REKLAMA INLINE

„Łączka” stołecznego cmentarza na Powązkach Wojskowych. Ekipa naukowców prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wpierana przez rzesze wolontariuszy, zakończyła ekshumacje polskich bohaterów, zrzuconych do bezimiennych dołów śmierci w latach 40 i 50 ubiegłego wieku przez komunistyczne bestie. Teraz czekamy na powrót szczątków naszej rozstrzelanej armii do narodowego panteonu chwały.

 

Ekshumacje trwały dwa miesiące – za nami ostatni etap badań. Ale zanim do niego doszło, trzeba było stoczyć długotrwałą walkę. Walkę z urzędniczą niemożnością i polityczną niechęcią. Bo za rządów poprzedniej koalicji PO-PSL i prezydentury Bronisława Komorowskiego prace w kwaterze Ł i ŁII zostały zatrzymane. Przez trzy lata badacze Instytutu Pamięci Narodowej nie mogli wydobywać z łączkowych jam szczątków wyklętych przez komunistów Żołnierzy Niezłomnych. Badania blokowano pod płaszczykiem kłopotów formalnych, komplikacji proceduralnych. A tak naprawdę w tle były WSI i tacy ludzie jak płk Mazguła, resortowe układy i rodziny.

 

Usunąć krzyże!

 

Pierwszy raz ujawniam treść pisma sygnowanego przez Zarząd Cmentarzy Komunalnych w Warszawie z 31 lipca 2015 r., kierowanego na moje ręce: „Z uwagi na zgłaszane zastrzeżenia osób posiadających prawo do grobów usytuowanych (głównie) w kwaterze ŁII na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, dotyczące umieszczenia miedzy grobami krzyży brzozowych obłożonych kamieniami, utrudniających dojście do grobów, mycie grobów, robienie porządków, etc – proszę Pana Prezesa o rozwiązanie tego problemu poprzez usunięcie przedmiotowych krzyży, albo uzgodnienie z Zarządem Cmentarzy Komunalnych miejsca w rejonie „Łączki”, na które będzie można krzyże przenieść”.

 

Plan komunistów zakładał całkowite wyklęcie polskich patriotów, aż do zatarcia wszelkich śladów, zniszczenia wszystkich dowodów zbrodni. Ta zbrodnia miała być doskonała.

Fundacja „Łączka” na usunięcie krzyży nigdy się nie zgodziła. To tylko drobny fragment naszej, trwającej kilka lat walki.

 

Komunistyczne barbarzyństwo

 

Bogiem a prawdą na ekshumowanie bohaterów czekaliśmy dużo dłużej – nie kilka lat, tylko całe dziesięciolecia. Od momentu wyrzucenia ich jak worki na śmieci do zbiorowych dołów, ukrycia ich w ziemi. Czekała patriotycznie nastawiona Polska, ale szczególnie przykre było to, że z jakichś absurdalnych powodów musiały czekać rodziny zamordowanych. Wiele straciło już nadzieję. Inne przypuszczały, że ich bliscy być może zmarli gdzieś wywiezieni i zamęczeni w sowieckich łagrach.

czytaj też: Ktoś tu musi trwać, bez względu na konsekwencje..

Entuzjazmowi, że tę zmowę niemożności udało się jednak przełamać, towarzyszyła złość, jakiego barbarzyństwa dokonali tu komuniści. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku wydawało się bowiem, że pod grobami instalowanymi tu w stanie wojennym – od 1982 r. – przez czerwonego dyktatora Jaruzelskiego, uda się odnaleźć szczątki tych, którzy o Polskę walczyli i ginęli. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że kości bohaterów zostały wepchnięte w głąb. Okazało się inaczej.

