Wojsko jest najbardziej stabilną instytucją Pakistanu. Za wroga numer jeden uznaje się Indie. Z wzajemnością. Dlatego Siły Zbrojne zwracają więcej uwagi na sytuację w Pendżabie i Sindh, na styku z Indiami, niż na pograniczu afgańskim. Najbardziej zaangażowane w sprawy afgańskie są służby specjalne. Najpotężniejsza z nich to Służba Zintegrowanego Wywiadu (InterServices Intelligence – ISI). Jest to osobny rodzaj broni w Siłach Zbrojnych Pakistanu. Konkurencją dla ISI jest Wywiad Wojskowy (Military Intelligence – MI). Także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ma swój własny Wydział Specjalny (Special Branch – SB). Szefostwo służb specjalnych to wciąż jeszcze pragmatyczni narodowi socjaliści („państwowcy”), chociaż bardzo chętnie współpracują z fundamentalistycznymi islamistami. To oni (szczególnie tajna Sekcja S w ISI) stworzyli potęgę Talibanu, to oni mają kontakty z Al-Qaidą. Ale również współpracują z USA, gdy im pasuje, szczególnie w zamian za pomoc materialną z Waszyngtonu.

Większość amerykańskiej pomocy dostają Siły Zbrojne, liczące pół miliona żołnierzy, a podległe Ministerstwu Obrony (nota bene obecny minister obrony jest też jednocześnie prezesem Pakistańskich Linii Lotniczych, a dorobił się na butach). Ale to nie regularni żołnierze zwykle operują na granicy afgańskopakistańskiej, lecz Korpus Pogranicza (Frontier Corps – FC). A te jednostki – 80 tys. strzelb – podlegają MSW. Natomiast ich ofi cerowie są oddelegowani do FC z regularnych Sił Zbrojnych. Większość FC to Pasztuni, świetnie zorientowani w lokalnych warunkach, którzy jednak niechętnie walczą ze swymi pasztuńskimi kuzynami zza afgańskiej granicy. Ponadto FC współpracuje z lokalnymi grupami pospolitego ruszenia, tzw. lashkar, a nawet je rekrutuje.
Zarówno FC, jak i lashkar są kiepsko opłacane. Fundusze amerykańskie przeznaczone dla nich zwykle przejmuje Ministerstwo Obrony. Zresztą nawet gdyby dostawało je MSW, należy wątpić, by zostały rozdane na miejscu we właściwy sposób. Aby jeszcze bardziej zagmatwać sytuację, organizacje ekstremalne, terrorystyczne też nagminnie stosują nazwę lashkar (np. Lashkar-i-Taiba, wsławiony niedawno morderczym rajdem na Bombaj). Czyli niektóre lashkar mogą walczyć przeciwko talibom, a inne ich wspierać. Dołączmy do tego zmieniające się układy klanowe i sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Oto te same grupy pospolitego ruszenia mogą w pewnych sytuacjach wspierać talibów, a w innych im się sprzeciwiać.

Mamy na myśli zarówno talibów afgańskich, jak i pakistańskich. W Beludżystanie talibowie rządzą nieofi cjalnie w zdominowanej przez Pasztunów stolicy prowincji, Quetcie, podczas gdy w niektórych miejscach na prowincji walczą przeciw wszystkim separatyści Beludżowie. W FATA Taliban dominuje w agencjach północnego i południowego Waziristanu. Część talibów uciekła przed amerykańską inwazją z Afganistanu, a reszta to ich miejscowi pasztuńscy kuzyni. Jednak afgańscy talibowie przyprowadzili ze sobą współtowarzyszy walki: Uzbeków i Arabów z Al-Qaidy. To oni właśnie zradykalizowali miejscowych przeciwko Islamabadowi. To głównie oni popierają destabilizację Pakistanu. Są obcy, ale klanowe prawo gościnności obowiązuje, nawet jeśli komplikują tutejsze układy społeczno-polityczne i podcinają jedność. Widać to po podziałach wśród pakistańskich zwolenników Talibanu.

W grudniu 2007 roku ogłoszono powstanie Pakistańskiego Ruchu Talibanu (Tehrik-iTaliban Pakistan – TiTP). Jego główny szef, Baitullah Mehsud, jest najprawdopodobniej odpowiedzialny za mord na pani Bhutto i inne akty terroru wewnątrz Pakistanu, choćby atak na akademię policyjną w Manawan koło Lahore. Tego watażkę zwalcza ISI i inne służby, które jednocześnie wspierają jego konkurenta, Maulviego Nazira. Dlaczego? Ten ostatni koncentruje swoje operacje w Afganistanie, a więc sprawia kłopoty koalicji pod wodzą USA, a nie Pakistanowi.

Poza tym Nazir pochodzi z klanu Wazir, a Mehsud jest rodowitym Mehsudem. Te dominujące w południowym Waziristanie plemiona się nie kochają. Ale w dolinie Swat, gdzie Islamabad zgodził się na wprowadzenie szariatu, główna linia podziału jest pokoleniowa. Ekstremista Sufi Mohammed, który szefuje Ruchowi na rzecz Ustanowienia Prawa Mahometa (Tehrik-eNifaz-e-Shariat-e-Mohammadi) dogadał się z rządem, jednak jego jeszcze bardziej radykalny zięć (i druga głowa ruchu), Maulana Fazlullah, uznał to za zgniły kompromis i dołączył do TiTP, gdzie jest zastępcą Mehsuda. Obie grupy nielegalnie rąbią lasy i rabują kopalnie szmaragdów w Swat, ale tylko TiTP Fazlullaha atakuje wojsko pakistańskie.

Nie można więc traktować TiTP jako organizacji jednorodnej. Po pierwsze – biorą w niej udział bojownicy pasztuńscy z kilkunastu klanów. Po drugie – istnieje wiele innych grup bojowych islamistów, którzy się talibom nie podporządkowali. Po trzecie – sama TiTP, oprócz różnic w wyborze taktyki i terenu walki, to luźna konglomeracja dżihadystów i lashkar, którzy od dawna wspierają Taliban afgański, a jednocześnie reprezentują interesy lokalne. A jak to się mówi w Ameryce, all politics is local. A przynajmniej w połowie Pakistanu władza na szczeblu lokalnym jest w rękach ekstremistów. Jeśli dodać do tego kryzys gospodarczy, tendencje odśrodkowe w prowincjach (np. Pendżab) i postępujący rozpad centrum władzy, sytuacja nie wygląda różowo. Do chłopaków z WP: powodzenia. Jak walnie Pakistan, to Afganistan to będzie małe piwo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here