Krajom bałtyckim, czyli Litwie, Łotwie i Estonii, grozi powolne wymieranie. Sytuacja demograficzna jest największym zagrożeniem dla ich niepodległego bytu. Społeczeństwa tych krajów najzwyczajniej się kurczą, a tereny się wyludniają. Proces ten, choć z różnym natężeniem, trwa we wszystkich trzech krajach od momentu rozpadu ZSRS i nic nie wskazuje, by miał się zakończyć. Wprost przeciwnie – nasila się coraz bardziej.

Negatywne zmiany demograficzne najbardziej rzucają się w oczy w Estonii. Wsie np. znikają dosłownie w oczach. 327 estońskich wsi liczy mniej niż… trzech mieszkańców, a kolejne 102 zupełnie nie mają stałych mieszkańców i praktycznie rzecz biorąc, powinny zostać skreślone z listy miejscowości. Liczba mieszkańców zwiększa się tylko w stołecznym Tallinie. Narwa i Kohtla-Järve straciły w ostatniej dekadzie po 10 tys. mieszkańców.

Według najnowszych danych demograficznych, Estonia miała 1 stycznia br. 1.286.540 obywateli. Oznacza to, że w porównaniu z 2015 rokiem straciła kolejnych 7915 osób. W sumie zaś w porównaniu z 1991 rokiem Estonia straciła 270 tys. mieszkańców. Przyczyną tego stanu rzeczy jest ujemny przyrost naturalny i migracja ludności.

Łotwa również ma problem. Czasy, w których miała prawie 2,7 mln mieszkańców, należą już niestety do przeszłości. W 2015 roku liczba ludności republiki spadła poniżej 2 mln, osiągając 1,978 mln ludzi! Tylko w latach 2000-2012, gdy łotewska demografia sięgnęła dna, liczba ludności Łotwy zmniejszyła się o 340 tysięcy. Najbardziej liczba ludności zmniejszyła się w latach 20092010. Odnotowano wtedy spadek o 84,4 tys. osób. Tylko jedno miasto na Łotwie poza stolicą ma ponad 100 tys. mieszkańców. Trzecia na liście Lipawa ma 77 tysięcy.

Na Litwie też nie lepiej

Na Litwie też nie jest lepiej z demografią. Zaczęło tam ubywać mieszkańców jeszcze w końcówce ZSRS. Ogółem w ciągu ostatnich 25 lat Litwa straciła prawie 900 tys. mieszkańców. Proces ten trwa nadal. W minionym roku Litwę zamieszkiwało tylko 2,872 mln osób. Według Europejskiego Urzędu Statystycznego kraj zajmuje pierwsze miejsce wśród krajów najbardziej wyludniających się na naszym kontynencie. Obecnie jest gorzej, niż przewidywał Eurostat (agencja zakładała, że w 2015 r. na Litwie będzie mieszkać 2,945 mln ludzi). W 2060 roku na Litwie może mieszkać niecałe 2 mln ludzi! Niektórzy eksperci oceniają jednak, że poniżej 2 mln liczba obywateli Litwy spadnie już za 15-20 lat. Z badań socjologicznych wynika, że aż 28,9 proc., czyli prawie jedna trzecia mieszkańców Litwy, myśli o emigracji. Jedyną przeszkodą w urzeczywistnieniu ich planów jest tylko możliwość znalezienia za granicą odpowiedniej pracy.

Z Litwy uciekają przede wszystkim młodzi, dla których nie jest ona dostatecznie atrakcyjna. Nie chodzi im bowiem o dostanie pracy jako takiej, bo z tym na Litwie nie ma większych problemów, ale o znalezienie pracy atrakcyjnej, gwarantującej odpowiedni standard życiowy. Litwini, którzy wyemigrowali, w nowych krajach zakładają rodziny i tam rodzą się ich dzieci. Litewscy socjolodzy są zszokowani, że co szóste dziecko litewskie rodzi się poza granicami ojczyzny. Ten fakt ma ogromne znaczenie. Oznacza bowiem, że te dzieci na Litwę najpewniej nie wrócą.

Polaków też ubywa

Polaków na Litwie również ubywa. W momencie rozpadu ZSRS było ich na Litwie 258 tysięcy. W 2011 roku, podczas spisu powszechnego, do polskości przyznało się tylko 200 tys. mieszkańców republiki. W 2014 roku, według Departamentu Statystyki Litwy, liczba Polaków spadła do 165 tys. osób. W bardzo krótkim czasie ubyło prawie 85 tys. Polaków. To bardzo dużo! Działacze polscy uważają, że drugi spis, podający liczbę 165 tys. osób, jest nieprawdziwy, bo przeprowadzający go posłużyli się inną metodologią niż przy spisie powszechnym, ale i tak spadek liczby ludności polskiej jest bardzo duży. Polacy z Litwy też emigrują, szukając miejsca dla siebie. Zdecydowana większość z nich nie wyjeżdża też do Polski, która nie ma dla nich oferty, ale na Zachód. Mają paszporty litewskie, w których ich nazwiska napisane są po litewsku. Nie ma w nich danych o narodowości jego posiadacza. W statystykach zarówno litewskich, jak i kraju, do którego wyemigrowali, figurują jako Litwini.

Oceniając sprawę z polskiego punktu widzenia, musimy mieć świadomość, że jeżeli emigracja z Litwy będzie trwać, to za kilkanaście lub najdalej za kilkadziesiąt lat Wileńszczyzna jako zwarte skupisko polskie przestanie istnieć. Trzeba się zastanowić, czy Polska jako kraj może coś zrobić, żeby ten proces zatrzymać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here