W historii Polski inną niż naturalną śmiercią ginęło już wielu władców: w 1241 roku najazd Mongołów pozbawił życia księcia Henryka Pobożnego, w 1444 roku pod Warną poległ Władysław III, w 1813 roku pod Lipskiem zginął ks. Józef Poniatowski, a w 1922 roku w warszawskiej Zachęcie zastrzelony został Gabriel Narutowicz. W niewyjaśnionych okolicznościach zginął (?) także w Moskwie Bolesław Bierut. Bywały nawet śmierci komiczne: Michał Korybut Wiśniowiecki miał się objeść owoców i nie wytrzymać problemów z żołądkiem, a Władysława Laskonogiego życia miała pozbawić we Francji gwałcona niewiasta.

Na przestrzeni ponad tysiąca lat historii Polski jej władcy toczyli ze sobą bezpardonową walkę o władzę (przykładowo Bolesław Krzywousty oślepił swego brata Zbigniewa), w którą niejako wliczona była śmierć. Co oczywiste, za największą tragedię uważano zawsze śmierć w wyniku obcego najazdu, gdyż zagrażała ona całemu narodowi, a nie tylko określonym grupom interesu.

W zamachach ginęli też prezydenci Stanów Zjednoczonych: Andrew Jackson (1835 r.) oraz John Fitzgerald Kennedy (1963 r.), monarchowie (zamach na Franciszka Ferdynanda w Sarajewie w 1914 roku), a nawet całe rodziny (masakra rodziny królewskiej w Nepalu w 2001 roku). Ale żadna śmierć władcy nie była w historii aż tak spektakularna jak ta, która spotkała Lecha Kaczyńskiego. Na dodatek w miejscu niezwykle symbolicznym dla narodu.

Libertarianin w przypadku tragedii z 10 kwietnia jest postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Oto bowiem cały świat pochyla się nad losem ludzi, których działalność była przez niego uważana za co najmniej szkodliwą. Pokazywanie ich jako uczestników wielkiej, rabunkowej organizacji w tak tragicznym momencie jest kwestią niezwykle delikatną, choć na pewno nieodzowną dla lepszego zrozumienia całej sytuacji.

Z pewnością bowiem parę rzeczy budzić musi co najmniej zdziwienie.

Jeszcze niedawno uważany za wskrzesiciela faszyzmu i porównywany do Pinocheta, teraz prezydent Kaczyński był żegnany przez najważniejszych światowych decydentów. Dlaczego na pogrzebie gen. Franco, do którego również porównywano polskiego prezydenta, były obecne jedynie trzy głowy państw, a udział w krakowskich uroczystościach zapowiedziało (część potem odwołała) ich około setki? Dlaczego dni żałoby wprowadziły nawet takie kraje jak Kanada czy Brazylia? Czyżby prezydent Kaczyński był tak powszechnie szanowaną i cenioną osobą?

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here