REKLAMA INLINE

Józef Piłsudski uważany jest za świętość – a pracowała nad tym od 1913 roku masoneria (której Piłsudski NIE BYŁ członkiem!), obawiająca się, że bez Piłsudskiego Polska wpadnie w ręce narodowych demokratów lub komunistów. Czytałem bardzo ciekawe relacje o tym, jak emisariusze masonerii jeździli po całym kraju, ze szczególnym uwzględnieniem wojska – z jednym tylko zadaniem: wytwarzać legendę wokół Piłsudskiego. Co w pełni się udało.

Najbardziej rozbawiło mnie doniesienie, że z tego powodu ktoś w Radiu Maryja nazwał mnie publicystą „antynarodowym”!!!

Dobry Boże!

Przecież Józef Piłsudski uważał endeków za swego głównego przeciwnika – i słusznie. Przecież narodowiec, śp. Eligiusz Niewiadomski, strzelał do socjalisty Narutowicza tylko dlatego, że socjalista Piłsudski był, jako wojskowy, zbyt dobrze chroniony. Przecież po śmierci Piłsudskiego jak Polska długa i szeroka wznoszono toasty – a w niektórych kościołach odbyły się nawet msze dziękczynne (!!!). Przecież to w Krakowie właśnie abp metropolita krakowski Adam Sapieha zabronił pochować „czerwonego bandytę spod Bezdan i bezbożnika” (Piłsudski był formalnie protestantem, bo mało wiadomo o jego rekonwersji – w rzeczywistości ateistą) na Wawelu – i dopiero ówczesny minister spraw wewnętrznych (też Czerwony Bandyta!), płk Walery Sławek, zagroził Prymasowi Polski, ks. Augustowi kard. Hlondowi, że jeśli ciało Piłsudskiego nie znajdzie się na Wawelu, to on weźmie wszystkich kleryków do wojska…

Proszę bardzo, nazwijcie mnie publicystą antysocjalistycznym, antyhumanistycznym, antypaństwowym nawet (istotnie: ja dbam o dobro Polski i mieszkańców mojego kraju, natomiast kompletnie nie dbam o interesy kolejnych aparatów ucisku, jako to II RP, Generalna Gubernia, PRL, II RP; uważam, że im wcześniej III RP wezmą Diabli, tym lepiej dla Polski i Polaków). Ale „antynarodowym”?

Od razu wyjaśniam: nie jestem, istotnie, publicystą „narodowym” – gdyż zarówno dzisiejszy socjaliści, jak i dzisiejsi nacjonaliści to w rzeczywistości narodowi socjaliści – z tą tylko różnicą, że p. prof. Maciej Giertych za swój naród uważa Polaków, a p. prof. Bronisław Geremek – Europejczyków (w nadziei, że taki naród kiedyś się wytworzy – ostatecznie Polacy też powstali ze zlepku różnych narodów, jako to Polanie, Wiślanie, Mazowszanie…). Jednak praktycznie wszyscy publicyści ekonomiczni z przedwojennego obozu narodowego byli właśnie, podobnie jak ja, gospodarczymi liberałami: śp. prof. prof. Adam Heydel, Roman Rybarski, Edward Taylor…

Koło Historii dokonało pół obrotu: dzisiejsi „narodowcy” czczą Józefa Piłsudskiego – najbardziej przez siebie znienawidzonego polityka przedwojennej Polski! A ultrakatolickie Radio Maryja najwyraźniej czci protestanta bądź bezwyznaniowca.

O. Tadeusz Rydzyk jako kontynuator dzieła masonerii! Fantastyczne, nieprawdaż?

To, co piszę, wyrządza mi z całą pewnością krzywdę polityczną. Bo dobry polityk, chcący osiągnąć sukcesy dziś, mówi to, w co wierzy większość ludzi; a ja się tej większości przeciwstawiam! Dlaczego?

Dlatego, że wierzę, iż największym nieszczęściem dla i Polski – jak i dla każdego kraju – jest socjalizm.

I wiem, że nie dało się obalić legendy stalinizmu, dopóki nie przypomniano ludziom, że Stalina w ogóle nie było pod Carycynem (późniejszym Stalingradem), gdzie rzekomo odniósł bohaterskie zwycięstwo. I nie da się obalić mitu Piłsudskiego, póki Polacy nie uświadomią sobie, że Józefa Piłsudskiego w ogóle nie było pod Warszawą podczas słynnej bitwy warszawskiej! Że Józef Piłsudski oświadczył, iż wojna jest przegrana, złożył naczelne dowództwo na ręce Wincentego Witosa, podpisał otrzymanie słynnego rozkazu (wydanego przez śp. gen. Tadeusza Rozwadowskiego), po czym… wyjechał na Podhale pożegnać się z rodziną i wrócił po bitwie…

A dopóki nie obalimy mitu Piłsudskiego, to Czerwoni zawsze będą mówić: „Socjalizm to dobra rzecz! Taki Piłsudski – przez 40 lat działacz PPS, potem przywódca PPS-Frakcja Rewolucyjna…”.

