Demonstrcja zwolenników zjednoczenia fot. PAP/EPA autor: Dmintru Donu

W Kiszyniowie wciąż trwa dyskusja na temat zjednoczenia Mołdawii z Rumunią. Temat nie jest wprawdzie nowy, bo regularnie wraca przy różnorakich okazjach – i to nie tylko w stolicy Mołdawii, ale i w Bukareszcie. Na razie niewiele z tego wynika. Niemniej jedno jest pewne: po obu stronach Prutu mieszka ten sam naród. Zjednoczenie obu państw jest więc prawdopodobne.

Dyskusje o przyłączeniu Mołdawii do Rumunii ponownie rozgorzały w Kiszyniowie. O zjednoczeniu tych państw mówi się już od bardzo dawna. Od pewnego czasu bardzo mocno lansuje tę kwestię obecny prezydent Rumunii Klaus Iohannis, wspierany przez Partię Narodowo-Liberalną, której wcześniej był przewodniczącym. W ostatnich dniach ugrupowanie to przedstawiło strategię zjednoczenia obu państw.

Koncepcja ta zakłada utworzenie wspólnej przestrzeni społeczno-ekonomicznej, a także przestrzeni informacyjnej, otwarcie rumuńskiego rynku pracy dla mieszkańców Mołdawii, zwiększenie wsparcia Rumunii dla mołdawskich środków masowego przekazu, w tym m.in. państwowej telewizji. Mołdawskie media mają wpierać w społeczeństwie rozwój tych wartości, które składają się na „rumuńską tożsamość”.

Dokument ten zakłada też tworzenie podstaw prawnych umożliwiających formowanie przez oba państwa wspólnej policji i żandarmerii. Jest to oczywiście tylko projekt i nie wiadomo, czy uzyska on poparcie w parlamencie. Jego autorzy nie zamierzają jednak kierować go tylko do rządzącej klasy politycznej.

Chcą odwołać się do całego społeczeństwa Rumunii, a także do wszystkich sił politycznych republiki. Inicjatorzy tego pomysłu mówią wprost: nadszedł czas, aby uporać się z problemem besarabskim.

Także były prezydent Rumunii Trajan Basescu przypomina, że jeden naród znalazł się w dwóch państwach, bo tak kiedyś zdecydowali Hitler i Stalin. Podkreślił jednak, że aby przezwyciężyć tę sytuację, Rumuni z obu brzegów Prutu muszą chcieć ponownie żyć w jednym państwie. Jeżeli zadeklarują taką wolę, to nikt nie będzie w stanie zatrzymać całego procesu – nawet Moskwa.

Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach. Obecny prezydent Rumunii mimo swojego zjednoczeniowego entuzjazmu, podkreśla, że sytuacja jest do załatwienia dopiero wtedy, gdy zarówno w Mołdawii, jak i w Bukareszcie nastąpi stabilizacja polityczna i ekonomiczna, a Mołdawia dodatkowo spełni wszystkie warunki niezbędne do jej przyjęcia do Unii Europejskiej. Z jego wypowiedzi można wnosić, ze na zjednoczenie obu państw przyjdzie nam jeszcze poczekać…

Partnerstwo z Bukaresztem
Niektórzy obserwatorzy sugerują, że to czekanie może potrwać nawet 20 lat. Bukareszt nie chce działać metodą faktów dokonanych i nie wychodzi przed unijną orkiestrę. Zjednoczenie obu państw nastąpi dopiero po przyjęciu Mołdawii do UE i NATO. Perspektywa ta nie odpowiada części klasy politycznej Mołdawii. Uważa ona, że odkładanie kwestii na bliżej nieokreśloną przyszłość może całą sprawę pogrzebać.

W Kiszyniowie przestało się wprawdzie mówić o Rosji jako strategicznym partnerze, a zaczęło się mówić o Rumunii, ale z tego, zwłaszcza w sferze ekonomicznej, dla Mołdawii niewiele wynika. Rumunia niestety jest państwem ekonomicznie zbyt słabym, by udzielić Mołdawii wydatnej pomocy. Na razie Mołdawia ma nadzieję na niewielki kredyt, wynoszący 150 mln euro, na budowę mostów na Prucie.
Bukareszt go obiecał, ale jego udzielenie związał z wieloma warunkami. Pierwszą transzę, w wysokości 60 mln euro, obiecał przelać, gdy Kiszyniów wykaże się postępem w realizacji proeuropejskich reform… Takie podejście Bukaresztu nie przysparza mu niestety zwolenników po mołdawskiej stronie Prutu. W świetle ostatnich badań socjologicznych, zjednoczenia Mołdawii z Rumunią nie życzy sobie 53 proc. mieszkańców Mołdawii.

Za jest tylko 21 proc. mieszkańców republiki. Bardzo ostro przeciwko zjednoczeniu Mołdawii z Rumunią występują zwłaszcza mieszkańcy Gagauzji. Aż 98,8 proc. mieszkańców tego regionu opowiada się za ogłoszeniem przez niego niepodległości, jeżeli Mołdawia zjednoczy się z Rumunią.

Zjednoczenie w 2018 roku
Mimo to stronnicy zjednoczenia Mołdawii z Rumunią nie tracą nadziei, że uda im się doprowadzić do połączenia obu państw. Uważają oni, że problem Naddniestrza i Gagauzji da się łatwo rozwiązać. Do Mołdawii wkroczą wojska rumuńskie, a do Naddniestrza ukraińskie i będzie po sprawie.

Zwolennicy zjednoczenia tego kraju z Rumunią uważają, że Naddniestrze najzwyczajniej trzeba oddać Ukrainie. Oczywiście nie za darmo. Uważają, że w zamian za Naddniestrze Ukraina powinna dać na zamianę część Besarabii znajdującą się w obwodzie odeskim i czerniowieckim. Czy jednak Kijów jest gotowy do takiej wymiany? Nie wiadomo.

Niezależnie jednak od tego, czy Ukraina będzie chciała angażować się w „kwestię mołdawską”, czy też nie, zjednoczenie Mołdawii z Rumunią wydaje się nieuniknione. Naród rozdzielony tylko rzeką z pewnością zasługuje na to, by żyć w jednym państwie. Gdyby tylko Bukareszt był bardziej konsekwentny, to sprawa już dawno byłaby zakończona.

Oryginalny tytuł artykułu: Po obu stronach Prutu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here