Za Breżniewa jadło się ze stołów wylewa

Za czasów Leonida Iljicza Breżniewa nastąpiło prawdziwe rozpasanie kulinarne. Wódz nie był zadowolony, jeśli stół dosłownie nie uginał się pod ciężarem potraw. Leonid był wielkim obżartuchem. Za jego czasów kucharze pracowali bez chwili wytchnienia. Powróciła między innymi zupa z homarów, wielki przysmak wśród bogatych Rosjan jeszcze z epoki caratu. Talerze na przyjęciach ozdabiano różami ze świeżych ogórków i pomidorów. Potrawy nosiły nazwy standardowe, ale ich receptury znacząco odróżniały się od tych jadanych przez lud.

Na przykład jarzynową sałatkę Olivier przyrządzano wg XIX-wiecznej receptury z mięsa krabów, przepiórczych jajek, bekonu i domowego majonezu na oliwie.

W sałatce Stolicznej zielony groszek zastępował ananas, a galaretą zalewano języki baranie. Czerwony i czarny kawior podawano w specjalnych zmrożonych pucharach. Po zakąskach wnoszono jakieś gigantyczne główne danie, np. wielkiego nadziewanego jesiotra czy prosiaka. Ze zwierzęcia trzeba było umiejętnie wyjąć wszystkie kości i ości (w zależności od gatunku), przyprawić, nadziać i upiec, a potem przywrócić oryginalną formę.

Pasją Leonida Iljicza były polowania, na których każdy uczestnik dostawał paczuszkę z wcale nie takim suchym prowiantem: 250 ml brandy i kanapkami. Poza tym, Breżniew lubił Polaków (mówił dobrze po polsku) i lubił też naszą Żubrówkę!

Pierwsze damy dają kucharzom niezłą wycisk!

Michaił Gorbaczow był okropnie kapryśny. Z różnorakich potraw jadł tylko małe porcje, bo bał się utyć. Podobno do śniadania potrafił próbować 5 rodzajów owsianki. Najlepszą, z pełnoziarnistej kaszy perłowej, gotowano 8 godzin. Jeśli jadał winogrona, to tylko bezpestkowe. Na przyjęcia preferował baraninę, dziczyznę, jesiotra i jego krzyżówki pieczone w… szampanie. Żona Michaiła, Raisa Gorbaczow, wymogła na nim wysłanie kucharzy i kelnerów na praktykę do Anglii i generalnie przyczyniła się do zeuropeizowania rosyjskiej kuchni. Zwracała też baczną uwagę na odpowiednią oprawę i dekorowanie potraw. Sama delektowała się kawą z bardzo wysoką pianką.

czytaj też: Swietłana. Wróbelek, który uciekł z Kremla

Borys Jelcyn najbardziej lubił… czystą wódkę z kiszonymi ogórkami. Znany był zresztą z upodobania do picia alkoholu, chociaż kremlowscy kucharze wspominają, że i Gorbaczow miał mocną głowę. Jelcyn nie zmieniał wiele w menu, za to wybierał najprostsze potrawy. Z zapałem pałaszował ogórkową, barszcz, kapuśniak i pierogi z wielką ilością farszu. No i oczywiście, jak na prawdziwego Rosjanina przystało, dużo dziczyzny. Jelcyn pochodził z Uralu. Najsłynniejszym wywodzącym się stamtąd daniem są pielmieni – małe pierożki z różnymi farszami. Gotować pielmieni z dwoma rodzajami mięsnego farszu obsługę kremlowskiej kuchni uczyła pierwsza dama, Naina Jelcyna (sama znakomita kucharka).

Menu kremlowskie zadowalało najbardziej wymagające podniebienia. Margaret Thatcher, podczas wizyty w ZSRR, początkowo żywiła się wyłącznie potrawami dostarczanymi przez brytyjską ambasadę.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here