Upowski plakat fot. domena publiczna

Grzegorz Jankowski, pochodzący z Cisowej w powiecie przemyskim, zanim stał się dowódcą upowskiej sotni, był lojalnym obywatelem polskim. Służył w kawalerii WP w stopniu plutonowego. Niektóre źródła twierdzą, że był tylko kapralem, a niektóre sugerują, że dosłużył się stopnia starszego sierżanta. W każdym bądź razie, skoro zakończył służbę zawodową w czasie kampanii wrześniowej, należy uznać, że nie należał do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Osób, które należały do tej organizacji, w Wojsku Polskim nie tolerowano.

Grzegorz Jankowski, zanim związał się on z OUN-UPA, w czasie okupacji niemieckiej, jak znaczna część dowódców UPA, służył w Ukraińskiej Policji Pomocniczej – Ukrainische Hilfpolizei. Był komendantem posterunków w Wapowcach i Olszanach. Zajmował się m.in. zwalczaniem partyzantki polskiej i sowieckiej, która także zapuszczała się na tereny Pogórza.

Policja ukraińska tępiła żywioł polski na Pogórzu Przemyskim, starając się, by struktury OUN we wsiach mogły funkcjonować bez przeciwdziałania ze strony polskiej. Wieści dochodzące o rzezi ludności polskiej przeprowadzonej na Wołyniu przez Ukraińców wzmogły na Pogórzu Przemyskim obawy, że teraz przeniosą oni swe oddziały tutaj i powtórzą swoje dzieło. Informacje o ludobójstwie na Wołyniu dotarły tu bardzo szybko.

Przynieśli je uciekinierzy z mordowanych przez Ukraińców polskich wsi. Wśród bestialsko zabijanych Polaków były też ofiary pochodzące z tej części Pogórza Przemyskiego, która w efekcie traktatu Ribbentrop-Mołotow weszła w skład Związku Sowieckiego. Oczyszczając strefę przygraniczną, Sowieci przesiedlili m.in. na Wołyń Polaków mieszkających tuż przy granicy.

Niektórych wywieziono na wschód, a część w okolice Drohobycza. Inny transport skierowano na Wołyń. Trafili tam m.in. mieszkańcy Krasiczyna. Osiedlono ich we wsiach Niewirków, Wola Małyńska i Żelaźnica. W 1943 roku do Krasiczyna wrócili tylko niektórzy mieszkańcy wywiezieni na Wołyń. Wrócili z niewielkimi węzełkami i informacjami o rzeziach Polaków przez Ukraińców.

Jankowskiemu udało się jakoś wyjść cało ze zmagań polsko-ukraińskich na Pogórzu, choć szereg posterunków ukraińskiej policji zostało rozbitych, a wielu nadgorliwych ukraińskich policjantów zostało zlikwidowanych. Polskie uderzenia nie były kierowane na ślepo, lecz tylko przeciw nacjonalistom. Ukraińcy, odpowiadając na akcje Polaków, stosowali terror zbiorowy, mordując dla zastraszenia przypadkowe osoby.

Do wkroczenia Sowietów, które nastąpiło we wrześniu 1944 roku, na Pogórzu Przemyskim zamordowano około 60 Polaków i zginęło 20 Ukraińców. Ofiar po stronie polskiej byłoby więcej, gdyby nie postawa polskiego podziemia, a zwłaszcza BCh , które starały się przeciwstawiać działaniom UPA. Jak wynika ze wspomnień Romana Kisiela, oddziały BCh stoczyły m.in. ciężką walkę z oddziałem UPA koło wsi Krosne. Powstrzymały też UPA przed wymordowaniem Polaków mieszkających w Śliwnicy, w wiosce o zdecydowanej przewadze ludności ukraińskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here