Realpolitik a etyka

Obecnie batalia o niezależność Polski oraz o ocalenie jej przed wcieleniem do europejskiego superpaństwa wciąż trwa i dlatego refleksja na temat wad „polityki podmiotowości” może wydać się nieco przedwczesna. W rzeczywistości jednak każdy, kto sięga po argumenty przemawiające za prowadzeniem chłodnej i wyrachowanej Realpolitik, musi zmierzyć się z problemem jej kontynuacji po osiągniętym sukcesie.

Cały urok polityki podmiotowości polega na tym, że wydaje się ona słuszna i rozsądna wszystkim tym, którzy przynależą do wspólnot narodowych kontrolowanych przez obce imperia. Doskonale widać to na przykładzie Polski, która będąc rozgrywana przez Niemcy, Rosję oraz USA (i Izrael), zaczęła się powoli upominać o swoje. Wybory wygrali politycy, którzy wysłali społeczeństwu jasny przekaz, że nie godzą się na to, aby silniejsi narzucali swoje zdanie. W naszym polskim kontekście Realpolitik wydaje się więc słuszną i moralną odpowiedzią na obcą agresję.

Załóżmy jednak, że pewnego dnia wskutek wielu sprzyjających okoliczności (konflikty wojenne omijające polskie państwo, rozpad innych struktur państwowych, zmiana układu sił) Polska opuszcza drugą ligę światowej polityki i sama zostaje zaliczona w poczet mocarstw. Perspektywa to dość odległa, lecz trzeba ją mieć na uwadze, aby zrozumieć naturę trudności, o których tu wspominam.

W zbiorze państw nie ma i nie było nigdy jagniąt – każde pragnie zdominować inne lub też obronić się przed cudzą dominacją. Docelowo więc walka o wzmacnianie pozycji Polski na arenie międzynarodowej może doprowadzić do tego, że to Polska zacznie pełnić rolę imperium, które będzie chciało zdominować inne państwa. Co wówczas?

Największym paradoksem Realpolitik jest to, że narody nękane oraz nękające kierują się dokładnie tymi samymi zasadami. Nękane chcą twardo walczyć o własną niezależność i przetrwanie, a nękające uprzedzająco uprzykrzają życie innym, wiedząc, że w przeciwnym razie same staną się czyimiś ofiarami.

Podstawową wadą „polityki podmiotowości” i walki o rację stanu jest więc to, że popierając i akceptując ją, oddajemy hołd zasadzie, która w przypadku narodów gnębionych wydaje się słusza, lecz w przypadku narodów gnębiących wydaje się wyjątkowo niegodziwa. Tego typu postawa stanowi najzwyczajniejszy w świecie relatywizm moralny.

Współcześni piewcy realizmu politycznego praktycznie bez wyjątku krytykują lewicę za relatywizm i rozwadnianie zasad moralnych typowych dla świata chrześcijańskiego. Jednakże tak naprawdę sami opowiadają się za skrajną i niebezpieczną wersją relatywizmu. Pozornie ich argumentacja wydaje się uniwersalna etycznie, gdyż przekonują, iż przedstawiciele każdego narodu powinni dbać o interes swojego państwa oraz podejmować decyzje politycznie na podstawie chłodnej kalkulacji zysków i strat.

Siłą rzeczy jednak dobro jednego państwa stoi często w konflikcie z dobrem pozostałych, dlatego zwolennicy realizmu politycznego są zmuszeni do kapitulacji wobec dążeń silniejszych narodów, które praktycznie nigdy nie bywają moralne.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here