fot. Adrian Grycuk (CC BY-SA 3.0)

W 1989 roku, po tzw. „pierwszych wolnych wyborach”, napisałem o czymś, co ludzie przeoczyli. Otóż w październiku 1956 roku na ulicach panował entuzjazm. Ludzie płakali z radości, tańczono, śpiewano, skazani na śmierć wychodzili z cel, ich oprawcy albo w panice wyjeżdżali do Izraela, albo sami (co prawda na dość krótko) w tych celach lądowali. Tymczasem po tym „słynnym przewrocie” na ulicach (przynajmniej w Warszawie) widziałem raczej niepokój, zagubienie – i żadnej, absolutnie żadnej radości czy entuzjazmu.

Bo ludzie nic nie wiedzieli o oszustwie „Okrągłego Stołu” – ale intuicyjnie czuli, że niewiele się zmieniło.

I ludzie mieli rację. Była to wyreżyserowana przez bezpiekę zmiana – tak jak poprzednio z Bieruta na Gomułkę, z Gomułki na Gierka, z Gierka na Rakowskiego (tu już nie tajne działania bezpieki, tylko otwarta interwencja wojska). Po czym z Rakowskiego zrobił się Mazowiecki, potem Tusk itd. Mimo to ludzie nie przyjmowali do wiadomości, że zostali oszukani. Podobno łatwiej jest człowieka oszukać niż przekonać, że dał się on jak idiota oszukać politycznym cwaniakom. Ludzie uwierzyli, że to „10 milionów członków „Solidarności” zmusiło reżym do ustąpienia”. A Korwin-Mikke głosi fantastyczne spiskowe teorie.

Rzeczywiście: to wszystko, co ja mówiłem i pisałem, to były hipotezy, Tak jak Cuvier na podstawie kości napięstka odtwarzał cały wygląd jakiegoś tygrysa szablastego czy innego kopalnego stwora – tak samo ja na podstawie ułamkowych faktorów rekonstruowałem procesy z tamtych lat. I nieustannie przekonywałem się, że miałem rację. Niestety, nie żyjemy w czasach szacunku dla umysłu. Od człowieka, który ogromnym wysiłkiem umysłowym przy pomocy wiedzy z kilku fragmentów kości odtworzy całość zwierzęcia, wyżej ceni się chama, który zamiast myśleć i dedukować, bierze łopatę, dwa lata pokopie – i po prostu odkryje dobrze zachowany egzemplarz takiego stwora. I choć ten wygląd potwierdza słuszność teorii – bohaterem tłumu nie jest ten teoretyk, tylko ten kopacz…

I oto dziś po raz bodaj czwarty odsłaniają się absolutne dowody, że to wszystko była wyreżyserowana komedia, a p. Lech Wałęsa był po prostu marionetką bezpieki. Proszę jednak zauważyć, że obrona postkomunistów oparła się na ostatnim okopie Nieświętej Trójcy: na twierdzeniu, że p. Wałęsa istotnie na początku donosił na kolegów – ale przecież tym większa jest jego zasługa, że mimo to wyrwał się, odmówił dalszej współpracy (co jest w aktach) – i wreszcie „obalił komunizm”.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here