fot. http://www.ugle.org.uk/

Podczas pobytu w Londynie wpadłem na dwie godziny do budynku UGLE, czyli Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii. Wygląda jeszcze bardziej imponująco niż na zdjęciach. Na szczycie figuruje Pięcioramienna Gwiazda (w kolorze złotym, na szczęście – a nie Czerwonym). Budynek został wzniesiony na 250-lecie utworzenia … Wielkiej … Loży w 1967 roku – i można odnieść wrażenie, że masoni się przeinwestowali, a ich liczebność i energia maleją. Tu i ówdzie nie są wprawiane zbite szyby, a budynek wewnątrz robi wrażenie, jakby od 50 lat w niego już nie inwestowano. Jest wszelako naprawdę imponujący.

Tak trochę przy okazji: okazuje się, że tajność lóż brytyjskich nie istniała przez większość ich historii. Już w 1799 roku, po doświadczeniach rewolucji francuskiej, Parlament zakazał działalności rozmaitych wywrotowych organizacyj, ze związkami zawodowymi na czele. Jednak masoni zdołali wytłumaczyć Wilhelmowi Pittowi (ówczesnemu premierowi), że angielscy masoni są (w przeciwieństwie do francuskich) podporą Tronu i Ołtarza – i Parlament pozwolił im działać. Jednak raz do roku sekretarz każdej loży musiał przedstawiać miejscowemu Sędziemu Pokoju dokładny spis członków loży, wraz z wiekiem, adresem i uprawianym zawodem. Parlament odwołał to postanowienie dopiero w 1967 roku, czyli niecałe 40 lat temu. Znamienne, że właśnie po parunastu latach od tego momentu zaczynają się pojawiać oskarżenia o to, że masoni się korumpują, popierają wzajemnie wbrew zasadom moralności itd. Być może jednak poczucie, że się jest kontrolowanym, pomagało brytyjskim masonom utrzymać organizację w dyscyplinie?

Wejście główne jest, oczywiście, nieczynne – ale wchodzi się z boku zupełnie wygodnie.

Przy wejściu umundurowany portier wręczył mi identyfikator oraz skierował do biblioteki i muzeum -na I piętrze – zapewniając, że jest tam szatnia. Gdy wchodziłem na górę, założywszy kapelusz, dogonił mnie prosząc stanowczo o zdjęcie kapelusza; to jednak jest świątynia! Na górze było dość pusto, po obszernych korytarzach czasem przemykał jakiś mason. Z rozczarowaniem stwierdziłem, że nie tylko wpuszczane są tam kobiety (przy mnie weszło do muzeum kilku Włochów z żonami), ale nawet dwie panie pracują w bibliotece. Ech – wszystko się wali… Ogromna sala Muzeum robi naprawdę wrażenie. Tysiące eksponatów, wliczając w to jednego b. Wielkiego Mistrza w stroju obrzędowym (z wosku, jak żywy) – i odznaki, sprzęty – naprawdę, warto obejrzeć. Zwiedzenie tego to, oczywiście, ładne parę dni. W niektóre miejsca profanów nie wpuszczają.

W bibliotece próbowałem wypożyczyć dziełko z 1850 roku – traktujące o historii masonerii szkockiej, z uwzględnieniem „Mark masonry”. Niestety – okazało się, że książka gdzieś akurat zaginęła. I wygląda na to, że zaginęła rzeczywiście, gdyż oboje bibliotekarze byli szczerze zafrasowani i pokazali mi, gdzie stała. Pewno kradną… Ech – wszystko się wali… Nie widziałem też, aby, co podałem za londynek.net, „Co godzina jeden z pracowników muzeum prowadził zwiedzających krętymi korytarzami do ukrytych w głębi gmachu sal”. Być może dlatego, że przez większość czasu byłem jedynym zwiedzającym. Ale pojadę jeszcze raz, to znajdę więcej czasu i sobie obejrzę. A tej sali nie widziałem.

Wspomnianą książkę chciałem przeczytać, gdyż wspominała o „Masonerii Znaku”. Do tej pory o niej nie słyszałem. Gdy wyjaśniłem bibliotekarzowi, że właśnie dlatego ta książka mnie inTERESUJE, TEN ZROBIŁ DZIWNĄ MINĘ I SPROWADZIŁ jakiegoś gentlemana – najwyraźniej wyższego stopniem masona, który dość starannie zniechęcał mnie do poruszania tego tematu – tłumacząc, że masoneria dzieli się na rozmaite gałęzie – a ta „Masoneria Znaku” to taka boczna, nieważna gałąź – taka płożąca się przy ziemi – wyjaśnił obrazowo. Rzecz jasna, nic nie mogło mnie bardziej zachęcić do dalszych poszukiwań, które okazały się nad podziw łatwe. Na stronie: należącej do Prowincjonalnej Wielkiej Loży Masonów Mistrzów Znaku w Hertfordshire, znalazłem wyjaśnienie, że jest to niejako konkurencja dla Królewskiej Bramy (dosł.: „Królewskiego Łuku”, „Królewskiego Sklepienia”).

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here