Kto jest prawnym właścicielem fresków Schulza? O freskach obywatela II RP

Najwyraźniej Psia Gwiazda świeci już mocno nad Polską, gdyż media rzuciły się na sprawę fresków nieboszczyka Brunona Schulza, które Instytut Yad Vashem „sprywatyzował”, zabierając do Palestyny. Jak zawsze, dyskusje trwają – jedni moraliści popierają tych, inni tamtych – ale nikt jakoś nie interesuje się kwestią podstawową: KOGO OKRADŁ YAD VASHEM? (źródło tekstu: „Najwyższy CZAS!” nr 12/2002)

Otóż historia jest prosta: freski namalował Schulz w willi zajmowanej przez też już nieżyjącego funkcjonariusza GeStaPo – na jego zlecenie. Pod względem prawnym historia nie jest bynajmniej prosta. Jak to w ustroju socjalistycznym bywa, Schulz zapewne zainkasował część honorarium w gotówce, część w przydziałach kartkowych, a część… w tym, że zamiast przebywać w getcie, przebywał na otwartej przestrzeni. Czyli – w naturze.

Powstaje pytanie: czy Obersturm zamawiał te freski prywatnie – czy jako funkcjonariusz? Przecież mogło być tak, że – jak to w socjalizmie – kartki dawał nielegalnie, okradając III Rzeszę, zaś pieniądze dokładał z własnej kieszeni; jedynie co do zapłaty w formie zwolnienia z pobytu w getcie nie ma wątpliwości – tę usługę świadczyła w barterze III Rzesza.

Tak czy owak, po wojnie właścicielem chałupy, podobnie jak prawie wszystkiego, okazał się Związek Sowiecki – a następnie przejęła to Ukraina. To oczywiście nie oznacza, że spadkobiercy gestapowca (gdyby okazało się, że była to fantazja prywatna; czy III Rzesza mogła zamawiać coś u Żyda?) uznają tę uzurpację – albo że (w przeciwnym przypadku) RFN jako spadkobierca prawny III Rzeszy nie wystąpi o zwrot – w ramach przywożenia do Vaterlandu należących do Niemiec dzieł sztuki.

Jedno jest pewne: żadnych praw do dzieła nie mają spadkobiercy Brunona Schulza, który zapłatę przyjął, a więc dzieła się pozbył. I oczywiście nie ma z tym nic wspólnego III Rzeczpospolita. Natomiast czy obecni posiadacze willi są jej właścicielami – i jaki był status tych fresków – nadal nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że Yad Vashem nie uważał się (na szczęście) za prawnego właściciela tych fresków, bo posiadaczom willi zapłacił (100 $). Być może jednak właścicielem jest państwo ukraińskie (na zasadzie rzeczy porzuconej przez właściciela i przejętej przez Sowiety), które zostało okradzione przez Izraelitów – a 100 dolarów to łapówka dla tych, co powinni tej własności strzec (może premia za niedogodność?).

Zabranie tych fresków nie musi oznaczać okradzenia właściciela (jeśli byli nimi posiadacze willi. Przypomnijmy, że w mieszkaniu przy ul. Wilczej w Warszawie nieboszczyk Paweł Picasso podczas swego pobytu namalował „gołąbka pokoju”. Właściciel, zirytowany wycieczkami szkolnymi i koniecznością patrzenia na to ptaszysko, w końcu je zamalował. Czyli dopłacił do pozbycia się tego „arcydzieła”, które na pewno zostałoby dziś sprzedane za tysiące dolarów.). Nie znam fresków Schulza – ale znając jego książki, sądzę, że też wolałbym, by znalazły się Izraelu, a jeszcze lepiej w Pernambuco lub na Tasmanii. Pytam się natomiast: dlaczego jacyś antysemici z ministerstwa kultury zabierają w tej sprawie głos? Czy płacę im z moich podatków pensje za to, by antagonizowali albo Izraelczyków, albo Ukraińców?

Jest to znakomity przykład, jak urzędnicy lubią rozszerzać sferę swoich działań. Gdy zajmują się zamiast swoimi sprawami, naszymi sprawami -ludzie traktują to naturalnie (tak jakby teściowa wtrącała się żonie do kuchni), co nie znaczy, że się nie wściekają! Tu natomiast jest oczywiste, że wykraczają poza sferę swoich zainteresowań. Freski Brunona Schulza, nawet gdyby należały do Brunona Schulza, należałyby do spadkobierców Brunona Schulza – a nie do państwa polskiego!

Kto uważa, że III RP ma prawa, choćby moralne, do fresków obywatela II RP (narodowość Schulza nie ma tu nic do rzeczy!!), ten musi liczyć się z tym, że np. po mojej śmierci
III RP uzna się za właściciela praw do moich książek i felietonów – również tych antypaństwowych zresztą. I nie ma co żartować. Jutro może się okazać, że zażąda przeniesienia do Polski kolei, co to ją nieboszczyk Malinowski wybudował w Andach. Gdyby rząd Peru chciał ją rozebrać.

Na koszt polskiego podatnika oczywiście. Ale ilu pracowników ministerstwa kultury, Muzeum Techniki itp., itd. wyjedzie sobie na wycieczkę za granicę?! O, właśnie – ile za ten wyczyn otrzymali od izraelskiego podatnika rekonkwistadorzy z Yad Vashem? Może Kataw Zar się dowie? Na pewno czytelnik izraelski śmieje się z wypowiedzi ukraińskiego ministra, że freski Schulza zostały wpisane na listę dziedzictwa narodowego Ukrainy, choć w momencie wywozu jeszcze się na niej nie znajdowały. Przyjemnie patrzeć, jak szybko działa ukraińska biurokracja. PS O ile wiem, rząd Państwa Izrael ostro tępi kulturę jidysz, przedkładając na jej miejsce kulturę hebrajską. Czy przypadkiem Bruno Schulz należał do kultury jidysz – kultury sztetlu? Czy może wreszcie tym w Tel Awiwie przesiała odbijać szajba: co z jidysz – to złe? („Najwyższy CZAS!” nr 12/2002)

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here