REKLAMA INLINE

Obecnie fakt uchwalenia przez Sejm Wielki aktu Konstytucji 3 maja jednoznacznie uznaje się wyraz zwycięstwa demokracji i zdrowej reformy ustrojowej. Mało kto pamięta, że w istocie okoliczności jej ogłoszenia były bardzo dramatyczne, a z ideą demokracji nie miało to wiele wspólnego.

Sposób przyjęcia Konstytucji odbiega bowiem od sielankowej wizji zgodnej uchwały posłów zgromadzonych na Sejmie Wielkim. Przebieg obrad w pierwszych dniach maja roku 1791 wpisywał się raczej w ciąg nadużyć i łamania zasad sejmowania. Już tego samego dnia powstanie silna opozycja wobec „grupy trzymającej władzę” i w dłuższej perspektywie doprowadzi do obalenia działo konstytucji majowej.

Prace nad Ustawą Rządową rozpoczęły się już we wrześniu 1789 roku. Pieczę nad reformą ustroju sprawować miała wyłoniona przez parlament Deputacja do Formy Rządu kierowana przez biskupa kamienieckiego Adama Stanisława Krasińskiego. Faktycznym przywódcą Deputacji był jednak marszałek nadworny litewski Ignacy Potocki, który sam pisał projekty reform, a następnie konsultował je z pozostałymi członkami komisji, aby po tych rozmowach nadawać im ostateczną treść. Prace Deputacji przebiegały jednak wolno, co wzbudzało irytację wśród sejmujących. Przedłożone w grudniu 1789 roku Zasady do poprawy formy rządów oraz przedstawiony w sierpniu 1790 Projekt do formy rządów nie wzbudzały euforii wśród zgromadzonych posłów. Wskazywano na nadmierny republikanizm przedstawianych projektów. Swoim politycznym ambicjom dawali wyraz również mieszczanie, którzy domagali się, aby w projekcie nowych zasad ustrojowych uwzględniono postulat dopuszczenia reprezentantów miast do sejmu.

Do największej polaryzacji stronnictw na sali sejmowej doprowadził jednak punkt zapowiadający, że w przyszłym ustroju Rzeczpospolitej nie będzie już wolnej elekcji, a tron stanie się dziedziczny. Część posłów uznawała to za nadmierny zamach na dotychczasowy system sprawowania władzy. Wobec tak kształtujących się postaw obradujących, postanowiono zająć się w pierwszej kolejności sprawami dotyczącymi działania sejmików oraz postulatami mieszczan. W rzeczywistości decyzja ta zahamowała prace nad ustawą reformującą ustrój państwa. Obrady ciągnęły się w nieskończoność, a wszelkie procedury, które miały na celu usprawnienie prac sejmu (np. zakaz zabierania głosu więcej niż dwa razy w tej samej sprawie) pozostawały jedynie na papierze.

Tymczasem koniunktura w polityce międzynarodowej, która jeszcze w 1788 roku sprzyjała wprowadzaniu reform, zaczęła się powoli odwracać. Zawierając w sierpniu 1790 roku pokój ze Szwecją, Rosja przestała prowadzić wojnę na dwa fronty, co umożliwiło jej skupienie większości sił na tureckim teatrze walk. Prace nad reformą ustrojową w Polsce musiały więc przyśpieszyć. Szansą na to było porozumienie między królem a Ignacym Potockim, do jakiego doszło w grudniu 1790 roku. Od tej pory przyszła Konstytucja 3 maja projektowana była w wąskim gronie wtajemniczonych osób. Zdawano sobie jednocześnie sprawę, że samo spisanie nowego projektu nie będzie kończyło żmudnych prac nad jego wprowadzaniem w życie. Potrzebna była wszak zgoda sejmu. Zastanawiano się, jak uchwalić Ustawę Rządową bez zbędnych dyskusji, które znów opóźniłyby zabiegi reformatorów. Sytuacja międzynarodowa mogła się wszak w każdej chwili zmienić na niekorzyść Polaków.

