W latach dwudziestych XVII w. duży rozgłos we Włoszech i całym chrześcijańskim świecie zyskała ucieczka z galer niejakiego Marka Jakimowskiego i towarzyszy. Kim był ów Marek Jakimowski?

 

Wiadomości, jakie o nim posiadamy, są dość skąpe. Pochodził on z Baru Podolskiego i należał do tej bitnej podówczas szlachty kresowej, której nieraz przychodziło bronić Rzeczypospolitej przed Turkami. W czasie wojny z Turcją Jakimowski dostał się do niewoli, następnie sprzedany został do Egiptu i tam przeznaczony do pracy galerniczej.

Prawdopodobnie cały czas niewoli spędził na galerach. Wyprawa, podczas której zdobył się na zuchwały czyn opanowania galery, zapewne nie była jego pierwszą wyprawą morską. Wskazuje na to fakt umiejętności nawigacyjnych, jakie zostawszy kapitanem zdobytej galery Jakimowski wykazywał podczas pościgu przez pozostałe okręty eskadry tureckiej.

Umiejętności tych oczywiście szlachcic barski nie mógł nabyć na Dzikich Polach, lecz jedynie podczas krwawej pracy na galerach, w toku obcowania z morskim żywiołem i w wyniku bacznej obserwacji tureckiej sztuki żeglarskiej.

Jak wyglądało życie i praca śródziemnomorskich galerników, wynika najlepiej z poniższego opisu:

Wioślarze na galerach średniowiecznych pracowali zupełnie nago pod palącymi promieniami słońca. Na rok otrzymywali dwie pary spodni, dwie koszule, kurtkę z czerwonego płótna, kaptur zimowy, czerwoną czapkę oraz dwie kołdry przeznaczone do wspólnego używania przez ludzi jednej ławki. Resztę ich własności na tym świecie stanowił kawałek drzewa kształtem przypominający gruszkę. Gruszka owa wisiała na łańcuszku na szyi wioślarza. Kiedy okręt wstępował w bój, niewolnicy wiosłujący na galerach musieli gruszki te brać w usta. Wtedy nie mogli głośno krzyczeć, jeżeli zostali zranieni, lub wywoływać większego zamieszania, gdy rany ich były śmiertelne. Wszyscy wioślarze byli przykuci łańcuchami do wioseł lub ławek. Gdy okręt tonął, razem z nim szli na dno.

 

Nieludzki los

Zasadniczo człowiek o przeciętnej sile mięśni w dobrym stanie zdrowia musiał wiosłować bez przerwy w pełnym tempie przez godzinę. Jak nam jednak wiadomo, galernicy musieli nieraz wiosłować w pełnym tempie i po dwanaście godzin. W takich wypadkach dla podtrzymania sił wkładano im w usta kawał chleba moczonego w winie. Gdy jednak środek ten zawodził i siły opuszczały wioślarza, chłostano go, dopóki znów nie wziął się do pracy. Skoro jednak i ta metoda przywrócenia sił wioślarzom nie pomagała, wtedy dozorca otwierał łańcuch i wyrzucał ofiarę do morza.

Turcy powszechnie korzystali z pracy niewolniczej, także  jeśli chodzi o galery

 

Jaką szybkość galery były w stanie osiągnąć? Można się tego dowiedzieć drogą obliczenia. Ilość uderzeń wiosłami wynosiła około 20 na minutę; dobrze wyćwiczona i zgrana załoga potrafiła uzyskać przejściowo do 26 uderzeń. Zależnie od długości wioseł przestrzeń wodna objęta między jednym a drugim uderzeniem wynosiła do 10 metrów. Daje to 260 m na minutę, czyli do 10 mil morskich na godzinę. Oczywiście szybkość tę osiągnąć było można jedynie na bardzo krótki okres czasu, przed lub w czasie bitwy, podczas pościgu czy ucieczki. Przeciętna szybkość wynosiła około 4-5 węzłów przy spokojnym morzu w pierwszej godzinie marszu, później około 2 węzły i nawet mniej.

czytaj też: Bitwa pod Obertynem – wielkie, zapomniane zwycięstwo Polaków!

Eskadra Kassym-Beka

Eskadra Kassym-beka, do której galerników należał Jakimowski, składała się z czterech galer: jednej większej (na niej właśnie zaokrętowany był nasz szlachcic) i trzech mniejszych. Spełniała ona rolę flotylli strażniczej, bazującej w porcie aleksandryjskim dla ochrony samego portu oraz żeglugi tureckiej na egipskich wodach.

Opanowanie galery nastąpiło w porcie Mityllene na wyspie Lesbos (zwanej też Mityllene) na Morzu Egejskim, gdzie Kassym-bek, gubernator Damietty i Rosetty, zatrzymał się w drodze z Morza Czarnego do Aleksandrii.

„Jadąc tedy w tę drogę przypłynęli do miasta jednego Metellino, które położone jest nad morzem Aegeum; tam opatrzywszy się w potrzeby na początku miesiąca listopada, zapuszczali się po wielokroć z portu w drogę, ale zawsze musieli się wrócić dla wielkiej burze i nawalności morskiej. Były przy tej galerze trzy insze galery, które za powróceniem ostatnim stanęły osobno od tej galery przedniejszej, nie daleko jednak barzo, jakoby na trzecią część mile. Stanęły tedy trzy galery u portu, który zowią Szeroki, i u portu Caramusciali; a sam kapitan Kassym-bek stanął u portu, który zowią Stretto albo Ścisły. I dnia 12 listopada wysiadł na ląd aby sobie wytchnął, mając z sobą około siedemdziesiąt Turków, a było wszystkich półtorasta tak żołnierzów, jako i urzędników, które z sobą wiózł; że ich wtenczas nie zostało na galerze tylko do ośmdziesiąt.”

Następnie autor tej relacji opisuje, jak to Marek Jakimowski począł zamyślać ucieczkę i z planów swych zwierzył się dwom towarzyszom niedoli, Stefanowi Satanowskiemu i Janowi Stolczynie (lub z Tulczyna), którzy podobnie jak i on nie byli zakuci w kajdany, ale dla wykonywania posług chodzili po pokładzie wolno.

                          Los galerników był straszny

Choć ci mu odradzali, Jakimowski przystąpił do dzieła. Ciosami przygotowanego na podpałkę polana unieszkodliwił kucharza, a następnie żołnierza strzegącego na rufie broni. Broń szybko rozdał walczącym już ze strażnikami niewolnikom, po czym sam, choć w międzyczasie ranny, zabił starszego nad strażą okrętową Turka imieniem Mustafa. Bitwa dobiegała końca. Pozostałych Turków dotychczasowi więźniowie bądź pozabijali, bądź zmusili do opuszczenia okrętu. Wtedy poobcinano liny kotwiczne i cumy, przytrzymujące galerę przy nabrzeżu, i opanowana galera wypłynęła poza obręb portu, pomimo silnej strzelaniny oraz obecności kilku mniejszych karamzałów, które znajdowały się w porcie.

czytaj dalej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here