Banderowska przykrywka

Wasyl Hałasa ps. „Orłan”, referent propagandy Prowidu OUN w Polsce, w liście z drugiej połowy marca 1947 roku do Osypa Diakowa ps. „Hornowyj” – pracownika Głównego Ośrodka Propagandy – pisał: „Musimy informować publiczną opinię świata o tym [tj. walce w ZSRR] i dla naszego dobra, i ogółu cywilizacyjnego świata. Coraz bardziej przysłuchują się naszemu głosowi. Na tym odcinku mamy wielkie osiągnięcia. Wiesz, Drogi, nieraz myślę: stało się w nieszczęściu szczęście. To, że bolszewicy pozostawili ten skrawek ziemi poza swoim chińskim murem, to jedyne okno na świat i my jego oddać nie możemy”.

O stricte propagandowym charakterze walki OUN-UPA na Zakerzoniu świadczą też wspomnienia jednego z najlepszych dowódców OUN-UPA, Stefana Stebelskiego „Chrina”, który ukryty w bunkrze pisał, podsumowując walkę swej sotni (odpowiednik kompanii) na terenie Łemkowszczyzny: „Byliśmy na granicy trzech państw. Świat patrzył na nas i nasza walka nie mogła być ukryta przed obcymi korespondentami, tak jak w ZSRR. Warunki i teren były znakomite.

Mogliśmy dać Zagranicznemu Przedstawicielstwu Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej (UHWR) znamienite argumenty i dowody naszej walki. Świat dowiedział się, że naród ukraiński broni swoich zachodnich ziem i dążąc do niepodległości i zjednoczenia państwa, stawia czoło wszystkim okupantom jednocześnie”.

Zdaniem Mieczysława Samborskiego, znanego badacza stosunków polsko-ukraińskich, walka OUN-UPA z rzekomym terrorem władz polskich wobec ludności ukraińskiej i przeciw przesiedleniom była tylko „przykrywką” dla jej strategii utrzymania łączności przez terytorium tzw. Zakerzonia z Europą Zachodnią. Poprzez tę łączność wywiady państw zachodnich miały otrzymywać informacje z pierwszej ręki.

Propaganda „Wulkanu”

Ważną rolę w tworzeniu informacji odgrywał Ośrodek Techniczny OUN „Wulkan”, podległy bezpośrednio „Stiachowi”, czyli Jarosławowi Staruchowi, szefowi OUN na tzw. Zakerzoniu. Kierował nim Iwan Kudłajczuk ps. „Dowhyj”. „Stiach” mianował go szefem „Wulkanu” w styczniu 1946 roku. Kudłajczuk, pochodzący z Horodłowic k. Hrubieszowa, już w 1943 roku wstąpił do OUN. To on sam poprzez łącznika skontaktował się ze „Stiachem” w maju 1945 roku i poinformował go o sytuacji panującej w Polsce.

Otrzymał też od niego konkretne zadania. Zajmował się m.in. przygotowywaniem materiału na budowę podziemnych schronów dla „Stiacha”. Na jego polecenie gromadził też żywność, którą zmagazynował w skrzyniach zakopanych w lasach wsi Werchrata, Monasterz (pow. Lubaczów) oraz Huta Lubycka (pow. Tomaszów Lubelski). Wykonał też kryjówkę dla ośrodka technicznego w rejonie wsi Monasterz Dahany I (pow. Lubaczów). Niedaleko swój bunkier miał sam „Stiach”.

W akcie oskarżenia przed sądem polskim zarzucono Kudłajczukowi, że „będąc kierownikiem ośrodka technicznego przy krajowym kierownictwie OUN, a tym samym działając na szkodę Państwa Polskiego w okresie od stycznia 1946 r. do dnia 19 września 1947 r. (do chwili zatrzymania) gromadził i przekazywał wiadomości stanowiące tajemnicę państwową i wojskową tj. wiadomości i dokumenty z dziedziny polityczno-ekonomicznej, o działalności Polskich Partii Demokratycznych, starostw, urzędów miejskich i gminnych, a także wiadomości z dziedziny wojskowej o ruchach, uzbrojeniu i składzie osobowym stacjonujących we wschodnich terenach Polski jednostek WP; o sposobach pracy UB, MO, ich składy osobowe.

