Korwin-Mikke: Spiskowcy. Agenci obcych mocarstw na czele państw. Polityka nigdy już nie będzie taka sama

Zacznijmy od pytania: jeśli w jakimś państwie organizuje się spisek przeciwko Władzy – spisek, którego realizacja musi potrwać dłuższy czas – jakie jest w międzyczasie podstawowe zadanie spiskowców? Odpowiedź brzmi: przekonywać Władzę, że żadnego spisku nie ma! W związku z czym, zgodnie z podstawową w rachunku prawdopodobieństwa regułą Bayesa, jeśli grono ludzi, z których część jest w dodatku podejrzewana o udział w spisku, zaczyna starannie wyśmiewać i deprecjonować „spiskową teorię dziejów”, to prawdopodobieństwo, iż gdzieś tam dojrzewa spisek – ROŚNIE!
Co oczywiście nie oznacza, że spiskowcy mogą WSZYSTKO – a więc „spiskowa teoria dziejów” wszystko wyjaśnia. Oznacza tylko, że jakieś „spiski” istnieją – i jakieś agentury działają. W monarchii obce państwa z reguły usiłują umieścić agentów w otoczeniu monarchy – z dużym zazwyczaj powodzeniem. Jednak decyzje podejmuje sam Władca – a (jak do tej pory – ale genetyka czyni postępy!) nie umiemy genetycznie zmutować następcy tronu w życiu płodowym, by urodził się jako agent… Dlatego monarchia dziedziczna zawsze może przeciwstawić się agenturze.

Inaczej jest w republice. W ostatnich latach I Rzeczypospolitej od agentów obcych państw aż się roiło – ale (i na tym polega różnica) sam Stanisław August Poniatowski Rex był de facto carskim agentem. Przy okazji był również masonem – co powodowało rozdarcie jego duszy, gdyż masoneria występowała zawsze przeciwko „despotyzmowi monarchów”. Stąd próba zastąpienia republikańskiego ustroju Polski – monarchią dziedziczną. To też tłumaczy, dlaczego obce państwa, z Rosją na czele, protestowały przeciwko tej Konstytucji: z chwilą ustanowienia monarchii dziedzicznej potomek króla mógłby sobie gwizdać na Moskwę – i nie dałoby się go zagenturyzować. Umiejętna propaganda (nie tylko masonerii, nie tylko…) spowodowała, że po I wojnie światowej w Europie i gdzie indziej zaroiło się od republik i demokracyj. Od tej poty nastąpił raj dla agentur. Przy tym wszystkim na scenę wszedł jeszcze jeden ważny czynnik: agentura własna. Jak już niejednokrotnie pisałem, gdy w państwie brak monarchy – choćby dyktatora! – to ktoś musi tym bałaganem rządzić.

Przy oczywistej niemocy parlamentu i nietrwałych rządach rolę tę przejmuje ten, co ma informacje i możliwości wykonawcze – czyli MSW. Władza ustawodawcza – nominalnie Władza Najwyższa – nie ma żadnej możliwości, by kontrolować służby specjalne. Dlatego Polską może w tej chwili de facto rządzić oficer w stopniu majora (wtajemniczeni wiedzą, o kogo chodzi) – a raczej rządziłby, gdyby UOP nie zaczął się dzielić i rozpadać. Powiedzmy jeszcze raz: ktoś tym bałaganem powinien rządzić. W przeciwnym przypadku rządzić będą obce agentury – i los państwa zależeć będzie tylko od tego, czy ich siły są wyrównane… Wróćmy do historii po I wojnie. Polsce przytrafił się taki przypadek, że władzę objął agent cesarsko-królewski, „prowadzony” długie lata przez kpt. Józefa Rybaka – niejaki Józef Piłsudski.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here