Gen. Smorawiński uznał, że z Sowietami nie należy walczyć i należy wycofać się za Bug. Szkoda mu było krwi żołnierskiej, która jeszcze może się przydać. Podjął rozmowy z Sowietami, którzy zgodzili się, by wojsko, które zgromadziło się w koszarach pułku, w którym służył ojciec, złożyło broń i w szyku wojskowym odeszło za Bug. Słowa, rzecz jasna, nie dotrzymali. Gdy wojsko złożyło broń i ustawiło się czwórkami w kierunku Uściługa, Sowieci pozwolili mu przejść bardzo krótki odcinek. Cała kolumna została otoczona. Następnie zapędzono ją do koszar. Tu oddzielono szeregowców od oficerów i podoficerów. Szeregowców zwolniono, a oficerów i podoficerów uformowano w kolumnę i pognano w kierunku Łucka.

– Tata też szedł w tej kolumnie – wspomina Barbara Bona. – Edek, mój brat, na ulicy zobaczył tę kolumnę. Widział, że maszeruje w niej ojciec. Przybiegł zaraz z tą wiadomością do mamy. Pamiętam, że wpadł do domu z krzykiem: „Mamo, daj mi duży nóż, pójdę zabić Sowieta, ojca poprowadzili!”. Mama oczywiście nigdzie go nie puściła. Wiedziała, że Sowieci by się z nimi nie patyczkowali. Jak mi później ojciec opowiadał, maszerowali do Łucka cały dzień. Prowadzono ich pod bagnetami, nie dając nic do jedzenia i picia. W Łucku zakwaterowano ich przy stacji, w rowach i na peronach. Ojciec obtarł bardzo nogi i nie mógł iść. Jakiś oficer sowiecki ulitował się nad nim i pozwolił mu iść do szpitala, by założyli mu opatrunek. Obiecał oczywiście, że wróci. Po drodze spotkał jakiegoś kolejarza, który doradzał mu, że skoro Sowieci go wypuścili, to powinien wiać, gdzie pieprz rośnie, i za nic im nie ufać, bo po nich można się spodziewać najgorszego. Tato długo się nie zastanawiał, bocznymi drogami ruszył w stronę Włodzimierza. Musiał jednak uważać, bo był przecież w mundurze.

Na szczęście natrafił na jakimś polu na stracha na wróble. Wziął z niego jakieś stare, potargane i połatane palto, jakieś spodnie. I tak na niewiele to się zdało, bo jak spotkali go Ukraińcy, polujący na Polaków, to mówili: „Ty wojskowy, twoja morda podobna na oficera”. Jakoś jednak go nie zaczepili. Obtarte nogi bolały go jednak bardzo i wyszedł na trasę, licząc, że uda mu się zatrzymać jakiś środek transportu, który go podwiezie. Spotkał także Żyda-bałagułę, który zajmował się przewożeniem na wozie ludzi. Wiózł on na wozie bieżeńców, czyli uciekinierów z Warszawy. Na Wołyń przyjechali samochodem, ale tu zabrakło im paliwa. Porzucili więc auto i różnymi środkami lokomocji usiłowali się dostać z powrotem. Na razie Żyd wiózł ich do Włodzimierza. Ojciec poprosił tych bieżeńców, żeby go podwieźli. Żyd-woźnica nie chciał ojca zabrać. Patrzył na ojca podejrzliwie, od razu poznając w nim żołnierza. Ci bieżeńcy coś mu jednak dołożyli i zgodzili się go zabrać. Ojciec zaproponował im w zamian, że ma we Włodzimierzu duży dom, w którym wszystkich przenocuje. Gdy ojciec dotarł do domu, zastał matkę w rozpaczy. Jak tylko go zabrali, to ryczała bez przerwy. Nie sądziła, że go jeszcze zobaczy. Pamiętam, że jak ojciec przekroczył próg, to mu się od razu rzuciła na szyję.

Nigdy nie zapomnę jej radości. Ugościła oczywiście należycie tych bieżeńców. Do stołu nie chciał zasiąść ten Żyd-bałaguła, który oświadczył, że ma tu swojego znajomego Żyda, u którego się zatrzyma. Mama sobie też przypomniała, że po drugiej stronie ulicy mieszkał Żyd Ajszpan. U niego właśnie się zatrzymał. Gdy kolacja w naszym domu się rozkręciła, do naszych drzwi zaczęło burzyć dwóch milicjantów – jak się okazało, ściągniętych przez tego Żyda, który złożył donos, że ojciec uciekł z konwoju i wrócił do domu. Jeden z nich był Ukraińcem, a drugi Żydem. Zaczęli przeprowadzać w naszym domu rewizję. W trakcie przeszukania w piwnicy znaleźli szereg rzeczy ukrytych przez mamę. Odkryli również mundur galowy ojca z medalami. Od razu powiedzieli do ojca, żeby się ubierał, bo go zabierają. Matka zaczęła błagać tych milicjantów, żeby zostawili ojca, bo jak go wezmą, to już nie wróci… Ukrainiec zaczął ulegać namowom matki, ale ten Żyd był twardy. W końcu jednak i on zmiękł. Ojciec został w domu – wspomina p. Eugenia.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here