Wozinski: Koniec epoki katolickich państw szlacheckich. Czy triumf państw lewicowych nad prawicowymi świadczy o ich wyższości?

Spektakularny upadek wielkiego imperium stał się udziałem nie tylko Rzeczpospolitej, lecz także Hiszpanii i Portugalii. Jest rok 1565. Rzeczpospolita znajduje się u szczytu swojej potęgi – 4 lata wcześniej jej lennem zostały Inflanty, a za 4 lata w Lublinie zostanie podpisana Unia, która doprowadzi do powstania wielkiego, środkowoeuropejskiego imperium. Do portu w Gdańsku przybyło tego roku więcej statków z Niderlandów niż kiedykolwiek wcześniej, a Prusy są wciąż tylko usłużnym lennem króla Polskiego.

W tym samym roku rządzona przez Habsburgów Hiszpania od 20 lat eksploatuje ogromne pokłady złota w Peru, a jej żołnierze lądują na Filipinach, oddając w ten sposób kolejne ziemie pod władanie imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Równie imponującym imperium dysponuje wówczas Portugalia, która nie dość, że kontroluje sporą część dzisiejszej Brazylii, to posiada na całym świecie sieć kilkudziesięciu strategicznie położonych placówek handlowych, które przyczyniają się do pomnażania jej bogactwa.

Katole górą

Gdyby w 1565 roku ktoś (na wzór pruskiego skryby, Maxa Webera) podjął rozważania na temat tego, która religia najbardziej sprzyja gromadzeniu kapitału, musiałby jednoznacznie wskazać na katolicyzm. Największym centrum handlowym i finansowym Europy była wówczas wprawdzie luterańska Antwerpia, choć leżąca na terytorium katolickiej Belgii  lecz jej potęga wynikała tylko i wyłącznie z bliskiej współpracy z katolicką Portugalią i Hiszpanią, które uczyniły z niej centrum handlu przyprawami pozyskiwanymi z zamorskich kolonii.

Antwerpia była zresztą w sporej mierze uzalżeniona od Genui. Za sprawą habsburskiej Hiszpanii genueńscy kupcy i bankierzy stali się w tym okresie najzamożniejszą i najbardziej wpływową nacją handlową ówczesnego świata. To przecież właśnie Genueńczyk odkrył dla Hiszpanii Amerykę, a genueńscy kupcy organizowali dla Hiszpanów flotyllę i pożyczki na kolejne kampanie i podboje – również za oceanem. Krążące między genueńskimi bankierami i kupcami po całej Europie weksle stanowiły aortę handlowego krwiobiegu całego kontynentu.

W tym samym czasie świat protestancki był pod względem finansowym i gospodarczym zdecydowanie w tyle za katolikami. Pierwszą giełdę w Anglii miał założyć dopiero w 1571 roku Thomas Gresham, który spędził wiele miesięcy w Antwerpii podglądając, jak funkcjonuje tamtejsza bursa. Całe północne Niemcy, które ogarnęła fala protestantyzmu, cierpiały wówczas z ekonomicznego zastoju, który wynikał z upadku starych szlaków handlowych z Lewantem biegnących przez południe Niemiec i północne Włochy. Z kolei Amsterdam wciąż jedynie zazdrościł Antwerpii jej dobrobytu.

Jest rok 1565. Rzeczpospolita znajduje się u szczytu swojej potęgi – 4 lata wcześniej jej lennem zostały Inflanty, a za 4 lata w Lublinie zostanie podpisana unia, która doprowadzi do powstania wielkiego, środkowoeuropejskiego imperium. Do portu w Gdańsku przybyło tego roku więcej statków z Niderlandów niż kiedykolwiek wcześniej, a Prusy są wciąż tylko usłużnym lennem króla polskiego.

W 1565 roku cała „wielka finansjera” Europy był katolicka i – co równie istotne – prawicowa. Genueńczycy walczyli po stronie kontrreformacji, a papieski dwór tonął w złocie. Współcześnie najzamożniejsi ludzie na świecie mają na ogół lewicowe sympatie, lecz w XVI wieku lewicowe poglądy mieli na ogół zubożali książęta i mieszczanie, którzy oburzali się na to, że nie stać ich na tak wystawne życie jak katolików oraz że nie potrafią wyasygnować aż tak wielkich sum na zakup kościelnych urzędów tak jak oni. Powodzenie reformacji zapoczątkowanej przez wystąpienie Marcina Lutra można interpretować jako bunt tych, którzy czuli, że bogacą się inni, a nie właśnie oni.

Nieróbstwo elit

Zastanówmy się przez chwilę jak bardzo inna mogłaby być współczesność gdyby ekonomiczna i finansowa supremacja krajów katolickich utrzymała się po dziś dzień. Wiązany obecnie niezmiennie z protestanckimi krajami „liberalizm” nie kojarzyłby się zapewne z bogactwem, lecz ubóstwem zreformowanych chrześcijan, zawistnych wobec bogatych katolików. Z kolei słowo „konserwatyzm” posiadałoby jednoznacznie biznesowe konotacje. Zamiast biednego południa Europy i zamożnej północy mielibyśmy świat, w którym Madryt i Lizbona odgrywałyby rolę pełnioną współcześnie przez Londyn i Paryż.

Tego typu rozważania można oczywiście prowadzić bez końca, lecz niewątpliwie zdumiewający pozostaje fakt, dlaczego zamiast rosnąć w siłę, prawicowe katolickie monarchie stopniowo upadły i oddały pole lewicowym państwom, takim jak Anglia, Niderlandy, czy też Prusy. Nieco dłużej niż Rzeczpospolita, Portugalia oraz Hiszpania swoją potęgę zachowała Francja, choć i tak jej dawny kształt zmiotła rewolucja.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here