Mieszkająca w Puławach Eugenia Barbara Bona z domu Religa urodziła się 22 grudnia 1929 r. we Włodzimierzu Wołyńskim. Mimo iż miała 10 lat, gdy wybuchła wojna, doskonale pamięta swoje dzieciństwo i życie w II Rzeczpospolitej. W niektórych wydarzeniach uczestniczyła osobiście, inne zna z opowieści i listów swojej najbliższej rodziny.

Mój tato Ignacy Religa był zawodowym wojskowym – wspomina. – Urodził się on w 1901 r. w powiecie Opatów jako syn Michała i Józefy. Ukończył siedem klas szkoły powszechnej. W domu otrzymał solidne wychowanie katolickie i patriotyczne. Już jako młody chłopiec brał udział w rozbrajaniu żołnierzy austriackich. 1 listopada 1918 r. wstąpił do I Lubelskiego Pułku Piechoty, przemianowanego później na 23 Pułk Piechoty.

Ze swym pułkiem, mając 18 lat, przebył całą wojnę polsko-bolszewicką. 20 sierpnia 1920 r., jak wynika z zachowanych dokumentów, został skierowany do 13 Pułku Artylerii Lekkiej. Następnie przeniesiono go do 27 Pułku Artylerii Lekkiej. Pełnił w nim służbę jako podoficer w stopniu ogniomistrza aż do 1 września 1939 r., gdy wraz ze swymi kompanami wyruszył na wojnę. Pułk stacjonował we Włodzimierzu Wołyńskim. W opinii przełożonych o moim ojcu z 16 lipca 1938 r. można przeczytać m.in.: „Bardzo dobry podoficer taborowy, bardzo sumienny, pracowity i energiczny. Pełen inicjatywy i zapału”.

Mieszkaliśmy we własnym dużym domu, zbudowanym przez moich rodziców na działce koło koszar przy ul. Uściłuckiej. Moja mama miała na imię Franciszka, a pochodziła z rodziny Cieślińskich. Miałam starszego brata Edwarda. Nasz dom był duży, murowany, kryty blachą. Całe obejście było ładnie urządzone, przed domem znajdował się ogród z klombem, rosły drzewa. Sam dom miał cztery pokoje, duży przedpokój i dwie kuchnie. Jak na warunki wołyńskie był to duży i ładny dom. Rodzice prowadzili też gospodarstwo rolne. Dziadek Władysław Cieśliński, pomimo że był włodzimierskim mieszczaninem z dziada pradziada, posiadał sporo ziemi na obrzeżach miasta i obdzielił nią wszystkie swoje dzieci, których miał sześcioro. Za domem były zabudowania gospodarcze, stajnia dla koni, obora dla krów i chlew dla świń, kurnik dla ptactwa. Mama sama nie dałaby rady z obrządkiem tego wszystkiego, więc rodzice na stałe wynajmowali dziewczynę Julkę, która pomagała mamie w codziennych czynnościach. Tata rano zakładał mundur i szedł na służbę – wspomina pani Eugenia.

W domu Religów panowała atmosfera wojskowa. Brat Eugenii, Edek, tak jak ojciec, chciał zostać zawodowym wojskowym. Ten zabierał Edka na każde ostre strzelanie baterii na poligon do Powurska. Edek często chodził do ojca do koszar. Chłonął panującą w nich atmosferę, co jego mamie nie zawsze się podobało, bo wiadomo, że słownictwo żołnierskie na salony za bardzo się nie nadaje. Eugenia do wojny zdążyła ukończyć trzy klasy szkoły powszechnej. W 1939 roku, gdy wybuchła wojna, jej ojciec nie poszedł na front. Część kadry została w koszarach, gdzie miały być tworzone rezerwowe jednostki.

Nalot na Włodzimierz

– Dla mnie początek wojny kojarzy się z wielkim nalotem na Włodzimierz Wołyński i koszary – kontynuuje Eugenia Bona. – Pamiętam, że bardzo się tego wystraszyłam, uciekłam gdzieś pod płot. W ogóle samolotów bardzo się bałam. Tuż przy koszarach znajdowało się małe lotnisko, na którym często lądowały duże płatowce. Jak zniżały lot, to przelatywały tuż nad naszym domem, co mnie zawsze przerażało. Nie pamiętam, jak doszła do nas informacja o tym, że Sowieci napadli na Polskę od wschodu, wkraczając na Kresy 17 września. Do Włodzimierza dotarli chyba 19 września 1939 r. Wojsko stawiało im gdzieś wcześniej opór, tak że do miasta z początku nie wchodzili. Podeszli jednak pod koszary. Ojciec nad ranem udał się do koszar i w oddali zobaczył maszerujący oddział. Jak później opowiadał myślał, że to nasze wojsko. Spokojnie więc równym krokiem maszerował dalej. Nagle minął go jakiś rowerzysta i krzyczy: „Człowieku! Gdzie ty leziesz w tym mundurze, przecież to Sowieci!”. Ojciec natychmiast cofnął się i schronił w domu. Sowieci na szczęście go nie zauważyli. Gdy przybył do Włodzimierza duży oddział pod dowództwem gen. Mieczysława Smorawińskiego, ojciec od razu się w nim zameldował.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here