Sytuacja w Sowietach zbliża się do punktu kulminacyjnego. Piszę to 21 lutego 1991 roku – od rozstrzygnięcia dzielą nas zapewne dwa dni. Rozpatrzmy sytuację w tym państwie. Przede wszystkim: ludność. Ogół ludności ma już zapewne wszystkiego dość: komunizmu, socjalizmu, wolnego rynku, spółek, przedsiębiorstw socjalistycznych, socjalistycznych banków unieważniających pieniądze, zagranicznych banków knujących spiski dające pretekst do unieważnienia tych pieniędzy, państwowych mennic drukujących pieniądze służące do ogołacania półek, a także pieriestrojki, głasnosti i p. Gorbaczowa.

Z nastroju ogólnego niezadowolenia korzystają nacjonaliści. Nad Gruzją powiewa czerwony sztandar z czarno-białym prostokątem. Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja, Ukraina… nawet Białoruś ma, jak się okazało, piękną biało-czerwono-białą flagę. Skrzykują się banderowcy (którzy nigdy nie widzieli zresztą Stefana Bandery), monarchiści rosyjscy (którzy nigdy oczywiście nie widzieli Cesarza), a też i basmacze. Narody instynktem wiedzione zwracają się ku religii…

Jednocześnie wewnątrz poszczególnych republik odzywają się Abchazi, Gagauzi, Poleszucy, Kozacy Siczowi, Polacy, Osetyńcy, Tatarzy – domagając się autonomii lub niepodległości. Jedynie Żydzi jakoś nie domagają się suwerenności dla swego okręgu narodowego umieszczonego przez Józefa W. Dżugaszwilego hen za Bajkałem – lecz przezornie zwiewają, dokąd się da. Wcale nie koniecznie do Izraela.

Wszystko to sprawia wrażenie chaosu. Wcale nim jednak nie jest.

Wystarczy uważnie przyjrzeć się ruchom ludności Eurazji (i nie tylko Eurazji) w ostatnich kilkudziesięciu latach, by dostrzec, że Drang nach Osten skończył się już dawno. Po okresie stabilizacji (lata 1860-1880) zaczął się Drang nach Westen, zwany przez Niemców Ostflucht, czyli ucieczka ze Wschodu. Wyjeżdżało się na Saksy, potem do Normandii, potem do Ameryki – a na miejsce Niemców przychodzą Polacy, na miejsce Polaków wkrótce zaczną napływać Sowieci, na pięty którym następują Turkmeni, za nimi zaś idą wielką masą Chińczycy.

Na miejscu p. prof. Krzysztofa Skubiszewskiego, zamiast martwić się o litery w paragrafach układów, które już wkrótce staną się nieważne wobec gwałtowności przemian, zamówiłbym w jakimś rozsądnym instytucie opracowanie pokazujące narastanie migracji ze Wschodu na Zachód. Procesy tego typu narastają zgodnie ze znanymi regułami statystycznymi – i do pewnego stopnia można przewidywać ich najbliższe natężenie. Pod warunkiem, że nie będzie się patrzeć „że Stasiek, że koń, że drzewo” – lecz spojrzy się z lotu ptaka.

Tyle o ludności. Mieliśmy jednak mówić o państwie, które pasożytowało na spokojnej i nieruchawej do tej pory ludności – a które zaczyna się rozsypywać, gdy ludność ta zaczyna się ruszać. Otóż szkieletem tego państwa jest, jak wiadomo, KGB (którym to mianem obejmuję również i inne służby o podobnym charakterze). Natomiast szkieletem zewnętrznym, pancerzem, jest Sowietskaja Armija (i Sowietskij Fłot oczywiście).

Podczas gdy ciało trawi gorączka, gdy poszczególne członki wykonują nieskoordynowane ruchy, gdy krwiobieg co i raz bywa zatkany – obydwa te szkielety praktycznie nie działają. Są bowiem pod kontrolą mózgu – a główną częścią owego mózgu jest jeszcze p. Michał Gorbaczow – człowiek, który swym niezdecydowaniem niewątpliwie doprowadza swe państwo do upadku. Jednak i wewnątrz mózgu narastają procesy ratunkowe. Pan Gorbaczow jest coraz bardziej izolowany, jego funkcje przejmują inne części mózgu. Sprawą kluczową jest ustalenie, wedle jakiego schematu mózg ten będzie pracował.

Do tej pory funkcjonował – teoretycznie przynajmniej – w myśl dyrektyw doktryny komunistycznej. Niezdecydowanie p. Gorbaczowa wynika niewątpliwie z tego, że brak mu klarownej ideologii. Tą ideologią, opanowującą mózg państwa, jego ciało polityczne (nie mylić z intelektualną elitą narodu!), jest socjaldemokracja.

Narodowe poglądy p. Aleksandra Sołżenicyna mogą przemawiać do mas. Klasa polityczna zabiega o przetrwanie państwa – i w tym celu uciec się musi do idei ponadnarodowych. Tymczasem zatrzymała się na etapie socjaldemokracji właśnie. Wiarę taką wyznaje większość czynnej opozycji; wyznaje ją również p. Borys Jelcyn, nie mogący się zdecydować na przejście na koncepcję p. Sołżenicyna, dopóki jest szansa zachowania całego Imperium.

Jednak paraliż mózgu powoduje, że pancerz i szkielet coraz bardziej zaczynają poddawać się impulsom z innych niż mózg ośrodków autonomicznego układu nerwowego. I tu występuje coś, co różni postkomunistyczne Sowiety od postkomunistycznej Polski. O ile w Polsce wojsko rozpaczliwie stara się zachować polityczną neutralność, (jednak, jakby co, wolałoby rozwiązania konserwatywno-liberalne), zaś policja jedynie lekko odchyla się od tego w kierunku dawnego ustroju – o tyle w Sowietach sytuacja jest inna, i to wyraźnie.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here