Przygotowania

Pod koniec marca 1791 roku projekt Ustawy Rządowej był już prawie gotowy. Jej twórcy zaczęli więc pozyskiwać zwolenników, którzy mogliby ją poprzeć w momencie wprowadzenia jej pod obrady sejmu. Uznano, że musi się to odbyć w formie jednorazowego głosowania nad całością Ustawy, bez dyskusji nad poszczególnymi jej zapisami. Projekt przybrać więc miał charakter konstytucji (słowo to w tradycji parlamentarnej Rzeczpospolitej oznaczało tyle co ustawa). Jednocześnie obawiano się, że opozycja może nie zgodzić się na taki sposób procedowania, domagając się, jak było to w przypadku wcześniejszych projektów, debaty nad szczegółowymi postanowieniami. Twórcy konstytucji wyszli więc z założenia, że przyjęcie konstytucji ważniejsze jest od zasad parlamentarnych, które można poświęcić na ołtarzu walki o reformę.

Projekt Ustawy Rządowej wniesiony miał być pod obrady zaraz po powrocie posłów ze świąt wielkanocnych. Decyzję taką podjęto nie bez przyczyny. Znając praktykę sejmowania, doświadczeni parlamentarzyści skupieni w obozie króla i Ignacego Potockiego podejrzewali, że frekwencja po świętach będzie niska. Ponieważ w polskim sejmie nie obowiązywała zasada quorum, ustawa mogła być przyjęta w obecności małej liczby posłów, bez groźby wywołania zarzutów o nielegalność decyzji. Czekanie na zebranie pełnego skład sejmu było raczej dobrym obyczajem, a nie wymogiem.

W stronnictwie pro konstytucyjnym ciągle dominowały jednak obawy, ze planowana akcja będzie niewystarczająca. Choć obrady sejmu miały być wznowione 5 maja, twórcy Ustawy postanowili zmobilizować swoich stronników do przybycia kilka dni wcześniej. O spisku dowiedziała się co prawda opozycja, ale było zbyt późno, aby mogła zgromadzić w izbie liczbę posłów wystarczającą do zablokowania działań królewskich. Widząc jednak, że na sejm spływają nie tylko zwolennicy reform, ale także opozycjoniści, stronnictwo prokonstytucyjne postanowiło zagrać ostro. 3 maja do Warszawy wkroczyły oddziały wojskowe, a widownię sali sejmowej na Zamku Królewskim w Warszawie wypełnił tłum specjalnie dobranych arbitrów, którzy zarówno okrzykami, jak i samą swoją obecnością wywierać mieli presję na opozycji. Dodatkowo pod Zamkiem gromadziły się tłumy mieszczan zainspirowanych przez Hugo Kołłątaja. Opozycja znalazła się w potrzasku. Któż mógłby się wszak ośmielić zaprotestować w obliczu wojska i rozentuzjazmowanego tłumu?

Demokracja czy zamach stanu?

W takiej atmosferze rozpoczęły się obrady sejmowe. Wśród 182 posłów zdecydowaną większość stanowili zwolennicy Ustawy. Na początku odczytano depesze od posłów zagranicznych, z których treści wynikało, że Polska zagrożona jest kolejnym rozbiorem. W obliczu takich doniesień Ignacy Potocki w teatralnym wystąpieniu prosił króla o wskazanie środków, które mogłyby uratować kraj przed zagładą. W tym momencie monarcha wniósł pod obrady projekt Ustawy Rządowej, stwierdzając, że tylko ona uchroni Rzeczpospolitą przed upadkiem. Zwolennicy reform podnieśli krzyk, domagając się jej przyjęcia bez dyskusji. Opozycja zaczęła jednak głośno protestować, wskazując, że nad projektem powinna odbyć się dyskusja, a ta jest niemożliwa, ponieważ posłowie nie otrzymali wcześniej projektu Ustawy i nie mieli czasu, by się z nią zapoznać.

