REKLAMA INLINE

W styczniu roku 1650 car moskiewski Aleksy Michajłowicz Romanow wyprawił do Polski wielkie poselstwo, na czele którego stał bojar Jerzy Gawryłowicz Puszkin. Towarzyszyli mu: jego brat okolniczy Stefan Puszkin, pisarz poselstwa Gawryło Leontiew oraz około 120 osób i 100 wozów kupieckich z towarami na handel. Było to tak zwane „wielkie poselstwo”, czyli oficjalna misja dyplomatyczna wyprawiona osobiście przez monarchę z Moskwy.

 

Poseł Puszkin tak udanie odprawił poselstwo w Warszawie, że car po jego powrocie obsypał go łaskami i uczynił jednym ze swych najbliższych doradców. Przebieg misji Puszkina był jednak tak niezwykły, że Polacy zapamiętali go na długie lata.

Rosjanie tamtych czasów mieli niezwykły dar do konstruowania niecodziennych metafor. I tak rosyjski dowódca wojskowy i dyplomata Atanazy Ordin-Naszczokin w rozmowie z kanclerzem litewskim Albrychtem Radziwiłłem miał powiedzieć:

Zdarza się, że gdy ojcowie jedli co kwaśnego, dzieciom ich od tego wypadały zęby…

Co miał na myśli Naszczokin? Na początku XVII wieku Polacy i Litwini byli sprawcami największych klęsk w historii Rosji. W czasach „wielkiej smuty”, armie Rzeczpospolitej okupowały Kreml moskiewski. Polscy wodzowie bez przeszkód intronizowali i obalali kolejnych carów Wszechrusi. Król Polski bez przeszkód oderwał od Rosji Smoleńsk i wiele innych terytoriów, przez Moskali uznawanych za rdzennie rosyjskie. W środku Warszawy stała Kaplica Moskiewska, w której pochowano cara Wasyla Szujskiego wraz z bratem Dymitrem i jego żoną. Pamiętano dobrze, że ci koronowani władcy Wszechrosji zmarli w polskiej niewoli.

Pamięć tych klęsk nie dawała spać kolejnym władcom Kremla. Wiosną 1648 roku wydawało się, że w końcu nadarza się okazja do rewanżu. W Polsce trwało bezkrólewie po śmierci Władysława IV, zaś kraj pustoszyli Kozacy pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. W tej sytuacji młody car Aleksy zdecydował się zaatakować zachodniego sąsiada. Jego armie zgrupowane na granicach czekały tylko na rozkaz do wymarszu. Atak na osłabioną Rzeczpospolitą nie nastąpił jednak, gdyż w Moskwie  wybuchło wielkie powstanie. Hasłem buntowników było: „Nie dla wojny z Polską!”. W grodzie nad rzeką Moskwą dobrze pamiętano grozę czasów Dymitriad. Rebelia zatrzęsła tronem Aleksego i odsunęła groźbę najazdu.

Dwór króla Jana Kazimierza stale jednak drżał w oczekiwaniu na złe wieści ze wschodu. W takiej sytuacji rozeszła się nowina, że car wysłał do Warszawy oficjalne poselstwo.

Spór o tytuły

 Oficjalnie misja została wysłana, by potwierdzić w imieniu nowych władców dawne pakta polanowskie. Zapisy traktatu zawartego w 1634 roku przewidywały bowiem, że każdy nowy władca polski czy moskiewski musi na nowo zaprzysiąc pokój. Jednak  Puszkin miał poruczone także inne sprawy. Problemy zaczęły się już podczas oficjalnego powitana poselstwa przy przeprawie wiślanej pod Warszawą. Posłowie carscy nie chcieli podejść pierwsi do przygotowanej dla nich karety, oczekiwali, że to Polacy do nich się pofatygują. Przy okazji doszło do pospolitej pyskówki:

Kazimierz Tyszkiewicz, podczaszy litewski, pragnąć uspokoić posła powiedział: „Przyjmowałem Ciebie Panie Puszkin, a mieliśmy wtedy prawą rękę”.  „Łżesz Tyszkewicz!” – odpowiedział bojar. „Gdybyś Ty nie był w osobie carskiej – za takie słowa u nas biją w gębę!” – warknął Litwin. Ale to był dopiero początek.

czytaj też: Czy przodkami Moskali byli… Polacy?

Gdy po kilku dnach odpoczynku poseł w końcu odczytał tekst swego poselstwa, przysłuchującego się króla i towarzyszących mu senatorów niemal zamurowało. W swym piśmie car Aleksy zarzucił Janowi Kazimierzowi, że w pismach przesyłanych do Moskwy polska kancelaria używała niewłaściwych tytułów przysługujących carowi.  Po pierwsze, Rosjanie wytknęli w pismach polskich możnowładców i urzędników uchybienia oraz błędy w tytulaturze carskiej. Za niewybaczalny grzech uznali pominięcie takich zwrotów jak „i mnogich hospodarstw hospodara i oblatjela”, „cara i wielkiego kniazia”, „wsiej Rusi samodzierżca”, oraz nazwanie cara „Moskwicinem”.

„Takie omyłki działy się zawsze i dzieją się dotąd bezkarnie, a król, pomimo obietnic, winnych nie karze.”

Złodziejami i łotrami nazwali Moskale m.in. byłych kanclerzy koronnych – Jakuba Zadzika i Stanisława Żółkiewskiego. Dodatkowo poseł zarzucił „zbrodnie” przekręcania tytułów carskich osobom prywatnym, którzy również prowadzili korespondencję z kancelarią carską. Wśród nich był książę Jeremiasz Wiśniowiecki, zwany Jaremą, który właśnie wsławił się bohaterską obroną Zbaraża przed Kozakami i Tatarami. Za te uchybienia czci carskiej żądali kary śmierci dla księcia Jaremy („Niech go na pal wbiją!”) i innych osób, 500 000 zł czerwonych prawem zadośćuczynienia, zwrotu Smoleńska i innych grodów.

