Iraccy sunnici. Część z nich życzyłaby sobie powrotu kalifatu fot. domena publiczna

Zastanówmy się nad sytuacją w Mezopotamii, w Iraku i Syrii, ze szczególnym naciskiem na struktury przedpaństwowe: plemiona, szczepy, klany, rody. Jako przykład pierwszy weźmy milicje sunnickie zwane Synami Iraku (SOI) z lat 2006-2009. Ale najpierw tło.

To, co nazywamy państwami irackim i syryjskim, powstało w ramach rozbioru Imperium Osmańskiego na podstawie tzw. umowy Sykes-Picot z 1916 roku. Dołączył się do tego Siergiej Sazonow, carski minister spraw zagranicznych. Rosja chciała przyłączyć Konstantynopol i okolicę oraz sprawować wspólną z Francją i Anglią kontrolę nad Ziemią Świętą. A reszta miała pójść do podziału między Paryż a Londyn. Gdy biały Petersburg wypadł z gry za sprawą czerwonej Moskwy, pozwoliło to wygenerować się etnonacjonalistycznej Turcji, ale reszta terytoriów Wielkiej Porty była do wzięcia.

Zresztą proces ten toczył się od bez mała 200 lat, a zwycięstwo Ententy w I wojnie światowej – gdzie Stambuł postawił na przegrywającą berlińską kartę – przypieczętowało koniec kalifatu. Zgodnie z duchem czasów, Alianci postawili na „państwa narodowe” arabskie (i żydowskie). Poddali je naturalnie kurateli metropolii – pośredniej bądź bezpośredniej. I tak osmańskie prowincje starożytnej Mezopotamii i jej obrzeży zmieniły się w Irak i Syrię.

Jest to fascynująca mozaika starych plemion, klanów i rodów. Podczas gdy Beduini i rolnicy dominują na prowincji pod wodzą swych szejków, miasta pozostają we władaniu potężnych rodzin. Im większe miasto, tym zwykle więcej prominentnych notabli u władzy, wybieranych zgodnie z zasadą pokrewieństwa. Umma – czyli społeczność muzułmańska – trzymała się wokół przywódców religijnych – imamów oraz kadich (sędziów), z których większość była uprzednio urzędnikami osmańskimi.

Trudno mówić tu o narodach. Nacjonalizm arabski zaś głównie wypływał z poczucia odrębności rozmaitych grup i grupek. Wywodziły się one z warstwy średniej, zlaicyzowanej inteligencji, wojskowych armii kolonialnych i armii osmańskiej.

Wśród nacjonalistów wybiła się partia Baas. Założona przez chrześcijan i muzułmanów, była u zarania panarabska, narodowo-socjalistyczna. Z czasem podzieliła się na struktury odpowiadające terytoriom wykrojonym według dyktatu Sir Marka Sykesa i François Georgesa-Picota. I przybrała formę militarną.

Tradycjonaliści muzułmańscy odrzucali nie tylko umowy międzynarodowe zawarte bez ich udziału, nie tylko sprzeciwiali się zniszczeniu Imperium Osmańskiego jako ostatniego kalifatu, ale również odrzucali nacjonalizm jako grzech, który dzielił ummę, wprowadzając modernizm i nowinkarstwo. Stąd obojętność, pasywna niechęć, a nawet czasami aktywna wrogość wobec państw narodowych.

Obecnie, po amerykańskiej inwazji na Irak i wojnie domowej w Syrii, organizacje skrajne kalifatystyczne – głównie Al-Qaida i ISIS – starają się doszczętnie rozbić te kraje, a na ich gruzach odbudować kalifat albo przynajmniej emiraty. A rozpad państw narodowych oznacza, że społeczeństwa tamtejsze w pewnym stopniu wróciły się do poprzednich, bardziej prymitywnych form organizacji – do układów szczepowych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here