Na początek – dla zasady: jeśli człowiekowi zamiast bagnetu damy do ręki kij, a w dodatku każemy mu fechtować się, stojąc w dole, podczas gdy przeciwnik swobodnie tańczy naokoło – i jeśli w tych warunkach człowiek dzielnie przez kilka godzin opędza się czterem uzbrojonym w szpady przeciwnikom – to nazywamy tego człowieka herosem.

Natomiast ci, co kazali mu walczyć w takich warunkach, to idioci albo przestępcy. Chyba że ten człowiek miał zostać złożony w ofierze dla jakichś wyższych celów. Propaganda „obozu posierpniowego”, bezkrytycznie niemal wychwalająca Polskę przedwojenną i „podziemną”, nazywa Powstanie Warszawskie „wielkim zrywem”, który nas uratował etc. W rzeczywistości – o czym pisałem wielokrotnie, więc rozwodzić się zbytnio nie będę – każde takie powstanie to ubytek tysięcy naszych największych patriotów (na ogół bezpotomnie!) oraz kilka razy tyle na emigracji lub zniechęconych do walki o Polskę.

Spytajmy więc: jakie motywy przemawiały za decyzją o Powstaniu?

Przede wszystkim: decyzję podjęli dowódcy w Warszawie pod naciskiem tysięcy młodych ludzi uważających, że nie po to się szkolili, by teraz stać z bronią u nogi. Pod naciskiem zawodowych oficerów – którzy też lubią powojować. I wreszcie na wiadomość, że na perymetrze Pragi pojawiły się czołgi sowieckie.

Co jeszcze raz dowodzi słuszności tezy, że wojna jest zbyt poważną sprawą, by powierzać ją generałom. Zawodowi wojskowi powinni jak konie przed startem przebiera niecierpliwie nogami w chęci dorwania się wrogowi do gardła; ale decyzję o spuszczeniu ich z uwięzi powinni podejmować cywile – po wysłuchaniu wszystkich ZA i PRZECIW.

Właśnie: co o wybuchu Powstania sądzili ówcześni politycy i historiografowie?

Gen. Władysław Anders w „Bez ostatniego rozdziału” wspomina, że ostrzegał:

1. Uważałem, że jakakolwiek akcja przeciw Niemcom w warunkach istniejących w Kraju doprowadziłaby tylko do niepotrzebnego przelewu krwi polskiej. Bardzo stanowczo przedstawiłem ten pogląd gen. Sosnkowskiemu i prosiłem o wydanie jak najbardziej wyraźnych i kategorycznych rozkazów zabraniających powstania w Polsce. Gen. Sosnkowski, zgadzając się z moim poglądem, wysłał 28 lipca 1944 r. depeszę do dowódcy Armii Krajowej:

„W obliczu sowieckiej polityki gwałtów i faktów dokonanych, powstanie zbrojne byłoby aktem pozbawionym politycznego sensu, mogącym pociągnąć za sobą niepotrzebne ofiary. Jeśli celem powstania miałoby być opanowanie części terytorium Rzeczypospolitej, to należy sobie zdawać sprawę, że w tym wypadku zajdzie konieczność obrony suwerenności Polski na opanowanych obszarach w stosunku do każdego, kto tę suwerenność gwałcić będzie. Rozumiecie, iż oznaczałoby to w perspektywie otwartą wojnę z Rosją, skoro eksperyment ujawniania się i współpracy spełzł na niczym wobec złej woli Sowietów”.

Jak widać, „zakaz” nie jest kategoryczny – gen. Sosnkowski prosi o rozważenie. Przypomina się anegdota hr. Wielowieyskiego, który mawiał: „Niemiec mówi służącemu: Johann, machen die Tür zu! Francuz jest grzeczniejszy i powiada: Jean, ferme la porte, s’il te plaît! Natomiast Polak mówi: „Janie, zamknijcie drzwi, bo zimno”, na co Jan mówi, że „jego zdaniem nie jest zimno” – i zaczyna się dyskusja…

Co dalej? Gen. Anders pisze:

(…) napięcie w Kraju, a szczególnie w Warszawie jest coraz większe. Więc w długiej nocnej rozmowie przedstawiam gen. Sosnkowskiemu ponownie swą ocenę stanu rzeczy, uważając za konieczne wydanie ścisłych rozkazów zakazujących akcji zbrojnej w Kraju. Gen. Sosnkowski, podobnie oceniając stan sprawy, wzmacnia depeszę z dnia powszedniego dwiema dalszymi, lecz nadal bez wyraźnego rozkazu:

„Do Dowódcy Armii Krajowej (z dn. 29 lipca 1944 r.): walka z Niemcami musi być kontynuowana w formie Burzy. Natomiast w obecnych warunkach politycznych jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się zamianie jednej okupacji na drugą. Wasza ocena sytuacji niemieckiej musi być bardzo trzeźwa i realna. Pomyłka pod tym względem kosztowałaby bardzo wiele. Trzeba jednocześnie skupić wszystkie siły polityczne, moralne i fizyczne dla obrony przeciwko aneksyjnym planom Moskwy”.