Aleksy Michajłowicz Romanow - imperator Wszechrosji

Domagano się więc rzeczy dotychczas niespotykanej – karania ludzi w Polsce wedle prawa moskiewskiego! Czyli bez sądu. To wystarczająco oburzyło Polaków, ale Moskale żądali jeszcze… spalenia książek. Chodziło o kilka pozycji wydanych w ostatnich kilkudziesięciu latach w Polsce, a sławiących triumfy oręża polskiego. Wsród nich były takie tytuły jak:  „O życiu i sławnych zwycięstwach Władysława”, „Władysław IV król polski i szwedzki”, „Pamięć o cnotach, szczęściu i dzielności… Władysława IV” , „O wojnie kozackiej” i wielu innych, gdyż wychwalały zwycięstwa polskie, a tym samym przynosiły ujmę carowi. Drukarzy tych „oszczerstw” polecono knutować!  Senatorowie zdumieni odparli, że owszem wiedzą o tych książkach, ale to przecież nie ma nic wspólnego z dotrzymywaniem zapisów traktatu pokojowego. Taka odpowiedź jeszcze bardziej rozsierdziła Puszkina, który zarzucił Polakom świadomą zbrodnię obrazy carskiego majestatu.

Kapitulacja króla

Król na takie bezczelne żądania początkowo zareagował stanowczo. Zarzucił posłom przekroczenie uprawnień i działanie bez wiedzy i zgody cara. Posłów wyprowadziło to z równowagi i bijąc dokumentami o pulpit stołu pokazali swe instrukcje. Wówczas do akcji wkroczył kanclerz koronny Jerzy Ossoliński, który zadeklarował, że winni przekręcania tytułów carskich zostaną ukarani, a co do ksiąg usiłował wytłumaczyć Moskalom na czym polega panująca w Polsce wolność słowa. Pokazywał nawet książki holenderskie opisujące krytycznie stosunki polskie i litewskie. W niczym to nie wpłynęło na Puszkina i jego towarzyszy. Jeden z senatorów zapytał nawet jakim cudem zdołali zrozumiec treść książek pisanych przecież po polsku i łacinie, a języki te są przecież w Moskwie niezrozumiałe. Poseł nieostrożnie przyznał się, że tłumaczenia otrzymuje car aż ze Sztokholmu. Twardo żądał spalenia wszystkich obraźliwych ksiąg publicznie i ukarania drukarzy. Gdyby się temu dalej przeciwstawiano żądał wydania Moskwie spornych terytoriów i pieniężnego okupu.

Jan Kazimierz Waza - Król Polski i Wielki Książę Litewski 

Żądania te były bezczelne i urągające godności majestatu Rzeczpospolitej i króla, a jednak częściowo zostały spełnione. Ustalono, że Wiśniowieckiego i innych postawi się przed sądem sejmowym podczas najbliższego posiedzenia. Obecni mają być przy tym wysłannicy cara. Co do ksiąg ustalono, że z wymienionych ksiąg zostanę wydarte kartki z „obelgami wobec cara” i publicznie spalone. „Wyrok” wykonano na warszawskim rynku w połowie lipca 1650 roku. Przypatrywał się temu lud warszawski. Jak wspominał jeden ze świadków tego aktu Warszawianie krzyczeli:

„Lepiej by król zerwał pokój z Moskalami albo miast ustąpił, zamiast tak hańbić koronę polską. Oto palą teraz na rynku sławę Zygmunta i Władysława”.

Dodatkowo heroldowie miejscy ogłosili, by mieszkańcy więcej nie czytali tych ksiąg, ale je przynosili urzędnikowi, którego król wyznaczy. Oczywiście jak to zwykle bywa w naszym kraju, dopiero teraz ludność rzuciła się na te książki, by sprawdzić, co się w nich tak nie spodobało Moskalom. Ich ceny podobno osiągnęły sumy zawrotne. Jakby tego było mało, król Jan Kazimerz, już z własnej woli rozkazał w obecności posła usunąć marmurową tablicę z Kaplicy Moskiewskiej, która sławiła triumfy wojenne jego ojca i brata. Był to wyraz słabości Rzeczpospolitej, która odstapiła od swych zasad i nie broniła wolności obywatelskich, z czego tak nad Wisłą i Niemnem byli wszyscy dumni. Rosjanie właściwie odczytali decuzje król i jego otoczenia.

Król i senat uzyskali doraźny sukces. Groźba wojny z Moskwą została usunięta. Jak się okazało nie na długo jednak. Kilka lat późnej potężne armie moskiewskie wtargnęły do Rzeczpospolitej, a car moskiewski wjechał swoją złotą karetą do zamku wileńskiego, dawnej stolicy Olgierda i Witolda. Spalenie kartek i publiczne upokorzenie Polaków niewiele nam pomogło.

Marek Skalski

3 KOMENTARZE

  1. Znalazłem ciekawy serwis z aukcjami komorniczymi Wszystko od 1zl

    http://www.tyn.ee/bidsp

    Póki co mało znany i łatwo coś wygrać za bezcen 😉
    ===========================================================
    Ja wylicytowałem nowego lapka za 190zł

  2. „Spalenie kartek i publiczne upokorzenie Polaków niewiele nam pomogło.”
    nam, czyli komu? ruskim?
    żałosne, jak prawicowi publicyści wzorem lewactwa nadużywają „nam”, „my”, „nas”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here