Drugą możliwość dalekosiężnej współpracy gospodarczej stwarzają zasoby ropy naftowej. W 2013 roku, gdy Turcją rządził już niepodzielnie Recep Erdoğan, rząd przeznaczył duże pieniądze na poszukiwania złóż ropy, co miało uniezależnić ten kraj od dostaw ropy naftowej z innych państw. Było też prztyczkiem w nos dla Rosji, z którą stosunki już wówczas nie układały się Ankarze dobrze, a która była głównym eksporterem ropy i gazu nad Bosfor. Polityka Erdoğana przyniosła rezultaty. Na terenie Turcji i współpracującego z nią Azerbejdżanu odkryto nowe, bogate złoża tego surowca i teraz trwają prace nad ich eksploatacją. W perspektywie najbliższych lat osłabi to pozycję i możliwość wpływu na decyzje polityczne Ankary dwóch głównych dostawców – Rosji i Iranu. To ostatnie było niewątpliwie na rękę USA – głównemu sojusznikowi militarnemu Turcji – które z Iranem utrzymują stosunki wrogie i były zainteresowane jego osłabieniem finansowym.

Ogromne złoża ropy i gazu w Turcji, odkryte w 2015 roku, stanowią łakomy kąsek dla Polski, która próbuje zdywersyfikować źródła dostaw surowca, aby uniezależnić się od Rosji. Ten potencjał będzie jeszcze większy, gdy upadnie ISIS i mocarstwa zaczną decydować o dalszych losach Iraku. Turcja, jako główny sojusznik USA w tej wojnie, z pewnością wytarguje dla siebie dostęp do części złóż ropy.

Trzeci obszar to gospodarka: rynek turecki to ogromne możliwości dla eksportu polskich produktów – choćby przetworów spożywczych, maszyn przemysłowych czy artykułów papierniczych. Turcja nie jest członkiem UE i nie obowiązują jej unijne regulacje. Z tego powodu może stosować politykę celną według własnego uznania (tzn. nakładać wysokie cła na produkty pochodzące z krajów, z którymi jej stosunki nie układają się dobrze). Dobre relacje z Polską mogłyby się przełożyć na niskie stawki ceł na polskie towary, co mogłoby zachęcić polskich producentów do eksportu swoich produktów nad Bosfor.

Geopolityczne wyzwania

Szansą na współpracę jest również obecna sytuacja geopolityczna Turcji, bardzo zbliżona do sytuacji Polski. Rządowi w Ankarze ostatnio bardzo źle układają się stosunki z Niemcami i Rosją. Berlin torpeduje jeden z głównych celów tureckiej polityki – integrację z UE, a rząd Angeli Merkel posunął się nawet do insynuacji o wpływaniu przez Ankarę na wyniki wyborów w Niemczech. Relacje z Rosją są złe z powodu prób Turcji uniezależnienia się od dostaw rosyjskiego gazu i rosyjskiej ropy oraz z powodu braku kompromisu wobec Syrii (Rosja popiera reżim Asada, którego Turcja nie chce). Jedno i drugie siłą rzeczy rysuje optymistyczne perspektywy współpracy pomiędzy rządami nad Wisłą i nad Bosforem. Dla Turcji z kolei strategicznym partnerem do współpracy w dziedzinie wojskowej, politycznej i gospodarczej są Stany Zjednoczone – główny sojusznik Polski. Zacieśnienie polsko-tureckiej współpracy odbyłoby się więc w tym samym gronie sojuszników i przeciwników.

Turcja walczy o swoje interesy w obszarach, w których polskie wsparcie może jej dużo pomóc. Najbardziej palącym z takim problemów jest sprawa Kurdystanu. Kurdowie – jeden z najliczniejszych narodów świata nie posiadających swojego państwa – próbują wykorzystać skomplikowaną sytuację na Bliskim Wschodzie i ogłosić niepodległość. Jedynym sposobem, aby to się udało, jest uzyskanie poparcia Stanów Zjednoczonych, które w tej sprawie nie zajęły ostatecznego stanowiska. Dla USA poparcie idei niepodległego Kurdystanu z jednej strony jest nie na rękę, bo może naruszyć dobre relacje z Turcją, z drugiej jest korzystne, bo osłabi pozycję coraz bardziej wzmacniającej się Turcji. Dla Polski sprawa Kurdystanu nie ma najmniejszego znaczenia.

To oznacza, że Polska mogłaby poprzeć stanowisko Turcji w sprawie Kurdystanu, oficjalnie powołując się na złą historię Partii Pracy Kurdystanu – de facto organizacji terrorystycznej. Poparcie stanowiska Turcji w tej sprawie wzmocniłoby jej pozycję w negocjacjach z innymi mocarstwami NATO – choćby z samym głównym rozgrywającym, czyli z USA, a przy tym – co ważne – odbyłoby się bez żadnego uszczerbku dla wizerunku Polski i dla jakiegokolwiek interesu. Tymczasem sprzeciw wobec idei niepodległego Kurdystanu jest gestem, za który Turcja mogłaby dużo zapłacić. Tak samo jak za próbę ocieplenia jej relacji z Unią Europejską, czego może się podjąć Polska – członek UE.

Polska oczywiście nie powinna popierać akcesji Turcji do UE. Może jednak wykorzystywać różnice w stanowiskach rządów dla swoich korzyści. Choć rozszerzenie UE o muzułmańską Turcję jest przeciwne polskim interesom, nasz kraj może przecież oficjalnie się do tego nie przyznawać i podjąć się roli pomocnika Turcji w odbudowie jej relacji z Unią (dbając przy tym o to, aby za bardzo się one nie poprawiły). Do tego może dołożyć poparcie stanowiska Turcji w sprawie Kurdystanu, co dla Ankary jest sprawą strategicznie ważną, a dla Polski nie ma najmniejszego znaczenia. W zamian Polska może wytargować korzystne warunki współpracy gospodarczej, w tym kontrakty zbrojeniowe na najbliższe lata i specjalne ułatwienia dla polskich eksporterów. Oczywiście nadal pozostaną punkty, gdzie współpraca nie będzie możliwa. Tyle że polityka polega na realizacji własnych interesów, czyli budowaniu silnej współpracy w tych obszarach, gdzie jest ona możliwa, i przyjęcie do wiadomości faktu, że zawsze w stosunkach międzynarodowych pewne problemy pozostaną nierozwiązane.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here