Wpis izraelskiego profesora Ofera Casiffa z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie fot. facebook

Źle się dzieje w państwie izraelskim. I na świecie źle się dzieje Żydom normalnym. Mój kolega Joshua Muravchik napisał książkę „Making David into Goliath: How the World Turned Against Israel” (Encounter Books, New York and London, 2014). Koncentruje się ona na współczesnych zagadnieniach polityki zagranicznej i ukazuje jej złożoność (to, jak operuje na kilku poziomach, głównie dyplomatycznym i propagandowym). Wymiar propagandowy ma wielki wpływ na zmiany w opinii publicznej, która początkowo bardzo przychylna Izraelowi, stopniowo ewoluowała w stronę wrogości.

Państwo żydowskie ma w związku z tym wielkie kłopoty. Muravchik opisuje np., jak południowoafrykański sędzia żydowskiego pochodzenia, Richard Goldstone, na forum ONZ „oskarżył Izrael o »zbrodnie przeciw ludzkości«” w 2009 roku.

Żydzi antyizraelscy
Generalnie Muravchik koncentruje się na zachodniej i tzw. trzecioświatowej opinii, ale od czasu do czasu przywołuje głosy krytyczne samych Żydów wobec Izraela – zarówno tych, którzy tam mieszkają, jak i z diaspory.

W bardzo sprytny sposób odniósł się do tego zagadnienia Edward Aexander w pracy „Jews Against Themselves” (Transactions, New Brunswick, NJ, 2015). Pisze o „żydowskiej samonienawiści”, a wywodzi ją od czasów średniowiecza, gdy Żydzi przechodzili na chrześcijaństwo i stawali się filarami Kościoła, choćby Świętej Inkwizycji (np. Torquemada).

I do tych neofitów porównuje obecnych żydowskich krytyków Izraela i syjonizmu. Wypunktowuje antyizraelskich Żydów, takich jak George Soros, Noam Chomsky czy Michael Lerner (guru Hillary Clinton), wskazując, że to są po prostu postnowocześni żydowscy apostaci.

Chyba najgłośniejszy z apostatów to Shlomo Sand. W książce „The Invention of the Jewish People” (Verso, New York and London, 2009) autor postmodernistycznie twierdzi, że Żydzi jako naród po prostu zostali wymyśleni przez syjonistów w XIX wieku. Jest to przerzucona na Żydów i Izrael stara teza stalinisty Erica Hobsbawma. Rozwinął ją na przykład w „The Invention of Tradition” (Cambridge University Press, Cambridge, 1983), współredagowanej wraz z Terence’em Rangerem. Podobnie pisał Benedict Arnold w książce „Imagined Communities: Reflections on the Origin and Spread of Nationalism” (Verso, London, 1991), którą zresztą recenzowałem w „NCz!”.

Nikomu nie śniło się, że opluwanie tradycji i narodu w tak ekstremalnej formie negacjonizmu historycznego przeniesie się na samych Żydów. A przecież jest to logiczne. Lewactwo nigdy nie spocznie. Nie zna świętości.
W stosunku do syjonizmu i Izraela zjawisko wrogości istnieje zresztą od dawna. Przeciwni powstaniu i egzystencji Państwa Izrael były i są niektóre odłamy judaistycznych ultraortodoksów – bowiem państwo ma powstać dopiero wtedy, gdy objawi się ich mesjasz. Czyli obecny Izrael dla nich to bluźnierstwo.

Na lewicy też bardzo wielu negowało syjonizm, na przykład marksistowscy bundowcy czy żydowscy komuniści (z wyjątkiem okresu gdy Stalinowi było wygodnie tworzyć i popierać Izrael, bo wyobrażał go sobie jako konia trojańskiego Związku Sowieckiego na Bliskim Wschodzie). Generalnie jednak przez długi czas lewicowi syjoniści stanowili większość. Mniejszością byli liberalni syjoniści (Gordonia), centroprawica religijnych syjonistów (Mizrachi) oraz narodowi radykałowie (syjoniści-rewizjoniści) – najtwardsi ze wszystkich. Teraz jednak wzrasta zjawisko narodowych judaistów, narodowców radykalnych o głębokiej wierze religijnej, o czym pisałem jakiś czas temu w „NCz!”.

2 KOMENTARZE

  1. Panie profesorze proszę nie stawiać równości między antysemityzmem a antysyjonizmem, bo to nie to samo. Izrael ma wiele na sumieniu: terroryzm, czystki etniczne, tortury. Wiele z krytyki wobec tego państwa jest jak najbardziej uzasadnione.

  2. Izrael zniknie z powierzchni ziemi, a to na skutek wojny z islamem. Zaś Europa przestanie się liczyć. Zostaną tylko globaliści, których celem nie jest budowanie i utrzymywanie nierentownego państwa ” Izrael”.
    Celem żydowskich globalistow jest władza nad całym światem. Dlatego nigdy nie zadowolą się oni małym „”Izraelem”. Stąd ten konflikt. Tradycjonalisci żydowscy przegrają tak jak przegrali biedni żydzi w Polsce z bogatymi Żydami z USA, którzy odmawiali im pomocy.
    Oczywiście na sam koniec jedynym zwycięzcą będzie święty kościół katolicki ( nie mylić z okupującą Go hierarchią antykatolicką). Oczywiście prawdziwym Izraelem zawsze był jest i będzie Święty Kościół Katolicki. Dlaczego Żydzi samych siebie nie nazywają Izraelitami? Jak jest Polska to są Polacy, itd. Bo to my, Europejczycy zawsze nimi byliśmy. Zachód jednak wyrzekł się swego dziedzictwa. W Polsce-prawdziwym Izraelu toczy się największa walka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here