Wiadomości te otrzymywał od »Stiacha« lub też od szefa SB o pseud. »Dalnycz«, w formie różnych meldunków i raportów sytuacyjnych nadsyłanych z terenów Polski od poszczególnych jednostek organizacji OUN lub też oddziałów zbrojnych band UPA, którą to drogą otrzymywał także oryginalne pisma i rozkazy w/w instytucji państwowych (często zrabowane przez bandę UPA). On je przepisywał na maszynach i powielaczach, w formie meldunków, referatów oraz wydrukował z tychże wiadomości około 400 broszur w języku polskim, ukraińskim, czeskim, angielskim, francuskim. Wiadomości te przekazywał masowo »Stiachowi« czy też »Dalnyczowi«, a następnie były one przesyłane za pomocą specjalnych kurierów za granice Państwa Polskiego (…)”.

Na ile skuteczna była sieć kurierska OUN, nie wiadomo. Główne jej szlaki wiodły przez Czechosłowację, a także przez Polskę. Trasy kurierów wiodące na Zachód, głównie do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, można odtworzyć, analizując ich wpadki, a także zeznania aresztowanych działaczy OUN. Wpadek zaś kurierzy zanotowali sporo. Punkty tranzytowe, w których zatrzymywali się kurierzy, były często pod kontrolą władz bezpieczeństwa Czechosłowacji i Polski. Tylko nielicznym kurierom udawało się wielokrotnie przekraczać granice.

<--nextpafge-->

Obłuda Szuchewycza

Roman Szuchewycz, główny dowódca UPA, doskonale zdawał sobie sprawę, że żadnej III wojny światowej nie będzie, a wszyscy członkowie OUN-UPA zginą. Świadomie podtrzymywał ich walkę, by stali się oni „nawozem ziemi ukraińskiej”. Oczywiście nie wszyscy ukraińscy bojownicy byli naiwni; część wiedziała lub podejrzewała, czemu jest przeznaczana w imię nacjonalistycznych idei.

Jak wspomina Andrij Kordan („Kozak”), szef kancelarii przy dowództwie odcinka „Bastion” Stepan Chanas („Jaryj”) oświadczył mu bez ogródek, że „wojna się skończyła, a następnej nie będzie. Może w 1955 roku, a może przyjdzie czekać do 1970-1975 roku. To nie będzie zwykła wojna, a Sodoma i Gomora.
A w obecnej chwili nasi oficerowie polityczno-wychowawczy muszą coś mówić i strzelecką brać na duchu podtrzymywać, bo strzelcy mają swoje zadania i muszą walczyć”.

Obłudę przełożonych dostrzegli też dowódcy sotni, którzy czuli się odpowiedzialni za swoich podwładnych. Jednym z nich był Włodzimierz Szczygielski („Burłaka”), który zwrócił się z pretensjami do swoich przełożonych: „Rena” – dowodzącego Odcinkiem Taktycznym nr 26 oraz „Hryhora” – prowidnyka (przewodniczącego zarządu) I Okręgu OUN.

Zeznając przed polskimi śledczymi po przekazaniu go Polsce przez władze Czechosłowacji, stwierdził, że powiedział im, iż „oddziałów nie można dalej trzymać i powiedziałem, że tej wojny, na którą czekają, w tych warunkach nikt się nie doczeka. Od tego czasu straciłem wiarę i nie byłem lubiany u swoich przełożonych”.

Gdy informacja o pretensjach „Burłaki” dotarła do „Orłana”, czyli Wasyla Hałasy, członka Prowidu „Zakerzonia” ten – według jego zeznań – miał mu poradzić, żeby „działał podle własnej inicjatywy, dając mi do zrozumienia, aby iść przez Czechosłowację do strefy amerykańskiej. Wtedy dopiero zrozumiałem i zobaczyłem, że nasi zwierzchnicy dbają tylko o własną skórę, a w ogóle nie interesują się ludźmi, którzy przez nich i za nich walczyli, narażając na każdym kroku swoje życie”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here