W klasycznej teorii przyjmuje się, że wszystko powinni robić ludzie prywatni, natomiast dwie rzeczy co najmniej – wojsko i policja – powinny być państwowe. I tak to na razie wygląda. Jeśli jednak odważymy się spojrzeć na sprawy tak, jak mają się one faktycznie, to otrzymujemy obraz przerażający. Armie państwowe są obecnie z reguły wojskami z poboru. Jest to okropność: droga, niewydajna machina – i nie ma po prostu o czym mówić. Wojsko musi być ochotnicze i zawodowe.

Jednak nawet tam, gdzie armie są zawodowe – i w tych częściach armij, w których pracują zawodowcy – mamy świadectwa wielkiego braku kompetencyj i wielkiej niesprawności. Nikt nie zaprzeczy, że sztab Royal Air Force to instytucja całkowicie zawodowa. Jednak liczba wynalazków, jakie sztab ten kwalifikował do prób – zwłaszcza w porównaniu z liczbą pożytecznych wynalazków, które z mety odrzucono – jest wymowna; w sztabie siedzieli biurokraci, nie umiejący podejmować ani właściwych, ani szybkich decyzji.

Uważniejsze przeczytanie pamiętników marszałka Slessora wskazuje, że RAF nie miał najmniejszego pojęcia, co właściwie warto bombardować w Niemczech – i zrzucał bomby na oślep albo na cele cywilne. Nawiasem pisząc: po zniszczeniu Hamburga produkcja na potrzeby wojska w tym mieście wzrosła (bo rzremieślnicy, którzy potracili warsztaty pracy, zgłosili się do fabryk zbrojeniowych…).

Co gorsze, obliczono (ale dopiero po wojnie…), że bomby zrzucane przez Brytyjczyków kosztowały więcej, niż wyniosły straty, jakie przeciętnie wyrządzały Niemcom, Innymi słowy: każdy kolejny udany nalot przybliżał klęskę… Wielkiej Brytanii!

Gdy czyta się pamiętniki Alberta Speera, Reichsministra gospodarki, widzi się dokładnie to samo: bałagan i niekompetencję. Co prawda tam czynnikiem zakłócającym był sam Hitler, który podejmował głupie decyzje za swoich generałów (np. pierwszy na świecie odrzutowy myśliwiec, który mógłby bezkarnie rozbijać bombowce Aliantów, kazał przerobić na bombowiec, który z trudem zabierał kilka bomb – a z uwagi na dużą szybkość mniej dokładnie trafiał nimi w cel). Jednak sami generałowie nie byli wiele lepsi.

Wojny prowadzone przez aparaty państwowe trwają długo i są nieskuteczne. Natomiast dosłownie kilkuosobowe grupki dobrze uzbrojonych i mających dostateczną motywację przestępców (prywatna armia) osiągały znakomite wyniki. W szczególności gang z Medellín długi czas (10 lat) utrzymywał się w walce z całą armią kolumbijską, wspomaganą przez technikę, samoloty i dwie dywizje amerykańskie. Świetlisty Szlak walczył skutecznie z armią peruwiańską, a „Che” Guevary nie umiała miesiącami wytropić armia boliwijska. W Złotym Trójkącie w Indochinach prywatna armia producentów narkotyków od ćwierć wieku jest niepokonana – choć znęceni bogactwem atakowali ją sąsiedzi: Burma i Syjam, przy pomocy regularnych wojsk.

Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że armie państwowe są nieudolne. O tym, że są cholernie drogie, że intendenci wojskowi kradną na potęgę (a marnują bodaj jeszcze więcej) – wie każdy, kto zetknął się z państwowym wojskiem. I dlatego szanujący swe bezpieczeństwo i pieniądze kraj powinien wynająć sobie wojsko prywatne.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

  1. Świetnym przykładem jest rozbicie rebelii w Sierra Leona przez nieliczną grupę najemników z firmy Executive Outcomes. Siły ONZ przez długi czas niczego nie osiągnęły (kosztując miesięcznie 40 krotnie więcej niż EO, które sprawę szybko załatwiło, przy stratach własnych: jeden ranny w nogę).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here