Do szefa sztabu gen. Kopańskiego (30 lipca 1944 r.)

„Jeszcze raz powtarzam: jestem w obecnych warunkach politycznych bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sensem z konieczności byłaby zamiana jednej okupacji na drugą. Rada Ministrów nie powinna obradować nad powstaniem, nie znając przebiegu rozmów w Moskwie. Nie otrzymałem od p. Generała meldunku o treści narad rządowych, w których Pan generał brał udział osobiście, w szczególności o tym, jaki jest plan i cel podróży moskiewskiej”.

CZYTAJ DALEJ

8 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawa jest kwestia poniesionych przez Niemców strat. Zainteresowani dotrą do źródła przekłamań. Mnie rozbawiło, że JKM tak zwykle spostrzegawczy nie zastanowił się jak to możliwe, że niemal bezbronni powstańcy, bez żadnego doświadczenia wojskowego (o bojowym nie wspomnę), ginący pod gruzami domów ostrzeliwani przez artylerię, bombardowani, rozstrzeliwani natychmiast po dostaniu się do niewoli, umierający z braku lekarstw itd. potrafili jednak stworzyć bilans strat 2:1. Jeśli jednak pozna się prawdziwe liczby to dopiero człowiek kamienieje ze zgrozy i wtedy naprawdę trudno jest go przekonać do tezy za Powstaniem.

  2. „…jeśli człowiekowi…każemy fechtować się…– to nazywamy tego człowieka herosem”

    A guzik! Jeśli walczy dlatego, że mu „każemy”, to jest lemingiem. Walczący w Powstaniu Warszawskim walczyli w znacznej części z własnej woli, powodowani nienawiścią do Szwaba, ale po części walczyli też dlatego, że urobiono im mózgi w bogoojczyźnianym etosie. Prała mózgi ta sama Sanacja, która sama z roli ugrupowania rządzącego kompletnie się nie wywiązała, zaprzepaszczając państwo, elity narodu i substancję materialną.

    Kto się chętnie godzi na rolę „kamienia na szaniec”, proponowaną przez nawiedzonych nieudaczników, ten jest lemingiem, a nie herosem. Walczyć należy po to, jak to dosadnie powiedział generał Patton, żeby to to „ten biedny sukinsyn po drugiej stronie” zginął za SWOJĄ ojczyznę!

    Jakkolwiek by to było niepopularne, tę brutalną prawdę o „herosach Powstania Warszawskiego” też należy głosić, żeby na przyszłość postępować (tak jako państwo, jak i jako jego obywatele) mądrzej.

    • Nic nie gorszy tak jak prawda. I nie łżyj, że WSZYSCY wiemy. Tekst jest z 2001 r. – ilu durni wychwalający wywołanie tej zbrodniczej masakry przez przeżartą agenturą jak baba wielkanocna rodzynkami (J. Mackiewicz) wie kim NAPRAWDĘ było to antypolskie bydlę o prawdziwym nazwisku Kicka?
      PS. Prawda przeciw światu lemingu!

  3. w Powstaniu Warszawskim ludzie walczyli z nienawisci do wroga i z wlasnej woli,i nie bylo kogos kto, by ich powstrzymal. Pan Korwin powinien sam przezyc kilkadziesiat lapanek, na kilkadziesat sposobow zostac zamordowanym, wyrzuconym z domu, przypadkowo powinien zostac rozstrzelany przez jakiegos szwaba, ktory chcial tylko przestrzelic swa bron, by ja oczyscic ze rdzy, wstawicc sie kilka tysiecy razy do transportu na wywozki do Niemiec, Powinien kilkaset razy stanac pod murem, by go rostrzelali z innymi zakladnikami za brak subordynacji wobec nowych ,,wladz,, i z radoscia przed tym jeszcze naniesc swoje nazwisko na listy zakladnikow itd.. Korwin, musisz sie przeniesc nie tylko mysla, umyslem , ale i cialem w tamte lata, stracic krewnych, odczuc bol, bezsilnosc, byc ponizanym i kazdego dnia czekac na smierc,m a wtedy moze zrozumiesz co odczuwali ludzie tamtych czasow i dlaczego to zrobili.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here