W latach siedemdziesiątych jeszcze pisałem: „Socjalistom jest wszystko jedno, w imię czego ograbiają naród. Stalin zły – może być Lenin… Lenin zły – weźmie się Plechanowa lub Olafa Palmego… Plechanow zły? Weźmie się na sztandar Piłsudskiego…”.

Co i nastąpiło.

Jest zdumiewające, że AW„S” jako swój wzór i model przyjęła właśnie sanację i Piłsudskiego. Wszystkie przemówienia działaczy AW„S” (i SLD zresztą też…) aż ociekały Piłsudskim…

I oto model „S”, podobnie jak sanacja, poniósł klęskę. Stał się znienawidzony…

A Polacy, zamiast przy okazji potępić wzorzec, według którego „S” budowała Polskę – czyli piłsudczyznę – nadal kochają Piłsudskiego!

Na szczęście tylko pół Polski kocha p. płk. Ryszarda Kuklińskiego – ale to i tak o połowę za dużo. Naród katolicki gotowy na relatywizm moralny: „Gdy żona zdradza męża – to źle; ale gdy zdradza go ze mną – to doskonale!”. Zastanawiam się, czy rzeczywiście źle zrobiono, nakręcając „W pustyni i w puszczy” z pominięciem słynnej wypowiedzi Kalego? Może trzeba było mocniej, może to Staś powinien był powiedzieć z ekranu: „Gdy ktoś Stasiowi zabierze konia, to źle; ale gdy Staś komuś zabierze konia – to dobrze!”?

A widownia pokiwałaby głowami z aprobatą.

Podobnie kilku Czytelników miało pretensję do mnie za „Glosę nr 3” sprzed dwóch tygodni. Chodzi o uniewinnienie tych, co strzelali do górników z „Wujka”.

Otóż zdarza się, że zabójca czy morderca potrafi się dobrze zadekować, a nawet chroni go jakiś potężny gang; mija okres przedawnienia – i niestety nie wolno go już skazać ani nawet aresztować. Takie są reguły gry pod nazwą „Prawo Rzymskie”.

To, że w przypadku milicjantów spod „Wujka” gangiem, który ich chronił, był aparat polityczny PRL, niczego nie zmienia. Po prostu udało im się – i tyle

I zdecydowanie protestuję przeciwko naginaniu prawa, „byle dopaść tych zbrodniarzy, byle sprawiedliwości stało się zadość”. To jest chęć dokonania zemsty, a nie dążenie do sprawiedliwości. Jak my będziemy łamać reguły gry – to rośnie szansa, że i ONI będą je łamać. A przy okazji nasze kości.

Ale ja idę dalej. Był taki film, bodaj Bressona, w którym dwóch bandytów rabuje czy zabija – i chronią się na jachcie. Policja każe im wyjść – i wychodzi trzech, bardzo podobnie ubranych. Każdy twierdzi, że on spał na jachcie – a ci dwaj pozostali wbiegli…

I sąd wszystkich oczywiście musi uniewinnić.

Trudno! Odrzucenie zasady in dubio pro reo jest niebezpieczne. Oczywiście chodzi o uzasadnione wątpliwości – ale akurat w przypadku tragedii w „Wujku” one są uzasadnione. Nic wiemy, kto naprawdę wydał rozkazy.

A karać trzeba tych, co wydają rozkazy – a nie tych, którzy je wykonują. Czy w kraju chrześcijańskim mam powtarzać: „Rękę karaj – nie ślepy miecz”?

Czy w Polsce muszę przypominać, że miecz jest narodowi potrzebny?

Nie muszę? To proszę nie dopadać już tych milicjantów.

Cała Polska przepojona jest mentalnością powstańczą, mentalnością spiskowców – kultywowaną właśnie przez Piłsudskiego i jego ludzi. Naród, który nie jest nauczony mówić prawdy, tylko nieustannie czci rozmaitych Wallenrodów, ryzykuje, że wszyscy Wallenrodowie będą budowali dla nich więzienia. O ile wiem, połowa PZPR-owców to byli Wallenrodowie, którzy twierdzą, że chcieli wejść do systemu, by go rozmontować.

I w pewnym sensie im się udało!
A w pewnym sensie tkwimy nadal w bagnie po uszy!
Więc proszę mnie zrozumieć: ja nie chcę, by to bagno mnie wciągnęło!

„Najwyższy CZAS!” nr 8/2001

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here