Pan Janusz Reiter, były ambasador RP w Bonn, a także dyrektor reżimowej fundacji Centrum Stosunków Międzynarodowych, w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” powiedział, że Polska nie przystępuje do NATO po to, by i Niemcy mieli nas bronić przed Rosjanami. „Byłby to scenariusz z zupełnie innych czasów. Rosja nie stanowi dziś militarnego zagrożenia dla Polski”. W takim razie powstaje pytanie: po co Polska przystępuje do NATO???

Gdy odbywały się hece z okazji akcesji do Paktu, byłem w Gdańsku. Władze z tej okazji zaprosiły Lud na Długi Targ – gdzie Lud, obejrzawszy pokaz sztucznych ogni, pobił się o darmową grochówkę i pyfko. I w gruncie rzeczy były to jedyne większe emocje odnotowane przeze mnie z tej okazji.

Myślę, że dzieje się tak, gdyż Polacy słusznie uważają, że skoro zagrożenia ze strony Rosji nie ma, to nie ma powodu, by cieszyć się z dodatkowych – i to dużych – wydatków. Sądzą też, że gdyby Rosja (która praktycznie z Polską nie graniczy) zagroziła Polsce, to Amerykanie i tak do zajęcia Polski by nie dopuścili – natomiast wcale nie są pewni, czy po podpisaniu Paktu, gdy zmienią się układy sił między państwami (a kiedyś się zmienią…), USA dotrzymają go, jeśliby – na przykład – Rosja oświadczyła, że wchodzi w alians antyamerykański z Chinami – ale może wejść w antychiński z USA… za cenę Polski. Nie są pewni – i słusznie, bo nie wiadomo, kto wtedy będzie rządził w Stanach Zjednoczonych – a Amerykanie są pragmatykami.

Ponadto w przypadku konfliktu z Rosją Amerykanie na pewno nas nie opuszczą… ale UK i Francja też nas w 1939 roku nie opuściły. Mimo to było nam ciężko. A teraz może być znacznie ciężej: nie istnieje żaden system chroniący terytorium Polski przed rosyjskimi rakietami niosącymi ładunki atomowe (gdyby Rosjanom chciało się marnować kosztowne bomby na obrzucanie nimi naszych pożal się Boże instalacji wojskowych i zatruwanie terytorium mającego być ich przyszłą zdobyczą…). Gdy byliśmy w Układzie Warszawskim, taki (też pożal się Boże, ale jednak) system istniał!

Tak więc naród do góry nie podskakuje – choć przesunięcie militarne jest poważne. Jest to jednak zysk głównie dla Niemiec (które teraz są bezpieczniejsze) i Stanów Zjednoczonych (które teraz są silniejsze), a nie dla Polski; dlatego nas też jednomyślnie, mimo konieczności wydania sporej sumy pieniędzy, przyjęto. Dla nas to jest też korzyść – pytanie tylko, czy warta tych pieniędzy. Jednak teraz nie ma już o czym dyskutować: causa finita, będziemy lojalnym członkiem Paktu. By nie było niejasności: na ogół zajmuję stanowisko proanglosaskie. Także – przy ostrej krytyce kierunku, w jakim zmierza ustrój Stanów Zjednoczonych – wolę USA od Rosji czy Unii Europejskiej. Ale nie przeszkadza mi to w obiektywnym patrzeniu na rzecz samą – i, podobnie jak szeroka publika, nie podskakuję z radości.

Wydaje się, że potrzebna jest III wojna światowa, byśmy wreszcie przestali dyskutować o pozostałościach drugiej. Dalej na tapecie jest sprawa p. Heleny Wolińskiej-Brusowej, która w 1950 roku podpisała nakaz aresztowania śp. gen. Augusta Fieldorfa (ps. „Nil”); Sąd Najwyższy oddalił jej odwołanie, co umożliwia staranie się o (beznadziejną zresztą) ekstradycję.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here