 

Wykryć sprawców

 

Plan komunistów zakładał całkowite wyklęcie polskich patriotów, aż do zatarcia wszelkich śladów, zniszczenia wszystkich dowodów zbrodni. Ta zbrodnia miała być doskonała. I tak na teren dołów śmierci wjechały koparki i zaczęły realizować barbarzyński plan: zniszczenie kości. Dlatego też, w trakcie obecnych prac, udało się wydobyć tylko kilka niemal pełnych ludzkich szkieletów. Trochę kości długich, czaszki – wiele noszących wyraźne ślady sowieckiego strzału w tył głowy. Poza tymi wyjątkami, reszta szczątków jest rozdrobniona, zniszczona. Często po jednym/kilku/kilkunastu osobach zostały malutkie kosteczki. Ale nie tracimy nadziei – nawet na tej podstawie można zidentyfikować rtm Witolda Pileckiego, gen. Emila Fieldorfa, ppłk Łukasza Cieplińskiego, i kilkudziesięciu innych Niezłomnych.

Co powinno się stać po zakończeniu prac ekshumacyjnych? Po pierwsze, należy wykryć wreszcie sprawców tego ostatniego etapu zbrodni, czyli niszczenia szczątków bohaterów. Dlatego apeluję do pionu śledczego IPN o podjęcie zdecydowanych działań. Bo nikt mnie nie przekona, że wszyscy wykonawcy (tak jak i zleceniodawcy) z lat 80-tych zmarli.

 

Panteon zamiast panteonika

 

Druga fundamentalna sprawa to zastąpienie stojącego na części „Łączki” panteonika/gołębnika/kunertonika prawdziwym panteonem wyklętych przez komunistów Żołnierzy Niezłomnych. Zamiast obecnych szufladek wszyscy będą mieli tam swoje GROBY – tak jak na Cmentarzu Orląt Lwowskich.

W styczniu 2015 r. w liście do Andrzeja Kunerta, ówczesnego sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Zarządu Głównego Stowarzyszenia Architektów Polskich, Jury konkursu Budowy Panteonu i artystów, którzy zdecydowali się wziąć udział w konkursie, napisaliśmy:
„Od ponad roku apelujemy do instytucji państwa polskiego, w tym do Prezydenta RP,

a także do ROPWiM, aby Panteon docelowo zajął teren całej Łączki tj. Kwatery Ł (w całości) oraz Kwatery ŁII – czyli cały teren, na którym w dołach śmierci zostali pogrzebani”. Tak się jednak nie stało.

Kolejnym punktem, o który walczyliśmy, była kwestia pomnika z lat 90-tych: „Na początku lat 90-tych na Łączce, staraniem rodzin „łączkowych” powstał pomnik upamiętniający pomordowanych i pogrzebanych na „Łączce” Żołnierzy Niezłomnych. Na pomniku tym umieszczone zostały imiona i nazwiska tych wszystkich, których szczątki – wedle przypuszczeń – skrywała ziemia „łączkowa”. Na potrzeby prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych prowadzonych przez ekipę prof. Szwagrzyka pomnik ten został, czasowo – jak podkreślały wspólnie IPN oraz ROPWiM, zdemontowany po to, aby wydobyć spod niego znajdujące się szczątki. Pomnik ten miał wrócić na miejsce. Teraz, z założeń konkursu dowiadujemy się, że ROPWiM nie przewiduje powrotu tego pomnika w całości i wkomponowanie go w przestrzeń Panteonu”. Pomnik do dziś na „Łączkę” nie wrócił.

I jeszcze jedna, fundamentalna sprawa, o którą się biliśmy. Było to pytanie, dlaczego „w jury konkursowym nie mogło się znaleźć miejsce dla tych rodzin, które swoich najbliższych odnalezionych na „Łączce” chcą na „Łączce” pochować? Wiemy, że wiele rodzin jest rozgoryczonych z tego powodu. Wiemy również, że rodzinom „łączkowym” odmówiono możliwości konsultowania projektu i kształtu Panteonu, który ma być wbudowany na „Łączce”. Zadajemy pytanie: DLACZEGO tak się dzieje?” Na te pytania nigdy nie otrzymaliśmy poważnej odpowiedzi.

Teraz nastąpił czas, aby te wszystkie zaniedbania nadrobić.

