zdobyć fundusze, jak również towarzyszy wyprawy. W Warszawie wygłosił odczyt, w którym gorąco wzywał do patriotycznego zachowania i wsparcia jego wyprawy środkami pieniężnymi.

Następnie w warszawskim czasopiśmie „Wędrowiec” za pośrednictwem ogłoszenia szukał towarzysza podróży z „ojczystej niwy”, który by wspólnie z nim chciał badać wnętrze Afryki, a ściślej rzecz biorąc

„wyruszyć do Kameruńskiej Zatoki i pozostawiwszy w górach tego imienia stację geograficzną, puścić się na wschód kontynentu dla stwierdzenia istnienia jezior Liba i ich hydrograficznego połączenia z zachodnim oceanem”.

 

Prus i Sienkiewicz są jak najbardziej za!

Oba apele Rogozińskiego nie pozostały bez odpowiedzi, przy czym pierwszy z nich, o zwrócenie się do społeczeństwa polskiego o poparcie finansowe ekspedycji – wywołał liczne i skrajnie różniące się od siebie głosy. Najbardziej zagorzałym przeciwnikiem wyprawy był Aleksander Świętochowski, który oświadczył, że gdyby miał sto milionów rubli, na wyprawę nie dałby nawet 50 kopiejek. Natomiast w pierwszym szeregu zwolenników eskapady kroczyli Prus i Sienkiewicz. Ten ostatni trafnie precyzował potrzebę urządzenia takiej wyprawy, która by wykazała, że naród polski, mimo że chwilowo ujarzmiony, jest narodem bardzo żywotnym i zasługującym na odzyskanie niepodległości.

„Im w trudniejszych warunkach znajduje się jakie społeczeństwo, tym lepsze daje swoje świadectwo siłom zewnętrznym, swej zdolności do życia, jeśli zawsze gotowe jest zaznaczyć swoją obecność”

Głosy Prusa i Sienkiewicza wyrażały opinię większości społeczeństwa polskiego i zebrane datki umożliwiły ostateczne zorganizowanie wyprawy.

  Stefan Rogoziński kierował się wyłącznie pobudkami naukowymi i patriotycznymi

Drugi apel Rogozińskiego nie przysporzył młodemu kierownikowi ekspedycji tylu problemów co pierwszy, gdyż zgłosiła się wystarczająca ilość ochotników. Ostatecznie w skład wyprawy oprócz Rogozińskiego weszli – Leopold Janikowski, Klemens Tomczek, Władysław Ostaszewski i Józef Hirszenfeld, jednak tylko dwaj pierwsi wytrwali przy szefie do końca.

 

Zrezygnował z rosyjskiego chleba

Przygotowanie i zorganizowanie ekspedycji pochłonęły prawie rok czasu. W styczniu 1882 r. Rogoziński podał się do dymisji w rosyjskiej marynarce, na początku marca nabył w Hawrze statek, a dopiero 13 grudnia 1882 r. nastąpiło odkotwiczenie.

                      Statek „Łucja-Małgorzata” płynął pod polską banderą

Statek ekspedycji o nazwie „Łucja-Małgorzata” był niewielkim stutonowym lugrem, który trzeba było dostosować do naukowego charakteru wyprawy. Załogę statku stanowili francuscy marynarze i pod taką samą banderą płynęła „Łucja-Małgorzata”. Jednak po wyjściu w morze zaciągnięto banderę o barwach polskich z herbem Warszawy.

Po różnorakich perypetiach związanych z podróżą morską przy skrajnie niebezpiecznych warunkach statek z polskimi uczonymi przypłynął do przystani Santa Isabel na Wyspie Fernando Po.

czytaj dalej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here