W opracowaniu „Powstanie Warszawskie” gen. Jerzego Kirchmayera (członka Sztabu Operacyjnego AK, współtwórcy planu „Burza”, skazanego przez komunistów na dożywocie) konkluzja zatytułowana jest jedynym właściwym słowem: KLĘSKA. Pozwolę sobie zacytować z tej książki kilkanaście myśli. Faktem najbardziej ogólnym i najbardziej bezspornym jest, że powstanie zakończyło się całkowitą klęską wojskową; polityczną i materialną. Nie trzeba przesłaniać tego faktu zwalaniem winy na innych: na Armię Radziecką, na rządy i dowództwa anglosaskie, na PKWN i I Armię Polską. Trzeba stanąć na stanowisku, że kto poniósł klęskę, ten jest winien, ponieważ jego przewidywania były mylne, ponieważ nie obliczył swoich sił, powziął zły plan działania, nie uwzględnił warunków czasu, nie wytrzymał nerwowo itp.

Powstanie było klęską wojskową. Nie tylko dlatego, że siły powstańcze zostały zniszczone – legły lub poszły w niewolę. Było klęską także dlatego, że poniesione straty nie stały w żadnym stosunku do osiągniętych wyników.

Nie znaczy to oczywiście, że Niemcy nie ponieśli dotkliwych strat i że powstanie nie przysporzyło im znacznych kłopotów. Miało to jednak tylko znaczenie lokalne. (…) Powstanie bowiem wybuchło i trwało w ciągu nieledwie półrocznego zastoju w działaczach wojennych na obszarze Polski. Samo zaś przez się było zbyt słabe, ażeby mogło ruszyć front z wiślanych posad. Toteż operacyjnie powstanie nie miało prawie żadnego znaczenia i trzeba to sobie wyraźnie i otwarcie powiedzieć. Miało tylko pewne znaczenie ujemne dla Niemców pod względem taktycznym, czysto lokalnym i przejściowym. (…) Warszawa została opanowana przez Armię Radziecką dopiero w sto dni po upadku powstania, dopiero w połowie stycznia 1945 r. Powstanie nie przyspieszyło zatem ani o jedną godzinę wyzwolenia Warszawy. Dopiero w tym świetle rysuje się ogrom poniesionej klęski – nieuzasadnionej i niepotrzebnej (gen. Kirchmayer myli się – gdyby powstanie wybuchło np. 6 stycznia 1945 r., przypuszczalnie przyspieszyłoby wyzwolenie o kilka dni; tak więc jego wybuch w sierpniu de facto opóźnił wyzwolenie Warszawy.)

Powstanie było klęską polityczną. Jej widomym objawem była dezorientacja polityczna i szybki rozkład sił kierowniczych, które powstanie wywołały i wzięły za nie odpowiedzialność. Powstanie było bowiem epopeją bohaterską, ale zarazem polityką bez historii. (…) Brak realizmu u autorów powstania sprawił, że w ostatecznym wyniku było ono działaniem politycznie bezprzedmiotowym.

Powstanie było wielką klęską materialną. Twierdzenie, że Warszawa zostałaby zniszczona także w wypadku, gdyby powstania nie było, nie jest uzasadnione. Niemieckie postanowienie zniszczenia Warszawy wiąże się ściśle z wybuchem powstania. Stahel, wysłany przez Hitlera do Warszawy, nie miał zadania zniszczenia miasta przed wkroczeniem do niego Armii Radzieckiej. Nie ma też śladów, ażeby Niemcy powzięli konkretnie taką decyzję przed 1 sierpnia 1944 roku. Nie została zniszczona Praga, lecz tylko poważnie uszkodzona w ścisłym związku z działaniami wojennymi. Jest natomiast faktem, że ze wszystkich większych miast polskich zostało zupełnie i w sposób zorganizowany zniszczone tylko to miasto, w którym wybuchło powstanie. Do tego należy dodać – bagatela! – ok. 12 tys. zabitych (i wielu okaleczonych) powstańców. Z punktu widzenia moralnego nie musimy ich żałować: sami dobrowolnie zgłosili się do AK (część do NSZ lub AL, które też – choć bez entuzjazmu ich dowództw – włączyły się do Powstania!). Z punktu widzenia państwowego i narodowego jest to jednak strata najbardziej energicznej i odważnej części młodzieży, która (wyszkolona pozytywistycznie, a nie romantycznie) mogłaby w tragicznych latach 1948-1955 przeciwstawiać się stalinizmowi.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

  1. O ile mi wiadomo, jednym z celów Powstania było uchwycenie przyczółków mostowych i utrzymanie mostów na na Wiśle. Gdyby to się udało, to Sowieci mogli by przejść Wisłę i „wyzwolić” Warszawę zanim Stalin zdążył by im tego zabronić. Dowództwo powinno było bardziej skupić się na tym celu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here