Arcybiskup wileński Audrys Bakcis fot. Wikipedia CC 3.0 autor: kapeksas

Kościół katolicki na Litwie w okresie sowieckim i postsowieckim, gdy stała się ona niepodległym państwem, nie odnosił się do Polaków życzliwie. Czas płynie, a Polacy nadal nie są mile widziani jako jego wierni.

Tendencje nacjonalistyczne w Kościele litewskim dały o sobie znać w okresie wybijania się Litwy na niepodległość, gdy ordynariuszem diecezji wileńskiej był w latach 1989-1991 abp Julijonas Steponavičius. Wykorzystując patronat tego nacjonalisty w sutannie, który mimo sowieckich represji pozostał polakożercą, litewscy księża pokazali od razu, co potrafią.

W odzyskanej katedrze zabroniono odprawiania Mszy Świętych w języku polskim, uważając, że mogą się w niej odbywać tylko nabożeństwa w języku litewskim. W wielu typowo polskich parafiach litewscy księża usuwali język polski z kościołów. Jako przykład mogły służyć Ausieniszki w rejonie trockim, gdzie ksiądz, mimo iż wierni odmawiali modlitwy w czasie Mszy Świętej po polsku, on prowadził ją po litewsku.

Odmawiał także Polakom udzielania po polsku sakramentów. Nie chciał ich m.in. w ojczystym języku spowiadać. Nie dopuszczał też dzieci do Pierwszej Komunii, jeżeli te nie znały modlitw po litewsku. Proboszcz w Święcianach także wyeliminował język polski z nabożeństw, usunął też z Mszy Świętej modlitwę za Ojca Świętego, mówiąc parafianom: „To wasz Ojciec. Mnie nic do niego!”.

Abp Steponavičius nie reagował na te fakty. Zdarzało się też, że przenosił księży Polaków z dużych polskich parafii do mniejszych, by prowadząc duszpasterstwo w języku polskim, nie wyrządzili zbyt dużych strat „litewskiej sprawie”.

Gdy w 1991 roku arcybiskupem wileńskim został Audrys Bačkis wydawało się, że coś zmieni się na lepsze. Wielkiej rewolucji polscy parafianie nie doczekali, ale dostojnik kościelny przynajmniej zaakceptował fakt, że wśród wiernych archidiecezji nie tylko są Polacy, ale także że stanowią oni najbardziej religijną jej część. Przestał zwalczać ostentacyjnie język polski i dopuścił jego stosowanie w duszpasterstwie. W Wilnie np. w każdej parafii, w której mieszkają Polacy, wprowadził Msze Święte w języku polskim.

1 KOMENTARZ

  1. A wszystko przez to, że Kościół uległ presji protestantyzacji wprowadzając msze w całości prowadzone w językach narodowych. To pociągnięcie, które miało treści sakralne przybliżyć wiernym — wprowadza tylnymi drzwiami spory narodowościowe w krąg takich spraw, wobec których księża muszą się opowiedzieć.

    Gdyby pozostał przy łacinie — Kościół mógłby ze spokojem sumienia wyłączyć się z owych tarć na tle narodowościowym, stwierdzając, że są to kwestie świeckie, i jego nie dotyczą. I wspomnieć tu trzeba też fakt taki, że gdy w średniowieczu Kościół zaczął ekspansję na coraz to szersze obszary Europy, to rozprzestrzenianie wraz z nim łaciny, stającej się językiem iście międzynarodowym było niezwykle istotnym aspektem uniwersalistycznym, cywilizacyjno-twórczym, budującym na całym kontynencie poczucie, że są sprawy łączące bardziej, niż dzieliły jakieś partykularyzmy. To, że po łacinie mówiły wtedy niemal powszechnie górne warstwy społeczeństwa, sprzyjało wymianie zarówno kulturowej, jak i (w stopniu niemal tak ważnym, jak obecnie) naukowej.

    Czytam: „W (…) katedrze zabroniono odprawiania Mszy Świętych w języku polskim, uważając, że mogą się w niej odbywać tylko nabożeństwa w języku litewskim.” — odrzucenie łaciny wprowadziło element narodowościowy do obszaru wiary, niepotrzebnie! No i tak na marginesie: jak Kalemu ukraść krowę, to źle, ale gdy Kali ukradnie, to… dobrze? Wszak msze w Polsce, prowadzone w języku tej, czy innej mniejszości — nieodmiennie niepokoić będę nas, gospodarzy tej ziemi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here