WStaszawa fot. Wikipedia GFDL autor: panGS

Choć jej mieszkańcy mają prawo być dumni z tego, że ich miasto powstało z gruzów niczym feniks, Warszawa pozostaje symbolem polskiego etatyzmu, będąc swoistym nowotworem żyjącym kosztem całego kraju.

Powyższe słowa mogą się wydać wielu osobom – szczególnie warszawiakom – dość ostre. Tym bardziej że przecież stolica Polski ucierpiała w XX wieku nie tylko z powodu ludzkiej hekatomby, lecz także unicestwienia historycznej zabudowy, co uczyniło z niej poligon doświadczalny stalinowskich i socrealistycznych, a obecnie postmodernistycznych architektów i planistów. Można by więc odnieść wrażenie, że krytykowanie Warszawy przypomina kopanie leżącego.

W rzeczywistości jednak Warszawa już dawno podniosła się z kolan, o czym świadczą wszelkie możliwe dane statystyczne. W stolicy odbywa się aż 40% wszystkich konferencji i kongresów ze wszystkich możliwych dziedzin. Warszawiacy zarabiają średnio nawet dwa razy więcej niż cała reszta Polski. Produkt krajowy brutto Warszawy w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest prawie dwa razy wyższy niż w nie najbiedniejszym Wrocławiu czy Krakowie. W większości zestawień stolica Polski przedstawia się jako zupełnie osobny świat, żyjący wedle własnych finansowych zasad.

Warszawa jest też absolutnie bezkonkurencyjna w zakresie biurokracji. W czasie jednej ze swoich wizyt w tym mieście wybrałem się na długi spacer prowadzący z jednej z dzielnic mieszkaniowych do samego centrum. Jako mieszkaniec nie-Warszawy byłem zdumiony ilością państwowych urzędów, które ujrzałem. Oprócz 17 ministerstw, siedzib parlamentu, prezydenta i rządu, największe miasto w Polsce mieści w sobie tysiące budynków rozmaitych centralnych agencji, urzędów, spółek skarbu państwa i ambasad.

We wszystkich tych urzędach pracuje licząca nawet kilkaset tysięcy osób armia osób utrzymujących się z podatków (sam stołeczny urząd miejski wraz z urzędami dzielnicowymi zatrudnia aż 8 tys.). Podobnie jest w wielu innych stolicach świata, lecz Warszawa jest niezwykle zachłanna, jeśli chodzi o siedziby głównych państwowych instytucji, z których zaledwie garstka ulokowana jest poza nią.

Dla wielu osób prawdziwą przeciwwagą dla „urzędniczego mordoru” jest biznesowa strona Warszawy. Jej symbolem pozostają drapacze chmur, których z każdym rokiem przybywa w tempie niespotykanym w innych miastach Polski. Ogromne biurowce ze szkła i stali mieszczą jednak najczęściej typowe dla kapitalizmu państwowego międzynarodowe korporacje lub też rodzime molochy zawdzięczające swoją pozycję politycznym układom.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here