Na terenie Polski walczą ze sobą wpływy dwóch cywilizacyj: europejskiej i azjatyckiej. Te wpływy przechodzą przez nas wszystkich – i w I poprzek duszy praktycznie każdego mieszkańca kraju J położonego pomiędzy Bugiem i Nysą Łużycką czy miedzy Niemnem a Odrą. Nie mam tu zamiaru biadolić, jak niektórzy nasi historiozofowie, że Polska przejmując (prawem kaduka zresztą) od Wielkiego Księstwa Litewskiego Ruś (a jeszcze wcześniej: wchodząc w alians z Litwą!), „zaraziła się” wschodnią mentalnością. Stało się – i koniec. Zresztą – być może ważniejsze było to, że potem nas przyłączono… Trudno. Jesteśmy, jacy jesteśmy – i wychodząc z tego punktu, powinniśmy zmierzać do powrotu na łono cywilizacji europejskiej.

Trzeba tylko zdać sobie sprawę: ku czemu zmierzamy – i czym różnią się te dwie cywilizacje czy, ogólniej, typy mentalności, bo np. prof. Feliks Koneczny rozumiał przez „cywilizację” ściślej określony zespół cech i wartości. Tu zatrzymam się na jednej: stosunku do „swoich”.

Zacznijmy od przykładu:
Jestem – powiedzmy – policjantem w Nowym Jorku.
Zatrzymuję kierowcę za jakieś średnio poważne wykroczenie. I oto okazuje się, że kierowca ten jest Polakiem. W tym momencie bardzo się staram, by w jakikolwiek sposób nie faworyzować tego człowieka; w gruncie rzeczy każdy może liczyć na jakąś tam pobłażliwość – ale nie Polak właśnie! Podobnie wstydziłbym się popierać jakoś swoją rodzinę – i bynajmniej nie jestem wyjątkiem: pamiętam jak syn sąsiadów skarżył się, że w klasie „nie ma życia”, bo lekcje prowadzi jego matka i szczególnie surowo ocenia jego wiedzę i zachowanie…

(Swoją drogą: samo powierzenie klasy matce jednego z uczniów jest zaprzeczeniem zasad naszej cywilizacji…)

Jednakże sądzę, że przeciętny Polak w Nowym Jorku oczekiwałby od policjanta-Polaka jakiegoś szczególnego traktowania. Więcej: czytałem w prasie Polonusów, że powinniśmy właśnie brać przykład z Żydów, którzy często-gęsto popierają się – i w efekcie często dochodzą do sukcesów w Stanach Zjednoczonych. Co jest otwartym nawoływaniem, byśmy porzucili resztki naszej kultury – i przeszli na metodę azjatycką!

Tymczasem – dziwna rzecz: Polacy są (po Żydach wprawdzie) na drugim miejscu, jeśli idzie o średni dobrobyt w USA! Przy tym Żydzi wyraźnie górują tam, gdzie nie ma jasnych i sprecyzowanych kryteriów – w sztuce, krytyce, nauce, publicystyce, polityce – oraz w finansach. Co oznacza, że w pozostałych dziedzinach Polacy muszą mieć nad nimi sporą przewagę. A trzeba wziąć pod uwagę, że polska inteligencja emigrowała rzadko – natomiast żydowska bardzo często! Ten względny sukces finansowy prostych, ciemnych i nieokrzesanych Polaków należy przypisać temu właśnie, że nie polegali na „znajomościach” – lecz walczyli na wolnym rynku. Z uporem, oszczędzając – i ciężko pracując.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

  1. Nie ma czegoś takiego jak cywilizacja europejska i azjatycka, pisane w l. poj.. Nie wiadomo właściwie o co chodzi. Czy chodzi o cywilizację stworzoną przez Europejczyków (i odpowiednio Azjatów) czy o występującą na terenie Europy (Azji). W obydwu wypadkach jest w tych pojęciach fałsz. Mamy co najmniej dwie cywilizacje europejskie: łacińską i bizantyńską. Nie sądzę, aby na serio można było mówić o duchu cywilizacji europejskiej. Łacińska różni się jednak znacznie od bizantyjskiej, także w stosunkiem do nepotyzmu! W Azji jest kilkanaście odrębnych cywilizacji. Tutaj wysnuwanie jakieś wspólnego ducha jest po prostu głupawe. Gdy ktoś mówi mi o wpływach azjatyckich, to zazwyczaj pytam się czy chodzi mu o wpływy turańskie, arabskie czy może buddyjskie, chińskie, japońskie albo indyjskie. A jak indyjskie, to o którą z co najmniej kilku występujących na terenie Indii cywilizacji chodzi. Następnie ze spokojem obserwuję tzw. głupią minę adwersarza. Jeżeli JKM powołuje się na Feliksa Konecznego to trzeba być konsekwentnym i zastosować jego klasyfikację cywilizacji. A tak wyszedł groch z kapustą. Co prawda JKM próbuje później ratować sytuację, piszą np. o ‘bliższej Azji”. Zabawne przypomina mi to powiedzonko Kisiela o socjalizmie. JKM najpierw tworzy głupawe definicje cywilizacji, a następnie bohatersko je poprawia!
    Zwrócę jeszcze uwagę na pewien fakt. JKM pisze o „.. Polska przejmując (prawem kaduka zresztą) od Wielkiego Księstwa Litewskiego Ruś (a jeszcze wcześniej: wchodząc w alians z Litwą!), „zaraziła się” wschodnią mentalnością. Stało się – i koniec. Zresztą – być może ważniejsze było to, że potem nas przyłączono…”
    Dla tych którzy nie znają pewnych aberracji w rozumieniu polskiej historii wyjaśniam, że słówko „przyłączono” oznacza rozbiory oraz utworzenie na Kongresie Wiedeńskim tzw. Królestwa Polskiego pod panowaniem Romanowych (a więc nagą przemoc) i skonfrontowanie tego z „prawem kaduka” użytym do określenia pokojowych procesów historycznych związanych z unią polsko-litewską.
    Niezależnie jednak od tych korwinowskich śmiesznostek, to w sprawie stosunku do „swoich” ma całkowitą rację.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here