Protesty zorganizowane przy okazji wizyty Recepa Erdoğana nie mogą zmienić tego, że Turcja jest dla Polski potencjalnie jednym z najlepszych geostrategicznych partnerów w polityce zagranicznej.

Licząca niemal 80 milionów ludzi Turcja dysponuje armią, którą specjaliści uważają za drugą – po amerykańskiej – najsilniejszą armię NATO. Silny sojusznik, w dodatku blisko współpracujący z najważniejszym polskim aliantem (USA), to partner, którego nie można lekceważyć. Gdy w zeszłym tygodniu Recep Erdoğan wybrał się do Polski z oficjalną wizytą, jego przyjazdowi towarzyszyła demonstracja obrońców demokracji, w większości związanych ze skrajnie lewicowymi ugrupowaniami.

Przypominali oni, że rząd turecki regularnie łamie prawa człowieka, tłumi wolność słowa i niezależność prasy, a zbyt dociekliwych dziennikarzy wsadza do więzień. Wypominali również, że obecny rząd prowadzi Turcję w stronę autorytaryzmu i faszyzmu, a nie demokracji. Lewacy (tym razem „zapomnieli” wypomnieć Erdoğanowi jego politykę religijną) częściowo tym razem mieli rację: Turcja rzeczywiście nie podąża w stronę demokracji i łamie deklaracje praw człowieka, których jest sygnatariuszem. Jednak nie oznacza to, że kraj ten nie może być dla Polski poważnym partnerem na arenie międzynarodowej. Polityka, która jest cyniczną grą interesów, musi służyć wyłącznie budowaniu pozycji własnego państwa. Jeśli cel ten można realizować we współpracy z państwami o podobnych systemach wartości, to dobrze; jeśli nie, to trudno. A mało który kraj tak bardzo jak Turcja potrzebuje dobrej współpracy z Polską. I z mało którym krajem tak bardzo jak z Turcją dobrej współpracy potrzebuje Polska.

Problemy małe i duże

Czy interesy rządów obu krajów są gdziekolwiek sprzeczne? Tak. W naszym interesie z pewnością nie jest to, aby Turcja została członkiem Unii Europejskiej. Poszerzenie UE o kraj liczący 78 milionów muzułmanów, gardzących europejską cywilizacją i nastawionych na ekspansję islamu, z pewnością nie jest zbieżne z oczekiwaniami katolickiej Polski, która ponownie w swojej historii staje się „przedmurzem chrześcijaństwa”. Problemem w naszych wzajemnych relacjach może być również współpraca Turcji z Państwem Islamskim, na czym interesy finansowe robi sam Recep Erdoğan i jego synowie. Jeśli współpracę taką ujawnią zachodni dziennikarze (co może się stać, jeśli informacji takich dostarczy zachodni wywiad, w ramach gry z Turcją), wizerunek Polski – jako strategicznego partnera Turcji – może na tym ucierpieć. Kolejny problem to wspieranie – za tureckie pieniądze – zorganizowanej migracji tysięcy uchodźców z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Zarówno współpraca z ISIS, jak i wysyłanie na zachód rzeszy uchodźców stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego Polski. Mimo tych różnic są obszary, gdzie współpraca z korzyścią dla obu państw jest możliwa.

Wojsko, ropa i gaz

Blisko współpracująca z USA Turcja jest atrakcyjnym partnerem wojskowym dla Polski. Jest to ogromny potencjalny rynek zbytu dla polskiej broni i sprzętu wojskowego. Fabryki zbrojeniowe produkujące w Polsce – czyli kraju NATO – mogą łatwiej sprzedawać w Turcji broń i amunicję, gdyż nie obowiązują ich utrudnienia stosowane wobec koncernów zbrojeniowych spoza NATO. Brak polskiego lobbingu zbrojeniowego w Turcji w minionych latach był błędem kolejnych ekip politycznych, które skazywały polski przemysł zbrojeniowy na upadłość. Brak takiego lobbingu obecnie jest błędem obecnej ekipy, który można naprawić. Może się to również stać kartą przetargową w budowaniu wzajemnych relacji. Jest to o tyle istotne, że budżet Turcji na obronność rośnie z każdym rokiem, a zamówień na nową broń przybywa.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here