REKLAMA INLINE

Idea trójpodziału władz to jeden z największych oświeceniowych mitów, podobny do takich kuriozów jak: prawa człowieka, czy świeckie państwo.

 

 O konieczności podziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą oraz sądowniczą dane nam było usłyszeć w ostatnich dniach nader często. Wobec planowanych przez Prawo i Sprawiedliwość zmian w zakresie państwowego monopolu usług sądowniczych i prawnych podniosło się bowiem wielkie larum ze strony środowisk postkomunistycznych i lewicowych. Znamienna dla tego protestu była niesłychana nędza intelektualna prezentowana zarówno przez liderów, jak i uczestników tłumnych zgromadzeń. Jednym z jej przejawów było nieustanne powoływanie się na ogromną wartość trójpodziału władz jako fundamentu ładu społecznego.

W dobie Oświecenia zlikwidowano w Europie dziesiątki państw (w tym Polskę i Szkocję), likwidowano lokalne autonomie, a powstające wówczas silnie scentralizowane administracje państwowe z wielkim zapałem odbierały miastom oraz podmiotom kościelnym resztki niezależności.

 

Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego słusznie wskazywało, że trójpodział ten był jak dotąd w III RP fikcją, lecz jak przystało na partię przesiąkniętą ideami Oświecenia samo głęboko wierzy w ten wątpliwy ideał. Dlaczego wątpliwy?

 

Oświeceniowy obłęd

 

Przede wszystkim dlatego, że całkowicie chybia celu jakim jest wolność obywatelska. Baron de Montesquieu był niezwykle pomysłowym człowiekiem, gdyż zamiast opowiedzieć się za prawdziwą wolnością pisał uczone traktaty na temat tego, jak urządzić państwo, które nie mogło z definicji zapewnić ludziom wolności. Przypomnijmy, że czasy Oświecenia to okres szczytowej w dziejach ludzkości centralizacji władzy. Na dworach „oświeconych” monarchów absolutnych spotkać można było wówczas całe tabuny intelektualnych utrzymanek władzy w postaci równie „oświeconych” filozofów, takich jak Wolter, czy też Immanuel Kant, którzy głosili skrajne i pozbawione związku z rzeczywistością teorie, tuszujące niespotykany dotąd rozrost kompetencji państwa.

czytaj też: Dlaczego padły katolickie potęgi?

W dobie Oświecenia zlikwidowano w Europie dziesiątki państw (w tym Polskę i Szkocję), likwidowano lokalne autonomie, a powstające wówczas silnie scentralizowane administracje państwowe z wielkim zapałem odbierały miastom oraz podmiotom kościelnym resztki niezależności. W Polsce oświeceniowcy wywłaszczyli m.in. jezuicką sieć uczelni zastępując ją zideologizowaną Komisją Edukacji Narodowej. Okres ten przyniósł fatalne w skutkach przeniesienie ciężaru władzy na jeszcze wyższy szczebel, co zaowocowało zresztą m.in. rewolucją francuską.

Monteskiusz zgłaszając swoją propozycję próbował uśmierzyć ból rodzącego się totalitaryzmu, lecz jego koncepcja od początku była utopijna. Oświeceniowe superpaństwa, które zdeptały samorządność, lokalną autonomię oraz świadomie zwalczały Kościół, którzy przez wieki zapewniał całej cywilizacji prawdziwy fundament wolności, nie były nigdy zdolne do tego, aby zrealizować jakiekolwiek z postulatów francuskiego myśliciela.

 

Charles Louis de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu

Po pierwsze dlatego, że w ramach skrajnie scentralizowanej i omnipotentnej struktury oświeceniowego państwa sędziowie nigdy nie byli (i nigdy nie będą) niezależni wobec władzy wykonawczej. Wynika to chociażby ze sposobu finansowania ich pracy. Zarobki sędziów nie są wyłaniane w sposób rynkowy, lecz stanowią część jednego, wielkiego budżetu państwa. Nie ważne więc jak wiele frazesów padłoby na temat niezależności sądów, utrzymuje je i tak zawsze skarb państwa.

Państwo może wpisać sobie do konstytucji pewne ograniczenia, wedle których sędziowie mogą wydawać wyroki w sprawie poszczególnych urzędników czy całych instytucji. Zasadniczo jednak nie znajdzie się nigdy trybunał, który osądziłby państwo jako takie uwzględniając to, że może ono także popełniać przestępstwa, które wykraczają poza konstytucję.

