REKLAMA INLINE

Cała Polska czci XX Rocznicę Wydarzeń Sierpniowych – mniej więcej w takim samym nastroju, w jakim czciła w 1965 XX Rocznicę Manifestu Lipcowego.

Co do owego „Manifestu”: nie powstał w Chełmie, lecz w Moskwie i w ogóle nie został wykonany. Gdzie powstało „21 Postulatów”, nikt nic wie – ale też wykonane nie zostały.
Trudno więc dziwić się, że obywatele niezbyt się tą rocznicą przejmują.
Najważniejsze wydarzeniu „rozgrywały się” w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W tych rozmowach brał udział p. Lech Wałęsa – według uporczywych twierdzeń p. Anny Walentynowiczowej przywieziony motorówką Marynarki Wojennej. Z Warszawy dolatywali (helikopterami Wojska Polskiego) pp. Tadeusz Mazowiecki i prof. Bronisław Geremek. Jak dojeżdżali na nie negocjatorzy ze strony PZPR – nie wiadomo; zapewne najważniejsi samochodami rządowymi a reszta I klasą PKP.

„Strony” tj. PZPR i dowożeni przez Wojsko Polskie negocjatorzy „opozycji demokratycznej”, negocjowali w Gdańsku – ale w tym samym czasie w Szczecinie toczyły się inne negocjacje.
W Szczecinie byłem osobiście – bo uważałem, że nie wszyscy muszą jechać akurat do Gdańska.
Szefem strony „opozycyjnej” był tam p. Stefan Jurczyk też agent SB. Pod koniec pobytu stanąłem przed obliczem całego szczecińskiego Komitetu Strajkowego. Wyglądali  i mówili jak bracia-bliźniacy prokuratorów i SB-eków, którzy co jakiś czas przesłuchiwali mnie w lalach 60. i 70. Ale, być może, sprawowanie władzy – każdej władzy to robi z ludźmi?
Ze Stoczni Szczecińskiej zostałem wyrzucony za kolportaż wolnorynkowej bibuły; miałem zezwolenie na kolportaż wśród kadry technicznej, inżynierskiej i kierowniczej, ale nie wśród robotników!

Najważniejsze wydarzeniu „rozgrywały się” w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W tych rozmowach brał udział p. Lech Wałęsa – według uporczywych twierdzeń p. Anny Walentynowiczowej przywieziony motorówką Marynarki Wojennej. Z Warszawy dolatywali (helikopterami Wojska Polskiego) pp. Tadeusz Mazowiecki i prof. Bronisław Geremek.

Boże, jak oni tego potrzebowali; jak potrzebne im było słowo prawdy; jak rzucili się na mnie, wyciągając 20-złotówki i biorąc broszury; mało co mnie nie zadusili. Z jednej strony byłem szczęśliwy, że chcą czytać – z drugiej szczęśliwy, że Straż Strajkowa mnie z tego tłoku wyciągnęła!
W latach 70. uprzedzono mnie – ten człowiek zajmuje dziś ważne stanowisko – że SB przymyka oczy na kolportaż „bibuły” wśród inteligencji – natomiast wkracza zdecydowanie, gdy ktoś zaczyna działać wśród robotników. Ciekawe, że dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie tę zbieżność…

czytaj też: Spiskowcy. Co pisał Janusz Korwin-Mikke dokładnie 20 lat temu

Tak czy owak: ze Stoczni wyleciałem na dzień przed podpisaniem Porozumień. Jedno przyznaję: z honorami, samochodem ozdobionym biało-czerwoną flagą, odwieziono mnie na dworzec.
Co do „porozumień”: dziwienie się, że podpisane „porozumienia” nie były potem przestrzegane – jest bez sensu. Nie mogły być!
Nie mogły – i z tego akurat zdawałem sobie świetnie sprawę. I wtedy o tym otwarcie mówiłem i pisałem – bodaj nawet w wywiadzie dla „Biuletynu Strajkowego”.

Dlaczego nie mogły?

Nie mogły choćby z jednego prostego powodu: negocjowano je w Gdańsku i w Szczecinie.
Ponieważ Porozumienia Gdańskie były inne niż Porozumienia Szczecińskie – i to różne zasadniczo (w „szczecińskich” znajdą Państwo trochę charakterystycznych dla mnie pomysłów!) – to w sposób oczywisty nie mogły być przestrzegane i jedne, i drugie!
Zdumiewające, że kompletnie – ale to KOMPLETNIE – nikt nie zwracał uwagi na moje w tym względzie napomykania. Każdy „doradca” i „uczestnik negocjacji” miał poczucie Misji – że oto robi coś wiekopomnego.