czytaj też: Krwawe pochody – 1 maja to kiedyś nie była miła majówka

Po odczytaniu zapisów konstytucji podniosły się głosy ze strony opozycji, że artykuły dotyczące sukcesji tronu nie są zgodne z pacta conventa, w których Stanisław August obiecał, że tron pozostanie elekcyjny. Chcąc przerwać tę dyskusję, poseł inflancki Zabiełło wezwał do przyjęcia Ustawy. Król podniósł rękę, dając znak, że chce zabrać głos. Zwolennicy reform odczytali jednak ten gest jako gotowość do złożenia przysięgi. Opozycja mogła jedynie bezradnie patrzeć, jak reformatorzy w asyście arbitrów i tłumów mieszczan wychodzą tryumfalnie z sejmowej i udają się na uroczyste dziękczynienie do kolegiaty św. Jana. Ustawa Rządowa została przyjęta. 4 maja 26 posłów i jeden senator opozycyjny złożyło manifest przeciwko uchwale, kiedy jednak 5 maja wznowiono obrady sejmu, opozycjoniści zaczęli wycofywać swoje wcześniejsze podpisy pod manifestem. Tego samego dnia Konstytucja 3 maja wpisana została do akt grodzkich, a tym samym uznana została za legalną.

Uchwalenie Konstytucji odbyło się więc z naruszeniem zasad sejmowania. Brak deliberacji nad projektem, wniesienie go pod obrady w zaskakujący i nieoczekiwany sposób, obradowanie przy asyście wojska i sprowadzonych tłumów mieszczan być może nie łamało nieokreślonych i płynnych procedur sejmowych, ale z pewnością miało mało wspólnego z pojęciem demokracji czy dobrym obyczajem parlamentarnym. Konstytucja wprowadzona została siłą, bez większego liczenia się z głosem opozycji. Głos Suchorzewskiego rozpatrywać więc należy w kontekście nie tylko jego osobistych poglądów na temat Ustawy Rządowej, ale przede wszystkim sposobu procedowania nad nią.

Poseł Suchorzewski woli zabić syna

 

Symbolem oporu wobec bezprawia Konstytucji 3 maja stał się poseł ziemi wschowskiej, Jan  Suchorzewski. Jego postać uwiecznił nawet Matejko na swym słynnym obrazie. Suchorzewski próbował nie dopuścić do uchwalenia konstytucji 3 maja 1791, rzucając się pod nogi króla i grożąc, że zabije swojego sześcioletniego synka nie chcąc, aby żył w niewoli, jaką daje konstytucja. Ponadto naśladując gest Rejtana, próbował ograniczyć dostęp posłom do króla. Zbulwersowany tymi gestami biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński miał powiedzieć: „ogolić łeb wariatowi i odesłać do czubków”. Suchorzewski podpisał manifest przeciwko uchwaleniu Konstytucji 3 Maja. W 1791 wydał jeszcze Uwagi nad konstytucją polską 3 maja 1791.

Poseł Suchorzewski został przez Matejkę sportretowany z trzosem
i kartami do gry

Wyjechał do Sankt Petersburga, figurował na liście posłów i senatorów posła rosyjskiego Jakowa Bułhakowa w 1792 roku, która zawierała zestawienie osób, na które Rosjanie mogą liczyć przy rekonfederacji i obaleniu dzieła 3 maja. W 1792 przystąpił do konfederacji targowickiej i został konsyliarzem konfederacji generalnej koronnej. Mianowany został brygadierem w Brygadzie Kawalerii Narodowej Znaków Hussarskich Pod Imieniem Województwa Bracławskiego.

W czasie insurekcji kościuszkowskiej Sąd Najwyższy Kryminalny skazał go na karę śmierci przez powieszenie, wieczną infamię, konfiskatę majątków i utratę wszystkich urzędów. Wobec nieobecności skazanego, wyrok wykonano in effigie 29 września 1794.

 

Marek Skalski

 

5 KOMENTARZE

  1. Konstytucja 3 Maja to łabędzi śpiew kochanka pewniej Szczecinianki, którą zwano potocznie Katarzyną II oraz jego stronników z masonerii. Bardzo żałosny gest w momencie kiedy Polska praktycznie przestawała istnieć. Polacy mają wielką skłonność do świętowania wydarzeń tragicznych i swoich największych porażek. Dlaczego hucznie nie czcimy takich zwycięstw jak zdobycie Moskwy, albo pokonanie islamu pod Wiedniem ?