Przed nastaniem Oświecenia władza sądownicza stała na wyższym poziomie, gdyż była o wiele bardziej rozproszona: istniały sądy miejskie, duchowne, wiejskie, królewskie, z których większość nie była opłacana z centralnie pobieranych podatków. Niezależność sądów nie była tylko pustosłowiem, lecz poparta była argumentem finansowym. Polska wieś przez długie wieki sądziła się sama i z państwowej apelacji korzystała sporadycznie. Współcześnie zaś żyjemy mitem głoszącym, że niezależność sądów da się osiągnąć wydzieleniem dla kasty sędziowskiej części środków z budżetu centralnego. Człowiek z natury nie lubi się narażać osobom, od których bierze wynagrodzenie – w przypadku sędziów nie jest i nie może być inaczej.

 

 

Motywy Monteskiusza

Co zaś się tyczy rozdziału władzy wykonawczej i ustawodawczej Monteskiusz pragnął przede wszystkim, aby Francja wzorowała się na modelu brytyjskim i holenderskim, w ramach którego parlament przejął od króla kluczową kompetencję w zakresie zarządzania skarbem państwa. W przeszłości majątek państwa utożsamiano najczęściej z majątkiem monarchy co rodziło wiele problemów natury praktycznej, gdyż władcy unikali spłaty pożyczek własnych lub po swoich poprzednikach. Monarchowie posiadali ogromną władzę wykonawczą, a zgromadzenia stanowe traktowali z przymrużeniem oka. Monteskiuszowi przyświecało więc przede wszystkim to, aby monarchia Bourbonów podzieliła się władzą z szerszym gronem najbardziej wpływowych obywateli i przyjmując model zabezpieczający państwowy dług na mieniu całego państwa (a nie tylko króla) była w stanie dotrzymać kroku Anglikom w geopolitycznym wyścigu (w którym coraz bardziej odstawała).

Doraźny postulat Monteskiusza nie był zresztą nigdy traktowany serio przez żadne państwo świata, gdyż rozdzielenie kompetencji władzy ustawodawczej i wykonawczej jest praktycznie niemożliwe. Nawet jeśli władzę wykonawczą czy ustawodawczą wyłaniają bezpośrednio obywatele pomiędzy władzami tymi nie istnieje żadna ścisła rozdzielność majątkowa czy też instytucjonalna. Władza ustawodawcza nie zapewnia żadnych rynkowych dóbr, za których sprzedaż mogłaby później liczyć na dochód zapewniający utrzymanie, lecz jest zawsze uzależniona od skutecznego poboru podatków przez władzę wykonawczą.

Idea trójpodziału władz bazuje więc przede wszystkim na oświeceniowym micie, zgodnie z którym ludzkość opuściła mroczne i niesprawiedliwe czasy dopiero w okresie gdy pojawili się myśliciele w rodzaju Monteskiusza. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z tego, że podział ten stanowi jedynie mierny substytut prawdziwych wolności, które nasza cywilizacja zapewniała wcześniej przy pomocy słabego i zdecentralizowanego państwa.

Nie twierdzę, że cywilizacja łacińska z okresu przed Oświeceniem była wolna od nadużyć władzy i sądów, lecz miała w sobie wbudowany mechanizm, który o wiele lepiej radził sobie ze sprawowanym przez państwo monopolem w zakresie usług sądowniczych, policyjnych oraz prawnych. Trójpodział władzy to w sporej mierze iluzja, tania podróbka prawdziwej wolności, którą daje rozdrobnienie polityczne.

Jakub Wozinski

2 KOMENTARZE

  1. Pisze to gnój który twierdzi że zna historię kapitalizmu, a nie słyszał o zakonach, katolickich fabrykach pieniędzy. W krajach katolickich fabrykami pieniędzy były zakony i w dużej mierze stanowiły o potędze królestw. Nie dopuszczały tym samym do korumpowania władców przez żydów czy heretyków. protestantyzm powstał po to, by zakony ograbić. Tak więc kraje katolickie były prekursorami w sektorze finansów i w nim przodowały. Żeby złamać gospodarkę katolickich Węgier, potrzebne było Trianon, bo setki lat wspólnych, turecko-protestancko-habsburskich ataków nie przyniosły skutku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here