Gdy któregoś z naszych polityków zapytać, od czego by zaczął swoje urzędowanie, gdyby miał w Polsce władzę, ten odpowiada, iż zmieniliby podatki, dokonał nacjonalizacji lub prywatyzacji, uprościłby to i owo (lub skomplikował), wymienił ludzi (zawsze na uczciwych…) – a jeśli jest bardzo dalekowzrocznym politykiem, to rozpocząłby od próby zmiany obyczajów, bo żadna konstytucja nic nie znaczy, gdy obyczaje są zdeprawowane. Natomiast Mistrz Kong-Cy, zwany w Polsce Konfucjuszem, odparł na to pytanie: „Rozpocząłbym od naprawy nazw”. Jest to myśl niesłychanie głęboka.

Człowiek widzi świat nie takim, jaki on jest – tylko takim, jaki może opisać. Dyskusje między filozofami dotyczą kwestii, czy „rzecz sama w sobie” jest poznawalna, czy nie – jednak człowiek zawsze z „rzeczy samej w sobie” wybiera tylko skończoną liczbę cech, które poznaje i może opisać. Immanentną cechą klawiatury komputera, na którym piszę, jest to, czy jego obudowa od wewnątrz, po polizaniu, jest lekko kwaśna lub lekko zasadowa – ale do głowy mi nie przychodzi, by opisywać klawiaturę pod tym kątem (acz np. żyją na niej zapewne jakieś roztocza, dla których ta właśnie sprawa jest ważna, natomiast układ klawiszy zupełnie obojętny).

Punkt widzenia jest ważny przy podejmowaniu decyzyj.

W starym dowcipie suczka mówi do psa: „Nauczyłam mojego pana nowej sztuczki: ilekroć staję na dwóch łapkach, podaje kawałek kiełbasy”. Ta interpretacja jest jawnie nieprawdziwa (stąd bierze się dowcip) – ale inne? Na sali tanecznej panowie proszą panie. Jest kwestią interpretacji, czy powiemy: „Dzięki temu mężczyźni mają prawo wyboru, a kobiety muszą pokornie na ich wybór czekać” – czy też: „Dzięki temu kobieta nigdy nie jest narażona na odmowę – ani na taniec z kimś, kto nie bardzo ma na to ochotę”. Kwestia nazwy…
Używane nazwy narzucają nam punkt widzenia świata. Gdy np. czytamy w podręczniku, że „walczący o niepodległość Polski Józef Piłsudski zdobył na rządzie carskim znaczne sumy, które przeznaczył na dalszą walkę o wolność”, lub też wysłuchujemy w telewizji, jakim wspaniałym i dzielnym człowiekiem był Janosik – to zupełnie inaczej widzimy świat, niż gdyby w podręczniku było: „Walczący o wprowadzenie w Polsce rządów socjalistycznej biurokracji Józef Piłsudski urządził napad rabunkowy na pociąg pod Bezdanami, zabijając niewinnych ludzi i przeznaczając zdobyte pieniądze na potrzeby swojej partii”, a w TVP pokazano, jak zrozpaczeni górale bezsilnie uganiają się po Podhalu za bandytą, który porywał im owce (czego ślady zostały w oryginalnej pieśni: „Hej bystra woda, bystra wodzicka/ pytało dziewcę o Janicka /…/ Hej powiadali, hej powiadali/ hej, ze Janicka porubali/ Hej porąbały go Orawiany/ Hej, za owiecki, za barany…).

CZYTAJ DALEJ

14 KOMENTARZE

    • Czasami postępowcy burzą się na określenie „pederasta”, twierdząc iż oznacza ono pedofila. Tak było istotnie w XIX wieku ale słowo już dawno zmieniło znaczenie i według słowników jeszcze sprzed kilkunastu lat oznacza męskiego homoseksualistę. Tym niemniej, jako człowiek spolegliwy, zgadzam się uprzejmie na używanie tradycyjnych określeń i pederastów nazywam wtedy sodomitami. Myślicie, że postępowcy są zadowoleni?

    • Gej spolszczone ang. gay = wesołek lub homoseksualista. Zgodnie z ust. o jęz. polskim nie wolno używać terminów obcojęzycznych, jezeli istnieje ich polski odpowiednik. No ale kto w Polsce przestrzega jakis tam ustaw. Chyba, że komuś trzeba by było „dowalić”.

