Grupa senatorów i posłów wystąpiła z genialną ideą: by społeczeństwo opłacało wydatki na wojsko poprzez dobrowolną zbiórkę pieniędzy! Nikt nie przypuściłby, że zacni parlamentarzyści AW„S” przeszli znienacka na ultraliberalizm – a jednak tak się stało.
Idea bowiem jest czysto libertariańska! Według tego, skrajnie liberalnego (o włos od anarchizmu!) kierunku myślenia, podatki powinny zostać zlikwidowane całkowicie – a konieczne wydatki, np. wojsko właśnie, opłacane przez dobrowolne datki. Niektórzy co więksi realiści spośród Libertarian Party proponują organizację loterii państwowej – i opłacanie wojska z zysków.
Ja jednak jestem członkiem Unii Polityki Realnej, a nie Partii Libertariańskiej (do której mam oczywiście dużo sympatii).
Otóż, realnie myśląc, idea ta jest nonsensem z uwagi na słynny „dylemat więźnia”: Jeśli ja dam pieniądze na obronę, a mój konkurent zainwestuje je w swą firmę, to po kilku latach albo nawet miesiącach moja firma przegra z konkurentem!
Jeśli zainwestuję w garnitury, fryzjera i szewca, a chłopak z sąsiedniej ulicy wpłaci te pieniądze na FON – to ja będę miał najlepsze dziewczyny, a nie on! A czy słuszne jest, by patrioci mieli się źle?
Otóż od 30 lat niezmiennie głoszę, że sytuacja „dylematu więźnia” jest tym właśnie wyjątkiem, gdzie interwencja państwa jest konieczna (do tej kategorii należy też np. zakaz działalności związków zawodowych – każdy związek chce dla swoich członków jak najlepiej, w efekcie wszyscy mają gorzej).
Dlatego też utrzymywanie sił zbrojnych z podatku jest smutną koniecznością. Propozycja „centroprawicowych” parlamentarzystów
opiera się na pomyśle przedwojennego FON – który, wg szerzonej legendy, „był wielkim sukcesem”.
Jest to kolejna bajęda utrzymująca się dzięki sanacyjnej, bogoojczyźnianej cenzurze. W rzeczywistości ów wielki sukces to
40 mln zł, czyli po ok. 1 kg cukru (po zawyżonych, monopolistycznych cenach) na mieszkańca. Przy dzisiejszych (też zawyżonych
i monopolistycznych) cenach cukru oznacza to niecałe 100 mln dzisiejszych złotych – suma oczywiście nie do po gardzenia, lecz stanowiąca raptem pół procenta budżetu. Albo
1/15 obecnych (skąpych) wydatków na armię.
Z punktu widzenia historyka należy też zauważyć dwie rzeczy:

1) FON nie przyczynił się do zbudowania polskiej potęgi militarnej nie dlatego, że pieniędzy zebrano za mało – lecz dlatego, że go nigdy nie użyto!!! Każdy, kto odrobinę myśli i pamięta, wie, że władze PRL walczyły (skutecznie!) o „odzyskanie skarbu
FON”. Jeśli go „odzyskiwały”, to znaczy, że zebrane tam złote i srebrne przedmioty nie zostały sprzedane – a więc za broszki i
pierścionki, niejednokrotnie rodowe, oddawane w porywie patriotyzmu, nie kupiono dla wojska NIC! Podejrzewam, że niektórzy sanatorzy zamierzali to rozgrabić – a to, że dokonali tego grandziarze z PRL, a nie z II RP, to był ich pech. Oczywiście – z
czego nie każdy zdaje sobie sprawę – by uzbroić II RP, należało to złoto i srebro sprzedać za granicę – najlepiej Niemcom!!! (nasi „patrioci” niechybnie wsadziliby do więzienia – za oddawanie
za granicę dóbr narodowych – posła Skarbka, który Krzyżakom, demonstrującym swój skarbiec, dorzucił złoty pierścień ze słowami: „Idź złoto do złota; my, Polacy, w żelezie się kochamy!”).

2) Te 40 mln ówczesnych złotówek uzbierano, gdyż wojna wisiała na włosku. Wojna celna już była, III Rzesza jawnie głosiła hasła ekspansji, zmilitaryzowała Nadrenię, przyłączyła Austrię, Sudety, Czechy i Morawy… Oddech Marsa czuć było w
powietrzu. Dziś wszyscy mówią o pokoju, związek zawodowy żołnierzy duńskich zapowiada, że „w przypadku wojny pierwszym obowiązkiem żołnierza jest wywiesić białą fl agę”, Rosja
ma przystąpić do NATO, a patriotyzm jest taki, że 70% męskiej młodzieży w Gdańsku pytanej „Co byś zrobił, gdyby miała wybuchnąć wojna?” spokojnie odpowiedziało: „Wyjechałbym za granicę”. Myśl, że ludzie dobrowolnie dadzą pieniądze na to, by
w koszarach „dziadki” miały dość sił, by tłuc „kotów” (a „koty” dość si , by to przeżyć), należy do rozdziału psychopatologii pt. „Paranoja perseweracyjna” – i tak to trzeba traktować.

czytaj też: Spiskowcy. Co pisał Janusz Korwin-Mikke dokładnie 20 lat temu

Podejrzewam, że następnym krokiem patriotów z AW„S” będzie propozycja przejścia na konnicę – bo konie pracują na swojskim sianie, a nie na importowanej ropie i benzynie. Tak zresztą dixit Piłsudski, który przecież pokonał bolszewików – co sprawę rozstrzyga ostatecznie.
Sumując:
Propozycja (zacnych, przyznaję) senatorów i posłów (nazwisk z litości nie wymieniam) świadczy o rozmiękczeniu mózgów, zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, niezrozumieniu realiów – zarówno w sferze gospodarczej, jak i psychologicznej – oraz ślepym zapatrzeniu w najgorsze, przedwojenne wzorce. Dla tych ludzi zadłużona, zetatyzowana, zmonopolizowana (policja odbierała ludziom na ulicach zapalniczki – bo istniał Państwowy Monopol Zapałczany!!!), rządzona przez Bandytę
od Bezdan, skorumpowana i ledwo dysząca pod najwyższymi na świecie podatkami II Rzeczpospolita – to ideał, którytrzeba naśladować. Skutki tego widzimy na każdym kroku.
A zbieżność pomysłu neo-FON-u z ideami libertarian jest czysto przypadkowa.

* * *

Przy obecnym poziomie „patriotyzmu” naszego społeczeństwa oraz przy wychowaniu przez reżymową szkołę i telewizję większości chłopców na mięczaków – jedynym wyjściem jest przejście na armię czysto zawodową, do której ochotniczo wstąpią ci, którzy na mięczaków wychować się nie dali. Oraz
uzbrojeie jej za pieniądze, niestety, z podatków. Przypominam, że łączne wydatki na wojsko i policję to 8% budżetu III RP (UPR domaga się zwiększenia tych wydatków o połowę!); wydatki na wojsko to w większości wydatki na wojskową biurokrację
i utrz manie rekrutów, którym zabijanie wroga ani w głowie – a liczba całkowicie zbędnych i znacznie wyżej opłacanych urzędników państwowych i samorządowych jest wyższa niż liczba żołnierzy mających bronić III RP!!!
Być może Senat i Sejm uważają, że nie warto jej bronić – natomiast zebranie paru tysięcy pierścionków…
„Najwyższy CZAS!” nr 40/2000

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