    • Masz rację, to dziwne. Dodatkowo nawet jeżeli świętujemy zwycięstwa polskiego oręża, jak 16 sierpnia rocznicę Bitwy Warszawskiej, to zwycięstwo przypisuje się socjaliście Piłsudskiemu, a nie jak powinno być bohaterowi T. Rozwadowskiemu.

    • Dlaczego?
      Dlatego, że Polacy dali sobie narzucić żydowską mentalność ciągłego jęczenia, narzekania i czczenia klęsk.
      Za długo widać było tej „wspólnej historii”.

      Dedykuję piosnkę Jacka Kaczmarskiego z płyty Sarmatia pt. Z XVI-wiecznym portretem trumiennym rozmowa

      Nie patrz na nas z wyrzutem pyszny szaławiło,
      Bądźże z sercem otwartym dla dzieci swych dzieci.
      Od twoich czasów sławnych tyle się zmieniło,
      Że aż szkoda zawracać tym głowę Waszeci.

      Mało wiemy o tobie, coś na Turka chadzał,
      Węgra królem obierał i tratował Szweda,
      Ale patrzył i tego, by obrana władza
      Nie zabrała ci czasem, czegoś sam jej nie dał.

      A nie dałeś jej prawa by ci grozić drewnem
      Bo przed Bogiem za posła nie chcesz Jezuity,
      By na takie cię pola mogła słać bitewne,
      Gdzie krew i rany – twoje, a cudze profity.

      A my, co rusz, to przed kimś
      Kolejnym – na kolanach;
      Dalekośmy odeszli
      Od siły Waszmość Pana.
      Po wciąż to nowych dworach
      Pętamy się nie w porę;
      Kochamy się w honorach,
      Nie znamy się z honorem.

      Łypnij na nas łagodniej okiem wyrazistym
      Co widziało królestwa twojego Wiek Złoty,
      Zamiast łajać nas z trumny za sprawą artysty,
      Że są czasy kolosów i czasy miernoty.

      Rzymskim prawem się szczycisz opartym na sile:
      Dłoń złocisty pas maca, kręci wąs sumiasty;
      Ale wyrozumiałość – to siły przywilej
      Urodzony z rozumu na twój wiek szesnasty.

      Czemuś synów nie uczył, z czegoś sam korzystał,
      Że czapka rozum grzeje, by nie skapiał chyłkiem?
      Rychło jeden za drugim – poseł czy statysta –
      Czapkowali rozumem, a myśleli tyłkiem.

      I my – na byle słowo
      Na tylne stajem łapki;
      W zawiei z gołą głową
      Szukamy własnej czapki.
      W tym, co zostało z włości
      W dziedzictwie po waszmościach –
      Brakuje nam mądrości,
      Kochamy się w mądrościach.

      Patrz na nas jak uważasz, pyszny szaławiło,
      Jest czego ci zazdrościć, jest i za co karcić.
      Choć dawno już cię nie ma – cennie ci się żyło,
      A ci, co się cenili – byli tego warci.

      Znaczyło słowo – słowo, sprawa zaś gardłowa
      Kończyła się na gardle – które ma się jedno;
      Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
      A ci, w których krew krąży – przed śmiercią nie bledną.

      Koniem dla nich istnienie! – Trzeba znać ogiera;
      Pięści słucha, czy pieśni, czy rwie się w step czy w tłum;
      I umieć nie spaść, kiedy piersi pęd rozpiera
      A spadłszy, szepnąć jeszcze – equus polonus sum!

      A my, nie z własnej winy,
      Aż się przyznawać hadko –
      Nie znamy już łaciny
      I z polskim nam niełatwo.
      Lecz ujrzy przodek w grobie
      Na co nas jeszcze stać:
      Bo się kochamy – w sobie!
      Nie pragnąc – siebie – znać!

  2. Have you ever considered publishing an ebook or guest authoring on other blogs?

    I have a blog based on the same information you discuss and would really like to have you share some stories/information.
    I know my visitors would value your work. If you’re even remotely interested, feel free
    to send me an email.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here