  1. Bardzo dobry tekst. Nazwy powinny mieć swoje jednolite znaczenie zrozumiałe przez każdego, bo inaczej są tylko własną interpretacją zjawiska. Jest jeszcze jedna o wiele ważniejsza rzecz. Mianowicie zrozumienie, że nazwy to tylko nazwy i nic więcej. Nie są one w stanie oddać rzeczywistości. Mogą ją tylko próbować zawrzeć w ograniczonych definicjach, ale zawsze będą to definicje niepełne i nie oddające całości istoty. Dla komunikacji jednak są niezbędne. Natomiast człowiek wolny od nazw nigdy nie da się zmanipulować choćby za 20 lat dokonano kolejnych manipulacji w nazwach na potrzeby konkretnego reżimu.

    Wolność od nazw i zrozumienie, że nie są one niczym więcej niż próbą opisania nieuchwytnego jest sprawą wagi zasadniczej. Ujednolicenie nazw jest natomiast jedynym możliwym środkiem zrozumiałej komunikacji. Obie rzeczy są ważne i warte poznania.

  2. Ważniejsze od „geja” jest stawianie znaku równości między Europą i Unią Europejską. Niestety zdarzało mi się znaleźć cos takiego nawet w „Najwyższym Czasie”. Na tym portalu natomiast nazwano neonazistów („Obywateli Rzeszy”) skrajną prawicą.

    • Przepraszam, nie zauważyłem, że to nie Wolność24 (wszedłem tu przez link na tamtym portalu), a Czas Historii. „Skrajna prawica” w w. w. znaczeniu pojawiła się na W24.

    • NAJWAŻNIEJSZE, że historię piszą zwycięzcy! Tak więc nazywają jak chcą. Jeśli Korwin chce zmieniać pojęcia na uczciwe to MUSI niemal każdego ważnego przywódcę nazywać BANDYTĄ.

      To, że Hitler jest bandytą wynika wyłącznie z tego, że przegrał, gdyby wygrał byłby u nas w Madrycie, Warszawie czy Moskwie wielkim niemieckim bohaterem, który wyzwolił Rosję, Polskę itp. z rządów słowiańskich podludzi. Może by potem wyzwolił nasze odwiecznie niemieckie ziemie w Pekinie spod okupacji japońskiej?

      Przede wszystkim państwo to MAFIA do ściągania haraczy, a ci „bohaterowie” to bandyci, którzy napadają innych, wprowadzają swoje prawo i robią to legalnie. Tak więc Korwin podziwia mafiozów i bandytów za to, że byli skuteczni, nazywając dobrem zło.

  3. Akurat naprawa nazw to wyjątkowo głupi pomysł. Z nazwami jest podobnie jak z cenami na wolnym rynku; tworzą się one w drodze swobodnej wymiany myśli i pojęć. Nie można tego ani zarządzić ani przeprowadzić odgórnie. Jest to niewykonalne, a wszelkie próby w tym kierunku pachną komunizmem. Najlepszym dowodem na niemożność przeprowadzenia takiego zamierzenia jest to, co się dzieje z współczesnym lingua franca, językiem angielskim. Nie tylko ciągle pojawiają się w nim nowe słowa, ale i dotychczas używane wciąż nabierają nowych znaczeń. Ktoś, kto chciałby się trzymać pierwotnie ustalonych znaczeń, zostałby po prostu w tyle za postępem i przestałby rozumieć, co się do niego mówi i być rozumianym. Rozumiem, ze JKM chciałby sobie ułatwić, bo nie nadąża, ale to jest niewykonalne.

    • Mylisz się. To własnie współczesne nazwy zostały wprowadzane odgórnie by wspomnieć wyżej wymienionego „geja”, „Roma” czy „Afro-Amerykanina”. To akurat samo w sobie jest obojętne, dopóki nie represjonuje się za używanie nazw tradycyjnych. Natomiast te nazwy, o których pisał Mike obojętne nie są i maja określony cel. Jaki? Odsyłam do jego artykułu.

    • Zupełnie nie rozumiesz o co chodzi. A chodzi nie o przywrócenie starej nomenklatury, ale o jasne ustalenie co znaczy dane określenie. Lewactwo wykorzystuje to mieszać w głowach i uniemożliwić myślenie i artykułowanie poglądów. Jak nie wiesz co znaczą słowa których używasz nie możesz dyskutować i o to im chodzi.

  4. A propos geja. Najlepiej używać staropolskiego słowa mężołożnik albo samcołożnik. Są jeszcze inne określenia z greki homoseksualista skrócone na homoś albo waginosceptyk.
    Idąc tropem myślenia Korwina. Można pisać bandyta napadający na bank, a można i napisać żołnierz wyklęty.

  5. Bardzo dobry i wartościowy artykuł.

    Lata temu pewien już niestety świętej pamięci Bernardyn w naszym mieście wygłosił kazanie o kłamstwie i oszukańczej mowie, podając przykłady, jak np. „wyprowadzenie majątku”, czy „mijanie się z prawdą”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here