Któregoś dnia kremlowscy kelnerzy namówili ją do spróbowania naleśników. Podobno wyjadła wszystkie dostępne wtedy w kuchni. Kuchnią Kremla zauroczyła się również Indira Gandhi, która w delegacje do ZSRR lubiła zabierać ze sobą syna z synową. Goście zagraniczni często mieszkali w willach na Worobiowych Górach (wtedy – Góry Leninowskie).

                          Breżniew i Nixon. Toast na Kremlu

Synowa Indiry co rano jeździła na pobliski bazar, żeby kupić chabry i przystroić nimi pokoje. Sama Indira uwielbiała rosyjskie zupy, szczególnie domowy rosół na kaczce z makaronem własnej roboty. Osobiście zapisała sobie przepis na niego.

Przez te wszystkie lata menu Kremla zmieniało się wielokrotnie. Natomiast praktycznie nie zmieniały się procedury bezpieczeństwa. Wszyscy pracownicy kuchni byli jednocześnie współpracownikami służb bezpieczeństwa. Gości oznaczano indywidualnymi numerami.

Każde nowe danie przechodziło tradycyjnie długą drogę do akceptacji. Oceny dokonywała komisja złożona z kucharzy, dostawców produktów, ekipy technicznej itp. Próbki pobierał lekarz w uroczystej atmosferze i w obecności całego personelu. Nie daj Boże któryś z pracowników rąk by nie umył – od razu zostałby zwolniony! Tymczasem przeciętny obywatel sowiecki musiał zadowolić się zupą kartoflaną i pół litrem wódki…

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here