Sianokosy fot. Wikipedia GFDL Autor: Mohylek

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka podpisał rozporządzenia dotyczące sektora rolnego. Wielu ekspertów uznało, że krok ten może oznaczać początek realnych reform gospodarczych w republice. Malkontenci uważają jednak, że dopiero czas pokaże, czy odważne reformy zostaną wdrożone. Cała rzecz wygląda w każdym razie obiecująco.

Aleksander Łukaszenka podpisał trzy dokumenty, które regulują warunki funkcjonowania gospodarstw rolnych. Przewidują one, że z deficytowych kołchozów, które wciąż dominują w białoruskim rolnictwie, wszystkie długi i zobowiązania zostaną zdjęte i przekazane specjalnie utworzonej agencji do spraw zarządzania aktywami. Następnie każde z gospodarstw zostanie dokładnie zbadane i ocenione.

Te, które zostaną uznane za niereformowalne i zawsze skazane na deficyt, mają zostać sprzedane, wydzierżawione lub oddane w zarząd komisaryczny. Kołchozy mają być sprzedawane na aukcjach. Cena wywoławcza kołchozu ma wynosić 10 dolarów! Jeżeli ktoś weźmie kołchoz w arendę i sprawi, że zacznie on przynosić zysk, otrzyma bezpłatnie na własność 25 proc. akcji kołchozu. Wszystkie z nich są bowiem spółkami akcyjnymi, w których większość udziałów ma państwo.

Z wyliczeń Ministerstwa Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Białorusi wynika, że bezwzględnego zreformowania wymaga 300 kołchozów i kombinatów, czyli jedna trzecia funkcjonujących w państwie. Połowę z nich państwo jest gotowe zlikwidować, czyli sprzedać w prywatne ręce. Od lat nie przynoszą one żadnych zysków, tylko generują straty! Wszelkie próby ich reanimowania skończyły się niepowodzeniem. Środki wydane na ich ratowanie zostały zmarnowane. Za przekształceniami deficytowych kołchozów optowało u prezydenta Łukaszenki nie tylko kierownictwo resortu rolnictwa, lecz także dyrekcje poszczególnych kołchozów.

Rewolucyjne zmiany

Eksperci uznali, że zapowiadane zmiany mają rewolucyjny charakter. Stwarzają bowiem w republice warunki do powstania nowej klasy właścicieli w rolnictwie. Ich zdaniem, takie zmiany powinny także zostać przeprowadzone w przemyśle.
Obserwatorzy zastanawiają się, co skłoniło Łukaszenkę do zmian w rolnictwie.
Niektórzy uważają, że został on dosłownie przytłoczony ciężarem wytworzonych przez nie długów. Inni sądzą, że krokiem tym Łukaszenka chce zyskać życzliwość Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Mińsk stara się o uzyskanie od niego kolejnej transzy kredytu. MFW nie chce dać jej Białorusi bezwarunkowo.

Kraj ten musi w zamian przeprowadzić reformy. Wielu obserwatorów żartując uważa, że MFW w rozmowach z Łukaszenką popełnia błąd, używając słowa „reformy”. Na Białorusi słowo „reforma” jest bowiem zakazane. W państwowych dokumentach nie wolno go używać. Zamiast niego od lat stosuje się słowo „optymalizacja”. Łukaszenka uważa ponoć, że otwarte pójście na reformy oznaczać będzie przyznanie, że cały realizowany przez niego kurs gospodarczy był błędny.

Puste kieszenie

Niektórzy specjaliści sądzą, że do podjęcia reform zmuszają Łukaszenkę pogarszające się wyniki gospodarcze Białorusi. Według oficjalnych danych Biełstatu, w pierwszym półroczu bieżącego roku produkt krajowy brutto spadł o 2,5 proc.! Produkcja przemysłowa obniżyła się o 1,6 proc., inwestycje w podstawowy kapitał spadły o 19,4 procent! Na plusie było tylko rolnictwo. Zanotowało ono wzrost o 3,3 procent. Najbardziej jednak spadły realne dochody Białorusinów. Obniżyły się one aż o 7 procent. Takiego spadku nie notowano w republice od lat dziewięćdziesiątych.

W ciągu ostatnich 16 lat kwota, która pozostawała w kieszeni każdego Białorusina po opłaceniu podstawowych rachunków, systematycznie rosła, co było podstawą jego optymizmu i dobrego samopoczucia. Gorzej niż teraz pod względem dochodów było na Białorusi tylko w 1995 roku. Wtedy realne dochody Białorusinów spadły aż o… 35 procent!

Według ekspertów, mimo spadku realnych dochodów, nastroje społeczne na Białorusi radykalnie się pogorszyły. Obroty handlu detalicznego nie spadły proporcjonalnie do spadku dochodów. Obniżyły się one o 1,6 procent. Na razie Białorusini nie chcą zaciskać pasa i sięgnęli do rezerw. Zdaniem ekspertów Banku Centralnego, Białorusini zgromadzili w swych rękach zapasy, których wartość przewyższyła wielkość rezerw w złocie posiadanych przez Białoruś.

Margines swobody

Sytuacja ta sprawia, że Mińsk mimo wszystko ma jeszcze pewien margines swobody, który może wykorzystać dla przeprowadzenia reform. Gdyby wcześniej np. zdecydował się na uzdrowienie sytuacji w rolnictwie, to branża ta mogłaby przynieść większe zyski i spadek PKB nie byłby tak duży.

Czy prezydent Białorusi, od którego zależy los wszelkich reform w tym kraju, wykorzysta swoją szansę, nie wiadomo. Dotychczas bowiem był zwolennikiem taktyki, z której wynikało, że kryzys należy przeczekać. Uważał on, że gospodarka białoruska ruszy, jak tylko skończy się światowy kryzys. Być może jednak zmiany w rolnictwie, jeżeli nie pozostaną na papierze, zapoczątkują na Białorusi proces odchodzenia od radzieckiego modelu gospodarczego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here