Dzieje się coś naprawdę dziwnego… Zmieniła się sytuacja geopolityczna. Naszym sąsiadem od wschodu jest obecnie Ukraina. Utrzymanie niepodległości Ukrainy (a także Białorusi i Litwy) jest kamieniem węgielnym polskiej racji stanu – bo to zapewnia nam dobre stosunki z Rosją. Tak nawiasem: w czasach PRL-u byłem oskarżany (przez prokuraturę) o działania wrogie w stosunku do Związku Sowieckiego. Konkretnie właśnie o to, że chciałbym Ukrainę, Białoruś, Litwę, Łotwę i Estonię (a także okręg królewiecki!) od ZSRS oderwać. Odpowiadałem, że przeciwnie: po oderwaniu tych ziem od ZSRS nasze stosunki z Sowietami by się poprawiły, bo nie mielibyśmy wspólnych granic, a za to wspólnych wrogów. Nic tak nie cementuje przyjaźni…

Nie wiem dlaczego, ale prokurator zupełnie, ale to zupełnie nie podzielał mojego poglądu, że kieruje mną przyjaźń do ZSRS… Niestety dokładnie tak samo nie jestem rozumiany obecnie. 95% polskich polityków chce niepodległości Ukrainy, kierując się wrogością do Rosji! A ja uważam, że mamy obecnie znakomitą okazję, by nawiązać z Federacją Rosyjską dobre stosunki. Jak to powiedział śp. Tomasz Jefferson: „Pokój, handel i szczera przyjaźń ze wszystkimi narodami – wiążące alianse: z nikim!”. I dokładnie to samo działa w drugą stronę – z nikim nie powinna nas „łączyć” wiążąca nienawiść.

Tymczasem mamy w Polsce zadawnioną niechęć do Rosji, a obecna ekipa czuje się najwyraźniej zobowiązana, by ją pielęgnować i rozwijać. Po części z powodów wyborczych – po części jako pachołkowie Stanów Zjednoczonych, które znów obrały kurs antyrosyjski. Otóż niezależnie od motywów, wszyscy powinni przejmować się sytuacją na Ukrainie. Przecież rozpad tego państwa spowodowałby najprawdopodobniej, że wróciłaby granica polsko-rosyjska i pojawiłoby się poważne zagrożenie. JE Włodzimierz Putin ma zapewne, jako KGB-ista, grubą skórę – ale też III Rzeczpospolita robi, co może, by mu za tę skórę zaleźć. I kto wie? Może piastuje w głowie myśl, że skoro Polacy tak Rosji nienawidzą – to może by dać im do tego jakiś prawdziwy powód? Bo na razie żadnego powodu nie ma.

Otóż na Ukrainie dzieje się właśnie coś niesłychanego. P. Michał Saakaszwili, były prezydent Gruzji, wylądował jako reformator na Ukrainie. Niestety zajął się polityką lokalną, w okręgu odeskim – i oczywiście darł koty z tamtejszym establishmentem. W efekcie stracił nerwy, powiedział parę słów za dużo – i… został pozbawiony ukraińskiego obywatelstwa. A niewdzięczna Gruzja domaga się wydania go, bo zrobił tam naprawdę dużo dobrego – nawet bardzo dobrego – ale przy okazji coś tam mu się przykleiło podobno do łapek, jakieś demonstracje porozpędzał, pozadzierał z masą ludzi…

I oto ten człowiek, Michał Bez Ziemi, pozbawiony obywatelstwa gruzińskiego i ukraińskiego, przywódca partii o jednoprocentowym poparciu – bezczelnie przekracza granicę z Polską (nota bene nikt nie wie, na jakiej zasadzie przepuściła go III Rzeczpospolita), przełamuje się przez barierę ukraińskiego specnazu (czy oni tam nie mają ostrych nabojów?), ścigany jako przestępca konferuje z burmistrzem Lwowa (pod osłoną batalionu „Donbas”!), organizuje w kolejnych miastach wiece – a ludność, widząc, że władza jest kompletnie bezradna, coraz bardziej entuzjastycznie go wita! Po czym p. Saakaszwili jedzie bezczelnie do Kijowa, domaga się dokumentu odbierającego mu obywatelstwo – i tego dokumentu nie chcą mu dać, bo najprawdopodobniej w ogóle nie istnieje! P. Nina Burdanadze – była współpracownica p. Saakaszwilego, obecnie wrogo doń nastawiona – oświadcza: władze Ukrainy nie umieją ująć jednego człowieka; p. Poroszenko może już żegnać się z posadą. Istotnie – w takiej sytuacji trzeba uznać, że to państwo istnieje tylko teoretycznie.

Spoiwem każdego państwa jest ideologia jego elity. Ludzie rządzący krajem muszą mieć jakąś wspólną ideologię, w imię której gotowi są walczyć. Tymczasem najwyraźniej jedynym spoiwem ukraińskiej elity jest chęć robienia ogromnych, a za to mało uczciwych interesów. W imię takiej ideologii nie tylko nie będą rzucać się na barykady – ale nawet nie wydadzą rozkazu zastrzelenia p. Saakaszwilego! Wśród ukraińskich oligarchów jest jednak kilku mających ręce zabrudzone również ludzką krwią. Czyżby czuli oni swoisty szacunek dla tego odważnego człowieka – a mieli już tyle nakradzionych i zgromadzonych w zagranicznych bankach pieniędzy, że po prostu nie chce im się podejmować jakichś drastycznych kroków? A może sprawa jest prostsza? Jak pamiętamy, była już ambasadoressa USA w Kijowie wydała jakieś gigantyczne pieniądze na wspieranie „Majdanu” i innych ruchów. Ponieważ p. Saakaszwili jest najprawdopodobniej agentem jakichś służb amerykańskich, być może niewidzialny parasol nad nim rozpościerają amerykańskie pieniądze, usuwające mu też z drogi rozmaite przeszkody?

A najbardziej zadziwiające w tym jest, że ta wyprawa samotnego rycerza przeciwko oligarchii nie spotyka się z żywym zainteresowanie polskich mediów, które powinny przecież aż huczeć! Nawet moje tweety i wpisy na FaceBooku budzą znacznie mniejsze zainteresowanie niż wpisy na inne tematy! Jest to coś kompletnie, ale to kompletnie niezrozumiałego! Może coś się niedługo wyjaśni?

Spoiwem każdego państwa jest ideologia jego elity. Ludzie rządzący krajem muszą mieć jakąś wspólną ideologię, w imię której gotowi są walczyć.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułUpadek kołchozów
Następny artykułKunktator, to człowiek mądry, a nie opieszały
Janusz Korwin-Mikke
Założyciel i prezes ugrupowań politycznych: Unii Polityki Realnej, Wolności i Praworządności oraz Kongresu Nowej Prawicy. Poseł na Sejm I kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here