Janusz Korwin-Mikke udzieła wywiadu TVP w 1981 roku

Człowiek mający Poczucie Misji nie znosi zimnych, logicznych, chłodnych porad.
Tak, teraz już wiem, co robiłem w Stoczni: nie byłem ani doradcą prawniczym i ani doradcą politycznym; byłem, zdaje się, ekspertem od logiki.
Czyli rzeczy kompletnie w d***kracji niepotrzebnej.
A czy to, że żadne z tych „Porozumień” nie jest przestrzegane, odbiera tym ludziom przyjemność, że oto Tworzyli Nowe? Cieszyli się jak dzieci – i mieli Poczucie Odpowiedzialności wobec Historii.

Co robi nauczyciel, gdy klasa bryka?

Bierze największego rozrabiakę, lidera zamieszek – i robi zeń gospodarza klasy.
Na ogół działa znakomicie – chociaż za to nie dostaje się pieniędzy.
Gdy dają jeszcze pieniądze – działa znakomicie prawie zawsze.
Szczęście „opozycjonistów”, że czasy się zmieniły. Stalin – w trosce o budżet państwa – wysyłał „opozycję” na białe niedźwiedzie, dzięki czemu biurokracja nie rozrastała się tak, jak za bolszewików lub „Solidarności”.
Opozycja wyobrażała sobie władzę zupełnie tak samo, jak ci z PZPR: zbieramy się i podejmujemy „uchwały”. Po czym bierzemy za to pieniądze.
Za to SB (a raczej mieszanka polityków, bezpieczniaków i (nowość) masonów – podejmująca prawdziwe i decyzje) wiedziała, że dowolna liczba figurantów nie szkodzi w podejmowaniu „właściwych” decyzyj. Pewien kłopot sprawiało to, że trzeba było przekupić posadami nieco więcej ludzi niż zazwyczaj. Ale cóż: podatnik zapłaci.
W tej chwili wygląda na to, że na posady państwowe bierze się dowolnych ludzi – jeśli tylko mają znajomości wśród „opozycji”. Posady rządowe są coraz łatwiejsze do uzyskania.
Co nie oznacza, że są to posady, na których można o czymś konkretnym zdecydować. Nie, to jest  zarezerwowane dla dość wąskiej grupy ludzi. Słusznie zresztą.
Natomiast na tych posadach można się obłowić. Rok temu, w rocznicę oddania „Solidarności” władzy Adam Michnik powiedział, że „Nie wyobrażaliśmy sobie, że z d***kracją wiąże się aż taka korupcja”.
A teraz już Sobie uświadamiasz. Drogi Adamie? Na pewno? A jeśli Sobie uświadamiasz – to co robisz, by temu przeciwdziałać?
Dobre pytanie – nieprawdaż?
Więc narasta w Polsce korupcja a każdy złodziej powiada tak: Niech żyje Marian – i firma „krzak”. Bo jak ekipa p. Krzaklewskiego ma zwalczać przestępczość – kiedy przestępcą jest aparat państwa?
Więc nie zwalcza. To znaczy: zwalcza. Tę nielegalną. Bo, jak powiadają amerykańscy konserwatyści, właściwe hasło brzmi: „Nie kradnij: Rząd nie znosi konkurencji!”.
Potrząsanie krzakiem, na który wlazły upaństwowione mszyce, nic nie daje: trzymają się krzaka mocno; jak nawet która spadnie, od razu pojawiają się nowe.
Krzak rozrósł się solidnie. Liści cztery razy więcej niż za „komuny”
Przetrzebić – czy wykarczować?
Bo, pamiętajmy: firmy „krzak” mają to do siebie, że znikają, nie płacąc rachunków.
Kto zapłaci długi III Rzeczypospolitej — gdy ona zniknie?

„Najwyższy Czas!” nr 33/2000

1 KOMENTARZ

  1. -Znalazłem ciekawy serwis z aukcjami komorniczymi Wszystko od 1zl

    http://www.tyn.ee/bidsp

    Póki co mało znany i łatwo coś wygrać za bezcen 😉
    ===========================================================
    Ja wylicytowałem nowego lapka za 190zł

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here