 

Pogrzeb wszystkich Niezłomnych

 

Czas również, aby wreszcie wsłuchać się w słowa architekta-urbanisty Witolda Mieszkowskiego, jakie zapisał w 2015 r.: „Moje stanowisko w kwestii godnego pochówku na powązkowskiej „Łączce” mojego Ojca Komandora Stanisława Mieszkowskiego, zamordowanego przez reżim komunistyczny, którego doczesne szczątki odnaleziono i szczęśliwie zidentyfikowano,  jest nieodmienne od lat. Pogrzeb taki, w moim głębokim przekonaniu, może się odbyć jedynie po odnalezieniu i wydobyciu wszystkich szczątków naszych Niepokornych, Niezłomnych, Wyklętych, zagrzebanych potajemnie na całym obszarze „Łączki””.

"Obława na wyklętych" - to tytuł najnowszej książki
Tadeusza M. Płużańskiego

Podążając tropem myśli syna zamordowanego przez komunistów syna komandora Mieszkowskiego, Fundacja „Łączka” wystosowała „Apel o godne upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych na „Łączce”. Skierowaliśmy go do dwóch ówczesnych decydentów sprawy. Wspomnianego Andrzeja Kunerta, sekretarza ROPWiM, a także Łukasza Kamińskiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej: „Dołączając do głosu rodzin „łączkowych” apelujemy o to, aby uroczysty państwowy pogrzeb naszych Bohaterów odbył się dopiero po zakończeniu prac ekshumacyjnych na całym obszarze „Łączki” tzn. w kwaterach Ł i Ł2, pod asfaltową aleją i znajdującymi się wokół chodnikami, a więc w miejscach, gdzie pod grobami z lat 80-tych nadal pozostają szczątki około stu naszych Bohaterów, wśród nich gen. Augusta Emila Fieldorfa, rtm. Witolda Pileckiego, ppłk. Łukasza Cieplińskiego i pozostałych członków IV Zarządu Głównego WiN. Założony scenariusz pogrzebu na raty nie mieści się w cywilizacyjnych standardach i ociera o farsę, tym bardziej, że znana jest lokalizacja ukrycia kolejnych ofiar na terenie bezpośrednio sąsiadującym ze wznoszonym pomnikiem, a de facto jedynym powodem hamującym ich wydobycie pozostają świadome działania władz komunistycznych maskujących własne zbrodnie.”

 

Oni na to czekają
Apelowaliśmy przede wszystkim o to, aby „forma, jak i wielkość upamiętnienia odpowiadała jego znaczeniu i obejmowała cały „łączkowy” teren dołów śmierci, do których komuniści barbarzyńsko wrzucali swe ofiary. Towarzyszące konkursowi założenia przestrzenne zminimalizowały obszar zabudowy do niewielkiego fragmentu dawnego pola więziennego (18 x 18 m), czyli zaledwie do części Kwatery Ł wpisanej obecnie do rejestru grobów wojennych i ledwo dorównującej rozmiarami mauzoleum Bolesława Bieruta”.
Konkluzja była taka: „Łączka” jest miejscem symbolicznym i wyjątkowym. Forma i skala Panteonu Bohaterów Narodowych, przez pół wieku wyklętych i zapomnianych, musi odpowiadać randze Ich walki i tragicznego losu. Zamiast pośpiechu potrzebna jest rozwaga i odwaga. Oni na nią czekają”.

Te postulaty dziś, po latach, mogą doczekać się realizacji. Wszystkie szczątki zostały właśnie z bezimiennych dołów śmierci wydobyte. Proces identyfikacyjny trwa. I po rozpoznaniu kości, mam nadzieję, że już nic i nikt nie zakłóci wielkiego pogrzebu wszystkich wyklętych przez komunistów Żołnierzy Niezłomnych na Powązkach Wojskowych w Warszawie. A wśród innych bohaterów odprowadzimy, po latach PRL i III RP (PRL bis), na wieczną wartę generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, podpułkownika Łukasza Cieplińskiego i rotmistrza Witolda Pileckiego.

Tadeusz Płużański

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here